Pocztówki literackie KM- grudzień 2017

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

Natalia. Dużym talentem, jak sadzę, obdarzyła panią matka natura. Te nieliczne drobiazgi starczają za całą opowieść. Nie potrafię zaszufladkować pani skłonności. Coś, co smakuje jak rzadki rodzaj poezji, zapisuje pani w formacie popularnej prozy. Właśnie w prozie wietrzę największe spełnienie tego talentu. Cii, śpijże w pustej krypcie, śpij w starym ogrodzie, do którego bramy nikomu nie wskaże rudzik, nie wskaże literatura. O właśnie tak. Albo jeszcze inaczej. Bo potrafi pani na wiele sposobów. Domniemana jest przyszłość, a biegniesz tam, jakby coś cię goniło, jakby tam wreszcie miało być wyraźnie widać i słychać to dziś, którego tutaj nie ma. Jesteś dziurawą tkaniną zjedzoną przez mole i suszoną na słońcu albo wyplutą pestką moreli, wyplutą pestką czereśni, wyplutą pustką. Godziny odbijają się od ścian jak tenisowe piłki, emocje wypływają na powierzchnię basenu, niewidzialny babciny zegar odmierza czas rozgrywek. Wygrasz, czy dasz się pokonać? Samotność powiesisz na szyi jak medal czy sznur? Zobacz, jak dym unosi się z tego zakłopotania. Z mojego również. A bierze się ono z bezradności: mogę się tu tylko pozachwycać, lecz wskórać niewiele. Nie mam wtyków w wydawnictwach. Nie mam żadnej decyzyjnej mocy. Ale spokojnie: proszę dalej pisać swoje, wierzę, że zrobi ono („swoje”) wrażenie nie tylko na mnie. Niebawem wydawnictwa same się do pani zgłoszą.

Dorota. Książka doszła, dziękuję. Proszę wybaczyć, nie znalazłem niczego dla siebie, nie ma roboty poetyckiej, są tylko notatki, impresje – dość błahe, jak na mój gust,. Podziwiam odwagę wydawania czegoś takiego. Ale to chyba prawo młodości, taka wiara w siebie, w swoją przebojowość (niefrasobliwość?), świeżość (ignorancję?), rzekomą odkrywczość.

Wojciech. Nadmiar słów, leją się bez umiaru, bez dyscypliny, bez formy. Niesie pana język, jego impet, i to nieraz, jakby przez przypadek, przynosi dość zastanawiające fragmenty, całość jest jednak nie do zaakceptowania, za dużo jak dla mnie szumu, brudu, chaosu, zupełnie nieadekwatnego, niepotrzebnego rymowania w stylu Kobiety polskie, jak wiadomo,/ wcale nie lecą na tych homo,/ a że ja jestem nawet nawet/ to wszczęto wobec mnie rozprawę. A to szczególnie razi, gdy czyta się na okładce poważne deklaracje autora, że pisanie jest dla niego wentylem, przez który wypuszcza emocje i sceny, jakich doświadczył, sprawując opiekę paliatywną.

Paweł. Tak, wreszcie czuję te obrazki i coś widzę w wierszach, jakiś ciemny nadrealizm, może wpływ Honeta, ale już przekonują, zostają w pamięci. Tak, jestem pewien pana talentu. Mimo wpływów pozostaje coś nienaruszonego, własnego. I tego będzie coraz więcej, ślady inspiracji stopniowo pozacierają się i… już jestem ciekaw tego ciemnego, ostatecznego kruszcu. Życzę powodzenia.

Stanisław. Pewne fragmenty wydały mi się bliskie, rezonowały serdecznie, lecz całość sprawia wrażenie dzieła „wsobnego”, do użytku wewnętrznego, nie wychylając się w stronę przyjętych dzisiaj form poetyckich; jakby „zatrzymanego w czasie”, trochę dzieła dla samego dzieła. Bardzo mało miejsca zostało dla czytelnika. Zakładając, że poezja (i formy poezjopodobne) funkcjonuje w głębokiej niszy, to fragmenty mi przesłane są niszą nisz. Nadają się jak najbardziej do jakieś publikacji, ale zdaje się, że nie przekroczą elementarnego poziomu zrozumienia i empatii u odbiorców. Takie tam uwagi na gorąco, które – zaznaczam – mogą być zupełnie chybione, bo któż naprawdę zna oczekiwania czytelnika, a tym bardziej straszliwego „rynku”.

Kevin. Wiem, to jest silniejsze od pana – koniecznie powiedzieć coś światu o targających wątpiami uczuciach, a przy okazji wpisać sylwetkę ukochanej w annały światowej liryki. Tak jest boska, że powinna zostać tam na zawsze. Wierzę panu, wierzę w szczerość, czystość uczuć, nawet wierzę w boskość i doskonałość obiektu uczuć. Trzecia strona tego poetyckiego transferu pozostaje głęboko zawiedziona. Na imię jej Forma. Też chciałaby trochę uczucia. A tu nic, same banały, nieprzetrawione kawałki, niezgrabności. Twoje dyskretne wady/ rozpuściłbym na języku,/ jak płatki śniegu, ale dalibóg nie mogę, płacą mi za rzetelną ocenę, wrodzoną intuicję. Widzę wady i nie mam zamiaru niczego rozpuszczać, tuszować. Dobrze, że chociaż nie ma w panu pychy, że zdaje sobie pan sprawę ze słabości. Być może kiedyś Forma stanie się panu przychylna, słysząc takie słowa: Mój instynkt/ goni twoje kroki nieśmiało. Życzę powodzenia w rozgrywkach z rodzajem żeńskim.

Agnieszka. Etap poetyckiego ząbkowania. I tu objawy są zazwyczaj typowe: „na łożu usłanym różami”, „znużone oczy księżyca”, „zbroczone krwią ubrania krzyczały”, „topniejące muśnięcie skrzydeł”, „gniewem płoną” itd. Jest jednak nadzieja, a na horyzoncie widnieje zarys następnego etapu (raczkowanie?). Wiążę to ze skromnym na tym tle tekstem pt. Kolejny dzień. Jednak umie się pani powstrzymać od przesady i wielkich słów.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem. Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.