Udostępnij:

Pocztówki literackie KM maj 2020

POCZTÓWKI LITERACKIE  KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

Iwona Anna. „Wierzę w magię. Lubię symbolikę, oniryzm, mroczne i tajemnicze klimaty, jesień, a także dobrą muzykę oraz ciekawą lekturę. Inne zainteresowania – jak działa wszechświat, śpiewanie, hodowanie kwiatów doniczkowych oraz hobby – odkrywanie świata i… siebie. Nieustannie. Ach, prawie zapomniałabym dodać, że uwielbiam czerwone wino i miód pitny”. To najciekawszy utwór z przesłanego przez panią zestawu. Jest w nim przynajmniej trochę (to nic, że upozowanego) życia. Natomiast rzeczywiste wiersze z pliku obok, no cóż, żadnych znamion życia nie posiadają. Martwe, abstrakcyjne i banalne. Możemy się z nich dowiedzieć, że czas płynie, a gdyby to do nas mimo wszystko nie dotarło, bohaterka uporczywie deklamuje nadal: rodziłam się…// dawno// żyję// teraz// tworzę jutro// umrę…// kiedyś. Nawet chciałem znaleźć choćby jedno własne, zaskakujące zdanie i ucieszyć się nim, niestety, nie było mi dane. Autorce dobrze w tym, co odwieczne, powtarzalne, już prawie niewidzialne przez zużycie. Jesień? Proszę bardzo: wkradła się// do mego serca// barwnym liściem. Miłość? Ależ oczywiście: miłość pozostawia piętno/ na naszych wspomnieniach. Przykro mi, tutaj wyjątkowo nie będę miał żadnych wspomnień. Już zapomniałem.

Jakub. W tej chwili nieważne są wiersze, a raczej pana sytuacja, życie za sanitarnym kordonem, próba dla pana, świata i literatury; a może mylę się, i to zasadniczo: w tej chwili nie to, co wyżej, ważne, a właśnie wiersze, bo tylko one zostają, gwarantując (komu?) sens. Myślałem, że będzie totalna grafomania, początek drogi, ale nie, już parę kroków w głąb poetyckiej samoświadomości zrobiono, przedszkole zaliczone i pierwsze klasy podstawówki. Czytałem z zaciekawieniem, bo jest osobowość i są sprawy, z którymi ona się zmaga; jak zawsze: szuka się języka, już niebawem znajdzie go pan. Jedyne zastrzeżenie: zdarzają się zapętlenia spod znaku neurotycznego hermetyzmu (jako profan nie mam dostępu, niczego nie rozumiem). A druga rzecz: niekiedy brak pomysłu na całość, na kompozycję rozproszonych fragmentów, oczywiście nie ma obowiązku pointy na siłę, ale tutaj nieraz jako klamra bardzo by się przydała, bo wiersz rozsypuje się, traci impet albo po prostu jeszcze nie jest wierszem, tylko autorowi wydaje się, że nagromadził tyle nietypowo użytych słów, że to już, a jednak nie. Bywałem w różnych młodzieńczych brulionach, ten naprawdę jest ciekawy, intrygujący, rokujący na przyszłość. Jeśli pan wytrwa, bo to na dłuższą metę jest dość nużące zajęcie, wyczerpująca obsesja, załóżmy jednak, że tak, proszę coś przysłać za parę miesięcy. (Za parę miesięcy, mój Boże, jak to dzisiaj brzmi!).

 

Dominika. Przeczytałem „zaognione pola”, ucieszywszy się, że tak nowatorsko, prawie odkrywczo, lecz już po chwili przyszło rozczarowanie: „zawodnione pola”. I tak też z moimi oczekiwaniami – znowu zawodne (czy już „zawodnione”?). Niczego ciekawego nie znajduję prócz tej omyłki wynikającej chyba z posuchy. Bardziej chcę, niż znajduję. W tym wierszu o polach miało być coś o wiośnie, jednak wyszedł pompatyczny pean ku chwale „Pory Odrodzenia”. Nie pojmuję patosu tych wierszy, dziwacznie wzniosłej retoryki. Czemu to ma służyć? Już chyba wiem. To ma zasłonić (przyozdobić?) pustkę, brak tematów, które byłyby żywotne dla pani i poruszające dla czytelnika. W efekcie pustosłowie aż bębni i powstają teksty, które w jakiejś wyobrażonej powieści Jane Austen mogłyby posłużyć towarzystwu do naigrywania się i ubawu. Serio! Tak właśnie brzmią. Mimo niewidocznego błękitu/ i ogarniającej szarości/ Pora Odrodzenia wyłoniła się z życzenia/ istot światła spragnionych/ błagających o poprawę/ choć ponurego otoczenia/ O! nieusłyszane gorące prośby/ nikną – nadszedł czas. Tak, jakiś czas nadszedł. W jego nieubłaganym świetle takie wiersze wydają się nieporozumieniem.

 

Jan. Mimo niezdarności warsztatowej coś w tym jest. Jakaś energia czy prawda. Ja jeszcze wierzę w prawdę. Nieraz znajduję ją w czytanych wierszach. Odczuwa się ją jak uderzenie czegoś, co zmaga się z konwencjonalnością, co z konwencjonalności w zaskakujący sposób rezygnuje. I zazwyczaj tuż obok minoderii widać jej (prawdy) wyraźne ślady. Chyba że się mylę, że to w gruncie rzeczy chodzi o dochodzące do głosu doświadczenie. Owszem, przed panem niewyobrażalnie dużo pracy. Intuicja mówi mi, że warto. Nieprawda, że wszystko, co pan robi, „zamienia się w chaos”. Gdy pan bierze pióro do ręki, chaos wyraźnie się wycisza, jakby czekając na jakieś decyzje.

 

Tymoteusz. O, to już poetycki uniwersytet – nic dodać, nic ująć. Pewnie pan dawno drukuje i tylko dla żartu przysłał swoje teksty. Widać, jak już wiele pan umie i jak testuje różne możliwości wyrazu. Nie trafiają mi do przekonania próby z nurtu „przekombinowanego” (np. na herbacie u prousta), natomiast mocniej, w moim odczuciu, smakują owoce nurtu „prostego”. Pozwolę sobie na przytoczenie najlepszego przykładu: w ptasim gnieździe/ czuwa/ dumna matka czworga/ wyklutych piskląt// wijącego pokarmu/ zdaje się/ nigdy nie zabraknąć/ dom z solidnych gałązek/ ułożony i niezniszczalny// a tam w dole/ jeszcze niedorastający/ ponad stół/ chłopiec w rękach trzyma/ to martwe słabe ogniwo/ które wypadło z ptasiej/ utopii prosto w łapki/ kota. Ale są też teksty, które wahają się między przekombinowaniem a prostotą. I to tutaj chyba zaczyna się pana przygoda z własnym, powiedzmy, językiem. Proszę kiedyś znowu coś przesłać.

 

KM

 

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem. Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.

Zapisz się do naszego newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych (pokaż całość)