Udostępnij:

Pocztówki literackie KM marzec 2019

Jadwiga. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek dostał tak przerażające wiersze, dosłownie makabryczne (te odcięte głowy długo się będą śnić). Skomasowanie wielu scen z rozmaitych horrorów moim zdaniem nie tworzy poezji. Pogratulować oryginalności, samego pomysłu na takie frontalne uderzenie w czytelnika, ale niewiele z tego pozostaje oprócz niesmaku. Jeśli miało być coś więcej, to nie ma tego (mówię o ewentualnym przesłaniu). Wszystko rozpływa się w hektolitrach krwi, pośród miażdżonych ciał. Po co to? Być może pisanie ma tu charakter terapeutyczny, przynosi pani ulgę. Trudno, proszę dalej wyrzucać z siebie te mroczne obsesje.  Tego zabronić nie mogę. Jednak z publikacją może być kłopot.

Paweł. Znalazłem chwilę, przeczytałem. Może powinna to być dłuższa chwila, więcej bym poczuł czy zrozumiał. Powstaje wrażenie, że to strzępy, fragment całości, że jakaś ważna reszta zaginęła w transporcie. Chyba należało poczekać jeszcze rok albo dwa i zrobić całą książkę. To się czyta jak coś nieopierzonego,  owoc niecierpliwości, a nie świadomy projekt. To nie znaczy, że poszczególne wiersze nie są dobre, chodzi o to, że nie znalazły swojego tła, wypełnienia, pomysłu na więcej mówiącą całość. W tym sensie – trochę przedwczesny debiut. Za jakiś czas doszłyby nowe tematy, inne ujęcia. Teraz trochę skromnie, ubogo. Ale dziękuję za lekturę. Niektóre wiersze mimo wszystko się pamięta, mają  dość specyficzny ton.

Aleksandra. Nie odnosi się wrażenia, że obcuje się z poezją, efektem pomysłu, pracy, kondensacji uczuć i obserwacji. To są jakieś dziennikowe, rozwlekle zapisy kończące się banałem odgrywającym rolę odkrycia. Być może, są to odkrycia w jakimś własnym, prywatnym rozwoju. Odbywa się proces moralnego doskonalenia – i bardzo dobrze, lecz niech nie pretenduje to do miana poezji. Poezja, w moim rozumieniu, zaczyna się w języku, w refleksyjnym czy krytycznym doń podejściu (tu nie ma nawet tego śladu w tych wszystkich „alejkach powszedniości”).

Marzena. Pięknie. Świadomie. Z myślą o języku, który kapryśnie i paradoksalnie wyraża, ale także brzmi i jakoś wygląda w zapisanych rządkach, wizualizuje się przecież. Tu się coś dzieje, rozgrywa się na wielu płaszczyznach. To nie prywatne, dziennikowe notatki, to już poezja, kreacja. Jeszcze nie do publikacji, ale bardzo blisko. Szczególnie przypadł mi do gustu utwór pt. Za szybkie tempo. Proszę tylko uważać z obsesją pointy. W niektórych tekstach jest zbyt wysilona, na pokaz, niwecząc odkrywczość i świeżość poprzedzających ją zdań.

Urszula Diana. Nie wiem, co powiedzieć. Co poradzić. Tu się nie da niczego zmienić. Wypracowała pani „swoją” poetykę i chyba nie jest w stanie otworzyć się na coś innego. Krótko: pewien konwenans liryczny został opanowany, doprowadzony do perfekcji i powoli dusi się w swojej ograniczoności, a nawet zaczyna ocierać się o własną karykaturę (np. w takim sformułowaniu – przyjdziesz jeszcze na moje brzegi/ i zaokrąglisz mi kąty). Konwenans ów opiera się na powtarzalności sygnałów typu: ciągle wiszące łzy, lustro, żal, motyl nocy, skrzydła szarości, słowa utykające w krtani… Jeśli zajdzie jakakolwiek przemiana, proszę coś przesłać.

Gabriela. O, proszę, można inaczej, chociaż też zdarzają się tu lustra i łzy, ale tak obrobione, „opracowane”, że nie rażą i nie kojarzą się z czymś przebrzmiałym. Mamy do czynienia z poetyką strzępu i misternej dezinformacji (w przeciwieństwie do popularnej wśród początkujących poetyki całości i dokładnej informacji). Inaczej mówiąc, opuściła pani przedszkole i podstawówkę, otrząsnęła się z wielosłowia i dosłowności, podążając zdecydowanym krokiem w stronę poetyckiej matury. Tylko proszę nie popaść w manierę maturalnego „klucza”, produkując teksty przewidywalne, oferujące jedną możliwą odpowiedź na wszystko. Myślę jednak, że autorce tekstów takich, jak Całe pranie w moich uszach (czy frazy Widzieć siebie w tobie to rozdzielanie cząstek), raczej to nie grozi.

Agata. Gest słuszny, lecz niczym niepoparty, nieznajdujący na razie swojej formy. Można go nazwać „nieśmiało feministycznym”. Opowieść dotyczy stopniowego wyzwalania się młodej kobiety, prawdopodobnie maltretowanej, spod władzy mężczyzny, małżonka. Być może, ona pozwala sobie na bunt na razie tylko na papierze, powoli dojrzewając do konkretnej decyzji. Te wiersze brzmią jak przygotowanie do takiego czynu. Są wybuchowe, rozdygotane, nie panuje się nad ich potencjalną mocą. To wypowiadanie posłuszeństwa mogło być lepsze w sensie poetyckiej roboty. Jednak prawdopodobnie nie mogło; więc rażą mnie zgrzyty rytmiczne, banalne zwroty, schematyczne obrazowanie dotyczące męsko-damskich relacji, kiepskie rymy wzięte jakby z innej bajki. Świetnie, że bohaterka wzięła się za siebie i swoje życie (bo „kobieta pamięta”), natomiast szukanie języka tego buntu na razie nie wychodzi. Życzę, żeby wreszcie wyszło. Niechże się ten „mężczyzna krzywdzący przewróci” i nigdy nie wstanie. Chyba że już na pani warunkach.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.