Udostępnij:

Pocztówki literackie KM-październik 2017

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

Dominik. Lustro wsunięte głęboko w strychowe rupiecie, zasłonięte szmatą, pokryte kurzem. Niczego nie odbija ani się też nie przechadza po jakimś pobliskim gościńcu. Lustro filozofujące same ze sobą, chwilami intrygująca odmiana narcyzmu. Byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby w tym układzie działo się coś między urojonymi stronami, personami, racjami, jakiś konflikt, napięcie, spór. Zbyt sobie przytakują te wszystkie duchowe i retoryczne odsłony. Stąd wrażenie monotonii, bezruchu, stojącej wody, strychu, który już dawno o wichurze nie słyszał. Podziwiam tajemnicę dwudziestoletniej wrażliwości i świadomości – już tak skostniałej, znieruchomiałej, pewnej siebie. Podziwiam, ale nie sympatyzuję. Przydałaby się lekcja scenicznego ruchu (bo rozumiem, że nie ma szans na opuszczenie sceny), odświeżyłaby repertuar gestów, grymasów, może poruszyłaby język, zmieniła spojrzenie na świat. Wyjście poza siebie – wprawdzie to zalecenie brzmi infantylnie, ale nieraz czyni prawdziwe cuda. Może tak będzie i tym razem. Warto spróbować.

Anna Maria. Literacka robota bez zarzutu. Dobrze wykorzystana erudycja. Rozległe oczytanie na coś się przydało. Jednak czegoś brakuje. Chodzi o ryzyko, odwagę, bezczelność. Nawet w ramach tych wierszy-rozmów z artystami, wielkimi osobowościami można by rozegrać coś bardziej zaskakującego, dramatycznego. Fakty z życia tych gwiazd literatury i sztuki znamy doskonale. Bardziej zastanawiają miejsca ciemne, przemilczane, niejasne. Na tym mogła pani ugrać coś własnego. Tutaj zaczęłaby się właściwa liryka, pojawiłby się ów nerw, o który mi chodzi.

Jakub. Zmusza mnie pan do całkowitego obnażenia się. Zatem do dzieła: tak, nie przepadam za pańską pewnością, że narodowi potrzebna jest jego poezja (jego? poezja?). I że może być ona osadzona w tradycji, najlepiej romantyczno-patriotycznej. Że to może być lekarstwem na całe zło „płynnego świata”, na postmodernizm i inne „cholery”. Owszem, rymuje pan całkiem zgrabnie. Ale to niczego nie uzasadnia. A już szczególnie tej nacjonalistycznej pychy, onanizowania się słowem „polskość”. Mnie to słowo niepokoi. Podobnie jak inne pojęcia, które dla pana są jednoznaczne: „naród”, „poezja”, „potrzeba”. Bardzo wysokie tony, a ja lubię śpiewać tuż przy ziemi. Mam odrazę do pokrzykiwań, pohukiwań, marszowych komend i dość przewidywalnych modłów, a u pana tego bardzo dużo. Nie wiem też, co potrzebuje „naród”, bo dochodzą do mnie sprzeczne sygnały. Pisząc, wyobrażam sobie jednego, zagubionego człowieka. Odnoszę wrażenie, że ta kategoria dotyczy również pana. I to (zagubienie) mogłoby być punktem wyjścia do tworzenia wiarygodnej liryki. „Polskość” stałaby z boku i podziwiałaby pana samotne, wypowiadane półgłosem, starania.

Estera. Porozrzucane gazety (zupełnie jak u Różewicza) podrzucające strzępy komunikatów prasowych i innych, kalekie formy próbujące mówić o skomplikowanym świecie. W niektórych tekstach coś z tego wynika – trwa jakaś błyskawicowa energia ironicznej, szyderczej wymiany, inne milczą jak zaklęte. Nic nie iskrzy na linii nadawca-odbiorca, bo też nie ma warunków, zestawienia nie wydają się nośne, brzmią głucho. Chyba że to czytelność innego rzędu, dla mnie, starego, już niedostępna. Poezja chcąca tak histerycznie sprostać chwili, bełkotowi teraźniejszości, popada w manierę, której doniosłości nie potrafię docenić. Proszę nie traktować tego jako ataku na koryfeuszkę nurtu, pani Autorytet, Kirę Pietrek. Tutaj żadnego ataku nie ma. Zwykłe stwierdzenie, że do rześkości pierwowzoru bardzo daleko. Najprościej: na razie pani częściej nie wychodzi, niż wychodzi.

Aleksander. Odpowiem bardzo podobnie, jak komuś przed laty, bowiem wiersze i maniera twórcza wręcz bliźniacze. Podoba mi się to, lubię taką grę z konwencjami, taki rodzaj zabawy, jest pan niesamowicie pomysłowy. I ważne jest to, że każda „opowiastka” kończy się w odpowiednim momencie, bo potem już tylko znużenie, ma pan więc wyczucie formy (i ja to u pana rozumiem na różne sposoby). Pociąga mnie ta dziwna poetyckość tworząca oryginalną mieszankę: coś jakby Borges zmieszany z nadrealistami (mam tu na myśli raczej prozę poetycką nadrealistów, np. Jacoba albo Michaux). Martwię się tylko płochością, marginalnością tego projektu, zadepczą nas etyczni maksymaliści, poważni wymagacze „czegoś więcej” od literatury, no tak. Gdybyśmy jednak dali odpór lamentacjom tych osobników, to otrzymujemy rzecz piękną, skończoną, dla koneserów.

Milena. Są fragmenty ocierające się o bełkot, który pozbawiony kilku łamańców już prawie coś by znaczył. Pani jest zachwycona lingwizmem w różnych jego odmianach, do mnie to już nie trafia tak mocno, jak kiedyś. Ja chcę bezpośredniości, chcę życia, skoro coraz bliżej śmierci. I gdzieniegdzie słyszę, widzę przedzieranie się pani prawdy, ale mało tego. Za dużo wierszy, w których niczym zaczarowany klucz występuje słowo „język” (albo „mowa”), to takie kręcenie się w kółko, ten autotematyzm trąci już myszką. Wolę panią w odmianie bardziej impulsywnej, bezpośredniej, nie kombinującej z językami i wokół języków.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.