Udostępnij:

Pocztówki literackie KM maj 2019

POCZTÓWKI LITERACKIE

KAROLA MALISZEWSKIEGO

Mariusz. Monolog skupionego na sobie bohatera nie pokazuje zbyt wiele z różnorodności świata, otoczenia, jakoś to przewidywalne, nie ma niespodzianek językowych i „sytuacyjnych”; kolejny nadwrażliwiec i co z tego? Warto popracować nad kompozycją, bo to materiał na dwa tomiki, książka robiłaby większe wrażenie okrojona, uszczuplona, nie byłoby powtórek tematów, nastrojów, ocen i refleksji, bohater tak szybko by nam się nie nudził, pozostałby fajny niedosyt miast preferowanego tu przesytu, przegadania; ot, takie wrażenia na gorąco, bo generalnie czyta się nieźle i na pewno jacyś czytelnicy tego projektu już się znajdą.

Justyna. Aż głupio po raz kolejny powtarzać „jakże pani jest wrażliwa” i nie proponować w tej interpretacji czegoś więcej. Byłoby o to trudno, gdyż wspomniana wrażliwość nie przekłada się na inwencję formalną. Chyba skończyły się czasy nieskomplikowanych wierszy o zapachu skóry, słoneczku i odchodzeniu ojca. Rzecz jasna, przeżywam (i współczuję) razem z panią, mając wrażenie, że uprawiamy coś już poza literaturą. Ona szuka form wyrazu całkiem gdzie indziej, w bezdennym (albo i nie) labiryncie, tymczasem pani proponuje spacer po świeżej, wiosennej trawie na powierzchni, w parku pełnym grzecznych dziewczynek, które tak ładnie nauczyły się pewnej lirycznej konwencji. Krótko: całkiem sprawnie pani sobie radzi w znajomej konwencji serc kruchych jak chińska porcelana.

Paulina. Czy można robić poezję z oczywistości? Przy inaczej ustawionym języku pewnie tak. Przy takim języku, który by je jakoś markował, podkręcał, problematyzował. Gdy me czoło/ rozognione światłem odbitym albo „I gdy gaśnie archetypiczna jasność, ustępując horyzontu nocy (?KM) – oddycham z ulgą – taki typ języka nie sprzyja markowaniu, jest zbyt patetyczny i konwencjonalny. On raczej oczywistości złośliwie podkreśla. Chyba że pani właśnie woli pozostawać w słodkiej niemocy banału, chce tkwić w zaciszu oczywistej myśli, w spokoju przewidywalnej frazy – tak pisać sobie do snu… Nic mnie tu nie poruszyło, nie zaskoczyło, nie otworzyły mi się na nic oczy.

Emil. Są ślady świadomości ograniczeń wynikających z konwencji, w które wtłacza się własne wynurzenia. Coś próbuje się z tym robić. Na razie szarpanina; i nie wyłoniło się nic takiego, o czym można by powiedzieć, że jest oryginalne. Bohater zdaje sobie sprawę, że sugestywny wyraz artystyczny ma coś wspólnego z niepokojem, napięciem, rozterką, lecz pozostaje to wciąż w sferze deklaracji. Takich, jak ta:  wreszcie uwalniam / swój niepokój/ swą przewidywalność / wyrzucam za drzwi / zawieszam ciasny garnitur / standardowych odpowiedzi / oraz ciasne buty / nieswoich poglądów. Nie prowadzi to do niczego konstruktywnego (i konstrukcyjnego – w sensie roboty poetyckiej), nie wpływa na „nerwowe załamanie” rytmu wypowiedzi; a w poincie czytamy: przestaję być / dla innych. To faza buntu, dobrze, że się właśnie rozgrywa czy wypala. Czekam na przejście do drugiego pokoju, w którym być może usłyszymy: jestem sobą / dla innych. Wróci pan do ludzkich i komunikacyjnych oczywistości, ale zobaczy je z zupełnie innego punktu widzenia. Wtedy zacznie się twórczość. Jeżeli sił i chęci starczy. Ach, jeszcze warunki… Także i w tym, Brechtowskim, sensie: Człowiek sprzyjałby bardziej dobru niż złu, ale warunki nie sprzyjają mu. Niech panu sprzyjają.

Beata. Każdy wiersz z innej parafii, lecz tak naprawdę niczego własnego. Mistrzostwo  imitatorstwa. Każdy z modnych stylów, przewijających się przez internetowe fora samokształceniowe (a potem prowincjonalne konkursy poetyckie), jest pani zdolna podpatrzeć i skopiować. Szlachetne hobby, ale niewiele ma ono wspólnego, moim zdaniem, z poezją. Oczywiście, w tym testowaniu cudzych głosów, różnych języków zdarzają się perełki, a nawet brylanciki. Np.: Szybko zmierzchało. / Jedni mówili, że tak będzie lepiej, inni, że to tylko zabawa w dom, / czasem w doktora. Liniami papilarnymi ściszano rybie głosy. Później // milczeliśmy na siebie. Jeżeli pani tak potrafi, to znaczy, że jest nadzieja wyrwania się kiedyś z getta podróbek.

Maria. I czyż nie wspaniale byłoby przysiąść / Na dachu w Bejrucie lub Aleppo. Nie wiem, czy byłoby wspaniale. Nic mnie do tego w tych wierszach nie przekonuje. Deklamatoryka, retoryka, obrazy ograne do szczętu. Podróżne migawki, z których wyciśnięto już wszelkie soki. Nie udało się do tych nieśmiertelnych Damaszków wlać nowego życia. Ciekawsze, bardziej ryzykowne rzeczy dostrzegam w pierwszych utworach zestawu. Wprawdzie nie wiem, czemu ma służyć ta szalona rytmika, ale przynajmniej widać jakiś wysiłek, ocieranie się o rymotwórczy kunszt.

Kurt. Być może popełniam błąd, siląc się na jakąkolwiek ocenę. To, co pan przysłał, wygląda na wyimek większego dzieła, stąd może wrażenie niejasności. Najbardziej jednak martwi poczucie niewyrazistości – tyle słów wylano na darmo. I to gadulstwo przede wszystkim zniechęca. Uporawszy się z nim, liczymy na jakieś odkrycie. I nic. W trzech podejściach kreśli pan portret siebie samego. Niewiele na nim widać. Żadnego życia, tylko słowa, słowa, aż odszedłem dalej / bezwiednie brocząc atramentem. I szeleszcząc papierem. Gdzie tu poezja?

KM 

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.