Udostępnij:

Pocztówki literackie KM październik 2018

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

Agnieszka. To, co pani przysłała, zwróciło moją uwagę swoim „szaleństwem”, energią, pomysłowością. Przyznam szczerze, że potem nieco się zawiodłem, doświadczając wrażenia „pustych obrotów”. Za tym wszystkimi fajerwerkami, rozbuchanym językiem, nie stoją jakieś istotne doświadczenia. W związku z tym niewiele ma się do powiedzenia. Za jednym w tej zabawie wyjątkiem, który znalazłem w „prozatorskiej” części pani zestawu: No dobrze, kochamy, kochamy mamę, tatę, wujka, czy te rozwrzeszczane bachory, ale to jakby… właściwie nie miłość – takie narzucone, takie… albo śmiech. Dużo, dużo śmiechu i wybuchające KO-h!-CHAM! – zero w tym miłości. A potem nagle widzimy umieranie i rozumiemy, czy kochaliśmy, jak kochaliśmy i tak głęboko nas to przewierca, że znów się do tego nie przyznajemy.

Szymon. Zwracam się do autora długiego poematu bez tytułu, nie chcąc pomylić go z innym Szymonem. Poemat ma ambicje filozoficzne i stawia sobie wysokie cele związane z oceną rodzaju ludzkiego. Sam koncept zasadza się na kalejdoskopowym ukazaniu wędrówki pewnego ludzkiego ciała, zaszczycającego swoją obecnością ten nieszczęsny padół. Opowieść zaczyna się ciekawie: Niech ciało będzie przeszkodą, która w całej tej tułaczce/ Rozpadać się będzie, łamać, gnić powoli, jak owoce na ziemi nie/ zebrane, tak my we wszechświecie zgnijemy wszyscy, będąc sami./ Ciepło powróci, na ganku przystanie,/ a zimą pod ten sam ganek podjadą srebrne sanie./ Wysiądzie z nich miłość, czerwień będzie wszędzie. Godne podziwu ambicje, którym zabrakło wzoru i warsztatu. Podobnego rozmachu filozoficznego powinien pan szukać na przykład u Słowackiego, Micińskiego, Leśmiana, Sebyły, Mieczysława Jastruna czy Bieńkowskiego. Niestety, ani śladu oczytania w pana tekstach nie znajduję. Dlatego już po paru linijkach zaczynają razić: patos, pustosłowie, niezamierzona groteskowość, nieudolność stylistyczna, rozchełstanie składniowe i interpunkcyjne, wreszcie błędy językowe. Za ambicje piątka, za pychę w stosunku do tradycji, która mogłaby czegoś pana nauczyć, niedostateczny. I jeden z fragmentów na koniec: Dama konia oszukała/ Godząc w krtań powitała/ padł nie mając siły się wycofać/ co tu szlochać?/ Koń to zwierzę nauczone/ Być posłusznym i pracować/ Nie móc mówić i budować/ Król był niski w swej odwadze/ Widząc damę, w swej powadze,/ Wyczuł nutę niespokojną/ Zapachniało mu tu wojną.

Janina Barbara. „Dziękuję za ocenę moich wierszy w Pocztówkach. Przykro mi, że postawiłam pana w kłopotliwej sytuacji. Cenię sobie pana uwagi, choć jestem zaskoczona uwagą o eleganckiej i kulturalnej mistyfikacji. Bo czym tak naprawdę jest poezja, jeśli nie mistyfikacją? Intelektualną grą? Przecież sam pan napisał: Kupa gnoju, którą chciałem toczyć/ w jakiejś formie. Czy choćby w swoim wierszu Tren, gdzie pisze pan, że niosąc trumnę kobiety (pogrążony w bólu i żalu?) myślał o seksie. Przecież to oczywista mistyfikacja. Przykładów mistyfikacji w pana tomiku Zdania na wypadek jest całe mnóstwo. Tak samo zresztą jak dosadności i narzucającej się czytelnikowi intymności (przesadnej szczerości?). Mam wrażenie, że po pierwsze: dosadne nazywanie rzeczy i wylewanie kawy na ławę rekompensują panu w znacznym stopniu brakujące środki poetyckiego wyrazu, po wtóre, próbuje pan być oryginalny w wierszach, co jest tylko chwilowo modnym błyskiem, który ledwo się zapalił, a już zgasł. Nietrudno również nie zauważyć pewnych potknięć i nieporadności w dostosowaniu słowa do nadanego znaczenia. Tutaj przekleństwa próbują odwracać uwagę, nie wzmacniają jednak przekazu, jak się powszechnie zwykło uważać. A lapsus, no cóż, w moim wierszu o poecie, stwierdzenie, że dymi resztką grawitacji pod nogami wydaje się być całkiem słuszne w moim przekonaniu. A jeśli już mowa o tego typu lapsusach, to zdarzają się także w pana wierszach, choćby: Rozsiada się statecznie flotylla dmuchawców/i w skórze zakłada kolonie karne. To tylko jeden z przykładów. Opisy często poruszają sprawy mało istotne, błahe. Przelewanie z pustego w próżne? Tego nikt nie wie, bo wiedza o pustce i próżni nie jest w ogóle możliwa. Natomiast jeśli kreuje pan jakiś trend w poezji, a tak jest, to pana twórczość powinna być przykładowa, a tomik bez zarzutów. Tak jednak nie jest, aczkolwiek z pozoru wiersze wydają się być niezłe. Dopiero głębsza analiza uwidacznia spore wady. Pomyślałam też, że nadarza się okazja, aby wrócić do lektury Zdań na wypadek pana autorstwa i podzielić się swoimi spostrzeżeniami i odczuciami. Kłaniam się”. Dziękuję za te szczere, bezkompromisowe uwagi. Nareszcie ktoś wygarnął mi prawdę w oczy. Myślę, że warto skorzystać z tych spostrzeżeń. Tak, zacznę od stopniowego eliminowania wulgaryzmów. Inna rzecz, że nie wysyłałem pani swoich wierszy z prośbą o ocenę. Wnioskować z tego należy, że opinia pani nie była dla mnie ważna. Nie zabiegałem o nią, nie widząc osób pani pokroju – tak interpretujących tekst i stojący za nim świat – wśród swoich potencjalnych odbiorców. (Mało tego, nigdy nie podsuwam swoich utworów jako wzoru, one w zasadzie nie istnieją w prowadzonej tu korespondencji, raczej polecam innych autorów jako modelowych). Natomiast z pani strony coś takiego zaistniało, to pani zgłosiła się do mnie, wysyłając plik utworów z nadzieją na komentarz. Okazało się, że nie była pani jeszcze gotowa na przyjęcie komentarza innego niż tylko pochwalny. Jeżeli jesteśmy przekonani o swojej doskonałości, nie wysyłajmy utworów do oceny – to taka skromna, ogólna uwaga do wszystkich Państwa. Polemika, która wówczas powstaje, nie wnosi niczego istotnego do rozmowy o poezji, mając podtekst zbyt osobisty, bowiem do głosu dochodzą głównie uraza i zraniona ambicja.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.