Udostępnij:

Pocztówki literackie KM- styczeń 2018

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

Agnieszka. Ma pani wyczucie rytmu, co owocuje niezłymi tekstami do śpiewania. Szkoda, że jakaś znana wokalistka nie wie o ich istnieniu. Inaczej mówiąc: pisze pani tak otwarcie i szczerze, że natychmiast kojarzy się to z piosenką. Trochę poetycką, trochę ludową. Człowiek nawet cieszy się z tych tekstów, z ich surowości, prostoty, bezpośredniości. Natomiast krytyk stanowczo marudzi. Brakuje mu wyrafinowania, konceptów, wyśrubowanego języka. On tylko wychwytuje nieliczne perełki (poszłabym w ciemno za wariatką/ co mi się głupia z żeber rwie; opłakuje wisielca martwej natury nad łóżkiem; łapać skowronki uśmiechów co rano) i żałuje, że nie ma ich więcej.

Paweł. Minęło tyle czasu od napisania nadesłanych tekstów, że chyba ta wymiana zdań nie ma już sensu. Jeżeli pisze pan nadal, to zapewne jest o wiele dalej w rozwoju. Takie wyciągam wnioski po lekturze tych „starych” tekstów. Obok niezdarności tu i ówdzie pokaz siły, stąd moje myśli o talencie, o sporym potencjale. Przykład: utwór bez tytułu rozpoczynający się od słów Odłączamy się od rzeczywistości – i zaraz banał (niezręczność właśnie): Gdyż tak łatwiej. Od wiersza oczekuje się komplikacji, dwuznaczności. A tu taka oczywistość. Jednak zaraz udaje się zrobić kilka kroków w bok, wbrew rutynie języka i poznawczym nawykom: A te fotele, na których siedzimy, są niebieskie/ (…) zanim zedrą z nich kolor czyjeś plecy./ Zanim coś innego się stanie, coś rozleje, coś wypali. I to jest niemal regułą tych wierszy, że niezręczność ściera się tak często z zaskakującą samodzielnością. Powtarzam: te uwagi są prawdopodobnie bezprzedmiotowe, gdyż pan pewnie buja już o wiele wyżej, w innych obłokach.

Jadwiga. Jak ocenić ten „powrót po wielu latach do pasji pisania”? Wstydu nie ma. A raczej jest zawstydzenie: po mojej stronie. Że oto zostałem dopuszczony do tajemnic życia, któremu czegoś za mało. I mimo udanego pożycia, szczęśliwej rodzinności ktoś szuka siebie w tych budzących się zapiskach. Okazuje się, że zawsze zostaje jakaś szczelina. Coś, co nie mieści się w projekcie szczęścia, coś, co podrywa zaufanie do tak zwanej „pełni”. I o to chodzi w tych wierszach, ten snuje się smuteczek (nawet tu zapisany drobną kursywą: pokocham od nowa). A więc powrót po latach udany w swojej poprawności, konwencjonalności, żadnych w nim błędów nie widzę. Zabrakło tylko oryginalności.

Błażej Jacek. Chyba nie przepadam za poezją kładącą nacisk na narracyjność – spełniającą się w narracyjności. Zazwyczaj odsyłam autorów do innej konwencji, np. małej prozy, opowiadania. Dla mnie wiersz jest wydarzeniem, stawaniem się chwili, a nie jej przydługim opowiadaniem. Przyboś załamałby się, czytając pana teksty. W tym nie ma poezji, rzekłby. Ciekawe, o co by mu chodziło? Pewnie o to, że wiele z tych wywodów dałoby się skrócić co najmniej o połowę. Brakowałoby mu właśnie błysku metafory, tego najlepszego z poetyckich skrótów. Marudziłby coś o wierszowanej publicystyce. „To jakieś felietony, panie, a nie wiersze” – niemal słyszę jego głos. Teraz muszę usłyszeć swój: mimo wszystko do lirycznego żywiołu można się dokopać. Kiedy ogarnia rzeczywistość społeczno-polityczną, staje się płaski, niczego nie odkrywa. Np. ten obraz korporacji: wielkie idee wciśnięte w tłum kołnierzyków/ przepadają w miliardach niewypowiedzianych słów/ i umierają jak ten grosz w kieszeni trzymany na szczęście/ gdy przyjdzie go wrzucić na tacę. Natomiast kiedy ogarnia wspomnienia, grzebie w zakamarkach życia, brzmi bardziej wiarygodnie. Np. ten obrazek (wiersz pt. Być jak Hermaszewski) z czasów, gdy na miejskie, czerwone autobusy mówiło się „ogórki”: na skrzyżowaniu kiosk stał i sklep był i kapliczka/ wiata z czerwonym A na ogórki co piętnaście minut/ otwierały syczące wrota/ (…) a za domem prawie góry tylko takie w dole po gliniankach/ strzelał z karbidu i żaby pompował latem i wracał do domu/ po spękanym chodniku. Krótko mówiąc: te narzekania pana Przybosia nie są wcale od rzeczy. Mniej publicystyczności (schematów wbijanych nam do głowy przez media), więcej liryczności – jako symbolu czegoś własnego, samodzielnego; oczywiście, to też może być iluzją, ale, na Boga, na czymś musimy się oprzeć.

Anna. Nie dostałem się do tych wierszy. Przeraźliwe komunikaty informowały mnie tylko przy kolejnych próbach, że plik jest niedostępny i że muszę mieć wiedzę o jakichś filtrach, żeby się tam dostać. Ja tej wiedzy nie miałem. I teraz tylko sobie wyobrażam, co może kryć się pod tytułami takimi, jak: Ceremonialne praktyki, Mechaniczny kataklizm, Niesprawiedliwość wżera się w kości, Księżyc świeci głodem. Proszę o ponowną przesyłkę. I żeby się otwierała. Bo chciałem poczytać, a nie tylko fantazjować. Przy okazji uwaga do wszystkich autorów. Proszę o niezbyt skomplikowane, proste w obsłudze pliki zawierające w sobie całość propozycji, wszystkie utwory. Bo często nadchodzą w postaci rozsianej, nie mogę się w tym połapać. Za przychylenie się do mojej prośby uprzejmie dziękuję.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem. Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.