Pocztówki literackie KM- listopad 2017

POCZTÓWKI  LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

 

Irena. Spore umiejętności, wyczuwane doświadczenie z walce z oporem materii, języka, co daje już ciekawe efekty. W każdym tekście jakiś zastanawiający, zaskakujący fragment rozsypujący się po chwili, dotknięty czymś – moim zdaniem – niestosownym, nieprzystającym; ale mogę się mylić, może to cecha charakterystyczna poetyki, w tej dysharmonii jakaś harmonia, której zasady wymykają mi się z rąk. Ot, konfuzja… Obco jest między mną a mną/odkąd pomiędzy nas ktoś wszedł – znakomite, lecz po chwili coś już mniej doskonałego, zgrzytliwego. Zatem w pamięci zostawiam to, co najlepsze: coś utkwiło w jednej z matryc/ i jątrzy; równa arena/ walk naszych koni to jest miejsce/ gdzie się wytycza granice gdzie się/nie rozpierzcha; „jedyny stały/ punkt odniesienia, samosiejka śmierć. Na pewno ma pani w zanadrzu więcej takich niespodzianek. Proszę przysłać nowe wiersze, zaprezentujemy na internetowej stronie Odry, a potem kto wie, gdzie jeszcze.

Stanisław. Patos, inwersja, wysilone rymy, myślałem, że już raczej nikt w Polsce tak nie pisze. Kto panu wmówił, że poezja ma coś wspólnego z dziwaczną składnią, a już bez inwersji to się w ogóle obejść nie może? Dużo pan na tym traci, bo jak pozbawić sytuacje liryczne odęcia i nadęcia, błyskotek i ozdobników, tych rzekomych znamion poetyckości w starym stylu, to coś tam na dnie prześwituje. Ale musiałem to sobie przestawić na normalniejsze tory składniowe. Dopiero wtedy zrozumiałem, o co w tych tekstach chodzi. Ładne obrazki, ale myśl cieniutka. Niemniej pewien fundament jest, teraz od pana zależy, co się na nim zbuduje.

 

Julia. Poczucie niedosytu. I sam nie wiem, o co chodzi, co mi nie pasuje. Coś w tych tekstach przesadzone, przeciągnięte ponad miarę. Jeszcze brakuje wyczucia formy. Za dużo słów, jednostajność, monotonia, pointa niknąca w lejącej się wodzie. Na razie nie panuje się nad słowotokiem, nie ujmuje go karby. A szkoda, bo tyle tu ciekawych pomysłów. Świetnie zapowiadał się tekst Termodoładowanie. Termopile, jednak siły i napięcia nie wystarczyło, żeby ten utwór donieść, dociągnąć, końcówka rozczarowuje. No, ale mamy talent. Coś trzeba z nim zrobić.

Mateusz. Tu chyba talentu trochę mniej. A może rzecz w samoświadomości albo jej braku? Pozornie tym wierszom niczego nie brakuje, więc może tym razem zawodzi mnie intuicja… Już wiem. Pan za bardzo myśli o tym, że oto właśnie pisze wiersz, za bardzo pan celebruje i brnie w jakiś rytuał, w martwotę. A przy pisaniu trzeba się zapomnieć. Jeśli chce pan być tak akuratny, to proszę wziąć się za prozę. W poezji nie ma miejsca dla koszmarnie ciężkich budowli w stylu kokon rozpaczy zsuwający się z gałęzi na gałąź/ zahaczał po drodze o wczorajszy dzień albo raczej o to, co z niego zostało. Co to ma być? Chciał pan zadziwić, czy naprawdę coś przeżyć i zapisać, dotrzeć do prawdy chwili?  Proszę zapomnieć o sobie piszącym. Nie jest pan na scenie w charakterze żywego pomnika. Oto poeta… Proszę zejść z piedestału. Najlepsze wiersze wychodzą wtedy, gdy patrzymy na świat z dołu, w bezpiecznej odległości od wszelkich urojonych „kokonów rozpaczy”. Dystans, olśnienie, powściągliwość. Praca.

Michalina. Pani jeszcze terminuje, naśladuje, pozostaje na poziomie odtwórczym, nie ma odwagi na przełamywanie konwencji. Pierwociny, juwenilia, debiutanckie próbki, takie jest ogólne wrażenie. Proszę się spokojnie rozwijać i za jakiś czas coś przesłać. Powiedzmy za rok. Jeśli pani wytrwa, mogą to być rzeczy niezwykle ciekawe. Bo są zadatki na interesujący rozwój.

Damian. Słychać pogłosy z Rimbauda (Iluminacje), może też Apollinaire’a, a w sumie brzmi to jak tak zwana poezja alogiczna, o której Hugo Friedrich pisał, że wypełniają ją treści „somnambuliczne i halucynacyjne, które płyną z półświadomości lub nieświadomości”. W tej praktyce poetyckiej teksty są produktem marzenia na jawie. Naturalnego bądź wywołanego sztucznie. Odnoszę wrażenie, że tu w grę wchodziło drugie rozwiązanie. Nie interesuje mnie, co było brane i w jakich ilościach przed napisaniem tych tekstów. Nie przekonuje mnie efekt końcowy. To na razie surówka. Półprodukt, który czeka na opracowanie, na zrobienie z niego literackiego wyrobu.

Wanda. Ładne, wdzięczne, melodyjne. Ale właśnie jako takie wiersze te nie mają szans na zapchanym poetyckim rynku. Musi pani dopracować się większej oryginalności, na razie pozostają na poziomie, który nazywają średniactwem. Jestem po pani stronie, ujmuje mnie delikatność tych utworów, lecz to dobre w pisaniu do szuflady, trudno z tym stanąć do zawodów. Ale może pani wcale ten wyścig nie interesuje? W takim razie proszę pozostać sobą i nie dziwić się brakiem szerszego zainteresowania. Może ono w ostatecznym rachunku rzeczywiście nie jest ważne. Ale, na Boga, czymże jest „ostateczny rachunek”? Kto podlicza nasze projekty i marzenia? Wysłała pani te wiersze, przecież na coś licząc. Wyjście z szuflady wiąże się z marzeniem o szerszym zaistnieniu. Jeśli jednak się mylę i chodziło pani tylko o kilka słów komentarza, to na tym zakończmy. Niech inni się ścigają.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.