Udostępnij:

Pocztówki literackie KM na wakacje 2022

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

 

Maria. Tak, to prawda – z każdą literką iść jest coraz trudniej. To niesamowite jest w poezji, że niby się wie coraz więcej, a jednak gruntu pod nogami ubywa. Czy o tym pani myślała? Prawdę mówiąc, wątpię. Ktoś, kto wymachuje tak „słabymi rymy”, i nie ma w sobie pokory i powściągliwości, ktoś, kto chce „zrzucić serce z ciężaru”, a nie odwrotnie, nie jest gotowy do tego typu przemyśleń. One wyskakują tu spod pióra przypadkiem. Pani nie ma świadomości ich zaistnienia. Byle się rymowało… i do przodu. Nawet jeśli sylwetka już cokolwiek „chwiejnawa” i „słońce bezlitosne wypala zaprawę”. Jednak jest w tej roztańczonej grafomanii jakaś nadzieja. Zdarzają się zapisy rezygnujące z trajkotania, zaczyna się coś w rodzaju spowolnienia, próby namysłu, pojawia się pragnienie zmiany formy „na bardziej płynną”. Ale i tu proszę spokojniej, uważniej, z wyczuciem. Nie na darmo ludowe porzekadła wspominają coś o „laniu wody”.

Katarzyna. Może pani i jest wrażliwa, uczulona na najmniejsze drgnięcia substancji, którą w wierszach raz po raz nazywa „duszą”, ale co z tego? Jak się wydaje, nie ma bezpośredniego przełożenia między nadwrażliwością a techniczną sprawnością zapisywania, opisywania, opiewania i tak dalej. Są osobnicy zgoła niewrażliwi, wręcz cyniczni, a doskonałe wiersze piszą. No i bądź tu mądry. Ta pani delikatność i ta osławiona czułość to są zaledwie surowce, a właściwie dodatki do nich, przyprawy. Trzeba jeszcze mieć jakiś światopogląd, liznąć choć trochę filozofii i jej historii, nie wspominając już o zwyczajnej znajomości wcześniejszej literatury (a i współczesnej), żeby coś wreszcie zaczęło „stykać” albo „się kleić”. Zaistnienie wartościowego tekstu rządzi się własnymi prawami. A rzeczy, które wymieniłem, przestawiają się tu bardzo mizernie. W efekcie powstają zapisy nijakie, eklektyczne, wreszcie puste. Ani w nich świeżej emocji, ani oryginalnej myśli. Po co to pisanie? Jakiego splendoru chce sobie pani dodać? Tak, wiem, że brzmię w tym momencie jak „mentalny ludożerca”, lecz muszę nim być wobec takich tekstów. Jeśli przyczyniłem się do „porzucenia dziecięcych snów”, to bardzo przepraszam. A teraz wóz albo przewóz: dość bezceremonialna pobudka lub śpimy dalej, triumfując na przyjaznych portalach i lokalnych konkursach poetyckich.

 

Julia. Cóż za rozmach, gwałtowność wyobraźni, ostrość obrazowania… Coś z tego kiedyś będzie, jeśli starczy pani cierpliwości na dalszy mozolny rozwój. Są już jakieś podstawy. Na razie gimnazjalny galimatias: wszystko chce być we wszystkim, chce się wrzeszczeć i skakać. A tu forma skrzeczy, bo w poezji trzeba o niej pamiętać, wrzeszczeć (jeśli trzeba) i skakać razem z nią, i poprzez nią. Więc mamy rozziew, małą przepaść, do której więcej wpada, niż z niej wypada. Są więc fragmenty dające nadzieję. Nieraz to jest tylko jedno piękne zdanie pośród siedemnastu niedołężnych, ale jednak. Moją uwagę zwrócił tekst pt. Wulgaryzm pierwszy, przechodzi pani w nim z egotyzmu i narcyzmu w stronę przemyśleń społecznych, skracając słówka przez półgwizdek. Szarpie się pani w tym tekście i potyka z nową, trudną materią, lecz są tam ciekawe przebłyski określane przez postulat „złamać papierową ciszę”. Chodzi o papierową ciszę liryki kobiet. Niektórych kobiet. Jeżeli pani jest tego świadoma, to już jest bardzo dużo. Proszę tylko pamiętać, żeby tego problemu trywialnie nie zakrzyczeć. I krzyk potrafi być wyrafinowany.

Marta.  Co by tu jeszcze dodać (na sprawdzianie)… Czuję się trochę tak, jakby pani mnie sprawdzała. Nie wiem, czy zdam egzamin z tych smaczków, aluzji, półtonów. Sporo tego, jak na tylko dwa wiersze. Aż jestem ciekaw pozostałych. Bo przy tak żywym umyśle, takiej inteligencji musi być ich więcej. Przed panią przyszłość, ale dokładnie nie wiem jaka. Proszę przesłać więcej utworów, może coś się wyjaśni. Ale czy naprawdę musi? Po prostu proszę pisać, bo w tym pożytek i dla pani, i dla potencjalnych czytelników.

Konrad. Większość nadesłanych tekstów nie przekracza poziomu panteistycznego banału, w którym koniecznie bóg, przyroda i miłość. To wszystko kręci się zgodnie z oczekiwaniami współwyznawców takiego Słowa. Letniego słowa poetyckiego. Sztambuch, modlitewnik, piosenka. To są pana osobiste sprawy, podane w klimacie szlachetnego ruchu oazowego, i nic mi do nich, gdyż nie zostałem zachęcony czymś przekraczającym, ryzykującym, odkrywczym. Nic mnie nie przekonuje, nie porywa.

Jan. Zgadzam się z twierdzeniem, że pisanie wierszy nie jest zbyt naturalnym sposobem komunikowania się, ale pan wyjątkowo mocno podkreśla tę nienaturalność, teatralizuje metaforę, i w rezultacie człowiek czuje się nieswojo. Nie proszę, by zrezygnował pan z oryginalności, ona jednak powinna przekładać się na doznania odbiorcy. A tu droga do doznań niepewna, niepełna, coś bez przerwy zgrzyta. W sumie trafił mi do przekonania (powiedzmy: częściowo) tylko jeden tekst pt. Szparagi. Ta obserwacja zbieraczy na polach, choć błaha, jest wreszcie pozbawiona koturnu i zadęcia.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem. Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.

 

Zapisz się do naszego newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych (pokaż całość)