Pocztówki literackie KM – kwiecień 2017

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

 

Elżbieta. Przeczytałem tomik i mam mieszane odczucia. Większości tych utworów na jakimś konkursie poetyckim nawet bym nie zauważył. Zginęłyby w masie podobnych. Nie przeczę, że jest w nich delikatność i wrażliwość – jako takie na pewno czytelników znajdą. Ja się wśród nich nie zmieszczę, bo oczekuję większej pomysłowości, zaskoczenia, odkrywczości, wytężonej pracy w języku, poszerzenia pola wyobraźni. Tego tu – moim zdaniem – nie ma. Natomiast w ostatniej części („pisanej kursywą”) są tego przebłyski. O, książki złożonej z takich próz poetyckich bardzo byłbym ciekaw. W tych prozach stosunkowo mniej banału i w sensie poetyckim coś się dzieje, zaskakuje, jest jakaś tajemnica. Przepraszam za obcesowość – w gruncie rzeczy jest to tylko szczerość charakterystyczna dla bardzo subiektywnej opinii.

Leszek. Recenzji raczej z tej książki nie będzie, byłaby ona negatywna i to na modłę zupełnie mi obcą. Podzielę się wrażeniami czytelnika, tylko tyle. Pierwsza rzecz: tomik jest niezborny, nie tworzy sensownej kompozycji, zawierając rzeczy bardzo różne w sensie poetyckiej roboty i życiowego doświadczenia. Powstaje wrażenie rozgardiaszu. Druga sprawa: ta poetyka pozostała w skansenie patosu, dętej romantyczności, jakby autor nie dopuszczał do świadomości tego, co stało się z językiem poetyckim, w jaką stronę on poszedł (a poszedł m. in. w stronę większej swobody, luzu, wolności, bezpośredniości, potoczności). Nie da się czytać niektórych z tych tekstów, ponieważ są nadmiernie przesycone zużytymi metaforami, zwietrzałymi symbolami, zbanalizowanym sztafażem poetyckim. Po trzecie: zbyt mało w nich, jak mój gust, szczegółów, sytuacji, konkretów, poezji wyrastającej wprost z życia, z jego małych spraw (aniołem z harfą czy lirą nie jest się bez przerwy), za to mamy werbalizm, retoryczność bez umiaru, wielko- i wielosłowie. Po czwarte: zbyt dużo tekstów balansuje na granicy wiersza i piosenki, co nie jest samo w sobie złe, ale tu potęguje wrażenie rozgardiaszu, wyraźnie widzi się worek, do którego wrzucono wszystko (po polsku i angielsku) z dobrodziejstwem inwentarza… a gdzie jakiś wybór, selekcja? Po piąte: światełko zapaliło się pod koniec lektury i nagle ujrzałem innego poetę, zdyscyplinowanego, mocno osadzonego w konkretnym, jędrnym języku, silnego w krótkim, emocyjnym zapisie (dłuższe teksty temu talentowi wyraźnie nie leżą), a tak moim zdaniem dzieje się od strony 86 – tutaj moje zainteresowanie, a właściwie poruszenie, wzrosło szczególnie od liryku związanego ze śmiercią ojca. Krótko mówiąc: wczesny  (albo wcześniejszy) poeta miał w sobie coś, co późniejszemu zaczęło umykać – tomik złożony z tekstów tej rangi i pomysłu, co wyżej wspomniane, być może zdołałby mnie przekonać.

Teodor. Przeczytałem i nic. Zero porozumienia. Jakieś to potwornie wykoncypowane, wymęczone, mało obrazowe, mało sensualne, tylko retoryczne wyliczanki. Nie potrafię o czymś takim pisać, proszę wybaczyć. Ogromny wysiłek koncepcyjny, a efekt znikomy: coś tu wyraźnie nie działa.

Miron. „Rzymianie łączą się z uczniami” – ale czy na pewno w nadesłanych wierszach? Być może to jest projekt, do którego pan dopiero dąży. Informuję więc, że na razie nie iskrzy, nie łączy. Widocznie jest tak, że sama emfaza to za mało. Jesteśmy w teatrze, słychać koturny, szelest zmurszałej kurtyny. Bohater ma pokrytą ciernią głowę (oj, raczej cierniem) opartą o pierś, jest odbiciem odzwierciadlającym odbicie i tylko jednej rzeczy jest pewien, mianowicie tej, że kiedy z prochu/ W całą swą moc stanie zebrany/ Sprawiedliwość wymierzać będzie/ Zza niewidzialnej przegrody. I tu trochę zazdroszczę podmiotowi, bo ja muszę wymierzać sprawiedliwość całkowicie obnażony, bez żadnej przesłony czy przegrody. Tedy wymierzam: do Rzymian bardzo daleko. I to z prostej przyczyny. Jeśli oni sięgali po pióro czy rylec, robili to z istotnej potrzeby. Komunikowali coś (mówili o czymś) w granicach wyraziście zakreślonego tematu, problemu, obrazu, sytuacji. Pan nadesłał cztery utwory o powietrzu otaczającym bohatera. Klasyczny przykład pustosłowia.

Jędrzej. Między dosłownością, grubiaństwem a przesadnym sentymentalizmem dryfują te pańskie erotyki. Niektóre teksty mają charakter fraszki (często nader udanej) i jako takie mogą bawić, a nawet ubarwiać swobodne biesiady literackie. Inne zupełnie nie mają charakteru, trudno mi orzec, dlaczego tak się dzieje. Gdyby udało się wyzwolić jeszcze inny język, trzeci, godzący ogień z wodą, rozbuchaną fizjologię z „mdłą” konwencjonalnością, o, to byłby sukces. Myślę, że większy niż tylko (zdobyte przez pana) trofeum na turnieju jednego figlika.

Dorota. Oj, chyba nie dla mnie te pełne zapału patriotyczne wiersze. Może je wysłać do „Radia Maryja”? Mówię poważnie. Tam znalazłyby wdzięcznych odbiorców łapiących w lot wszelkie aluzje. Naprawdę nie wiem, co to jest „przemysł milczenia” ew. „pogardy” i dlaczego trzeba o nim pisać ładnie rymowane prawie sonety. Postawmy sprawę jasno: teksty nieźle zrobione, lecz tylko dla wybrańców, np. zwolenników idei wskrzeszenia narodu na stosie ofiarnym zapalonym pod Smoleńskiem (tu nawiązuję do tak skonstruowanej w jednym utworze figury Feniksa).

KM  

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.