Pocztówki literackie KM lipiec-sierpień 2017

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

Bożena. „Koc bytu” wydał mi się bardzo ładny, intrygujący, natomiast „koniec bytu” sprowadził na ziemię, rozczarował. Zwykła literówka, niepotrzebnie rozbudzone nadzieje. Myślałem, że mam do czynienia z czym nieprzeciętnym, wysoce oryginalnym. I będę czekać na niego/ Kolejny rok i kolejną wieczność/ Aż do starości aż do koca bytu. I tak zawiedziony spoglądałem na inne teksty, które nagle przybladły, skurczyły się do poziomu banalnych notatek. Tak więc na razie szukanie determinowane przez frazesy i schematy, do których przywiązana jest pani „jak pies do budy”. To cytat z jednego wiersza. Jeżeli on przedstawia pani samoświadomość, to znaczy, że pani sama wie, w jak ciasnym ogródeczku spraw, słów i emocji pozostaje. „Nigdy nie dorosnę i nie ubiorę choinki”, no właśnie, coś się zaczyna pod koniec dziać, jakieś objawy buntu w stosunku do tego samouwięzienia dochodzą do głosu. Dusza się wyrywa, ale na razie nie ma podstaw. Może by jej coś poczytać, pokazać z poezji najnowszej?

Alicja. Podziwu godny bagaż życiowych doświadczeń. Obsłużyłaby nimi pani z tuzin poetów skupionych tylko na swych polonistycznych zajęciach, niewychodzących z domu, z laboratorium konwencji. Z kolei oni mogliby pani coś podpowiedzieć w kwestii warsztatu. Bo jest coś takiego, jak forma zapisu, manipulowanie tą formą, osiąganie określonego efektu stylistycznego. To wszystko przed panią. Na razie wali pani na oślep, trwoniąc majątek doświadczenia. A jest o co walczyć, bo w tej surowości czy niezdarności wyczuwa się prawdę, siłę, autentyzm, wrażliwość. Jest potencjał na jakieś prawdziwe poetyckie odkrycie, od pani zależy, czy to zostanie rozwinięte. Być może tak zabiegana i spracowana nie znajdzie pani na to czasu i chęci. Wszystko jest możliwe. Skoro jednak pierwszy krok został wykonany i zdobyła się pani na wysłanie wierszy i opowiadań (wolałbym jednak sformułowanie „tych zapisów”), to znaczy, że jest w pani ciekawość, zainteresowanie rozwojem, dalszym szukaniem, bo Żyć to zmieniać/ Zmiany/ Głodne niepewnie stawiane kroki. A teraz więcej cytatów, mały ich przegląd. Niech i czytelnikowi udzieli się klimat tych zapisków: A wszystkiego wciąż za mało/ Telewizorów sof/ Tabletów wędlin/ Żaglówek samochodów kołder torebek/ Wyciskarek do soku; Uwielbiam błędy/ Sama czuję się jak jeden z nich/ I przez to jestem silniejsza/ Z każdym dniem/ Z każdym miesiącem/ Mam więcej siły/ Żeby popełniać następne, Jak opisać całe szaleństwo/ Odwagę/ ohydę/ Wszystkich tych ludzi/ Którzy pracowali przy obróbce mięsa; Bo moja matka i tak zawsze stanie po stronie/ Banku, prawa, nauczyciela, pana prawnika/ Ok/ Często przegrywam ze światem/ Kiedy nie kupuję biletu, krzyczę w pociągu i/ kiedy siedzę na obrotowym krześle na komisariacie w Norymberdze.

Grzegorz. Siedzę strapiony, z pretensją wymalowaną/na twarzy duszy. Już w pierwszym zdaniu jest wszystko. Pańska wizytówka. Wyczucie słowa bądź jego brak. Coś się maluje na twarzy, owszem. Niepokój bądź barwy wojenne. I tak dalej. Ale na twarzy duszy już nie. Brzmi niezręcznie, chropowato, kabotyńsko. „Trapić się” – czasownik powoli ulatujący z komunikacyjnej przestrzeni. Piękny czasownik (i wszystkie jego formy pokrewne), tym bardziej trzeba go szanować, stosować ostrożnie. „Siedzę strapiony” miało brzmieć poważnie, świadczyć o rozterce, a brzmi dwuznacznie. Wymyka się z rąk. Wkradło się coś parodystycznego, kabaretowego. I tak na każdym kroku, potknięcia, niezręczności, po prostu brak wyczucia. Niektórzy się z nim rodzą, inni ciężko całymi latami pracują, by w sobie tę predyspozycję wyzwolić. Nie wiem, ile pan lat przepracował, kilka następnych przed panem. Za horyzontem zdarzeń zanika jaźń. Właśnie. A co się rodzi, budzi? Wyczucie formy zanikania, braku, pustki. Wszystko grzecznie (bądź nie) prosi tylko o jedno, o kształt do przyjęcia, o trzymającą fason formę. Musimy wcielać w życie nasze/ precyzyjne eksperymenty./ Słowo po słowie./ Sekunda po sekundzie. Dlaczego więc nie wcielamy?

Zofia. Tu nawet tytuły po angielsku czy francusku nie pomogą, marność nad marnościami, literacka tandeta. Jak można wyobrażać sobie, że kilka błahych refleksji zapisanych w słupku, w wężowym splocie na środku kartki (co za nieznośna maniera zapisu) robi wiersz, że już wystarcza – bez żadnego większego namysłu, pomysłu, pasji, obsesji, bez żadnej pracy? To po co ta cała historia literatury, tradycja wiersza, konwencji, konfesji itd., po co wszystkie siostry w piórze i uporze, które przygotowały grunt? Przyszła pani na gotowe i nawet nie chce z tego skorzystać, wyobrażając sobie, że cały świat i wszystkie jego języki ma w sobie. W pewnym sensie tak. Ale tylko w pewnym. Bardzo wątłym. Takim, który wydaje te oto owoce: Powrócimy nazajutrz/ Do pokornej ciemności/ Z nowym Kolorem bijącym z oka/ A zroszone będą tylko/ Nasze rzęsy/ Od gorących łez albo Rozprysła się miłość/ Jak porcelanowy słonik/ Co nie chciał już/ Przynosić/ Fałszywych oparów szczęścia, albo  Popijasz łyka, tryska krew/ Przełykasz kęs, ciało łamie się./ Myślisz mogę/ Oni już nie, albo Ekran bije rozdarciem/ Serc/ W Twoje spojrzenie/ Znudzone popołudniem.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.