Udostępnij:

Pocztówki literackie KM- styczeń 2020

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

Roman. Wiersze odczytuję z rękopisu, więc tu i ówdzie może zdarzyć się potknięcie, za co od razu przepraszam. W dołączonym liście znajduję ślady krytycyzmu i dystansu względem własnego pisania. Zastanawia się pan, czy wysłane wiersze można nazwać wierszami. Owszem, wyglądają jak wiersze, ale większość z nich, jak na mój gust, raczej skłania się ku prozie. Rytm, intonacja, intencja dźwiękowa (głosowa) – wszystko to wskazuje na esej. I fakt, że kolejny fragment zanurzony jest głęboko w cierpliwie rozwijanej myśli. To są rozmyślania ułożone w rządki. Kolejne odcinki dziennika, które zapisane linearnie i łącznie wcale nie musiałaby być odcinkami. Pisze pan pamiętnik artysty, wrażliwy i czuły. Zdarza się niekiedy, że z tego typu diariuszy wyskakują utwory poetyckie, niektóre cząstki myśli nabierają wigoru, określają się względem rytmu i sytuacji lirycznej, redukując niepotrzebne dłużyzny. Tak powstaje wiersz. To wszystko przed panem, taki podział, rozdzielenie intencji twórczych. Świadome i kontrolowane. I jeszcze jedno –„dostrzec odrobinę życia”. Bohater zamknięty w pokoju pisze listy, które wciąż drze. Nie może się zdecydować, czy chce kontaktu z kimkolwiek, czy też nie; więc na razie tylko tyle: pustka w mym sercu,/ lub tylko miejsce po nim,/ w który i tak nic nie ma,/ czemu tam nic nie wpada? Żadnych wrażeń.

Zuzanna. W pierwszej chwili zdziwiło mnie cudzysłowowe rozpasanie. Nie ma potrzeby opatrywania nimi tytułów, jeśli nie występują tam cytat, parafraza, nawiązanie czy aluzja. A tu nie występują. Same wiersze dość bystre, inteligentne. lecz niezbyt własne, szczególnie te sprzed kilku lat. Zostawiłbym je jednak w szufladzie. Są odtwórcze, podporządkowane przebrzmiałym poetykom, dość dobrze tu naśladowanym. Im bliżej naszego czasu, tym więcej swobody, a mniej naśladownictwa. Inaczej mówiąc, mniej gwiazd, uschłych bukietów, smutnych obłoków, a coraz więcej zwykłego życia nastolatki, która robi coś w ogródku, myje okna i – o zgrozo – ma plamę na spodniach. Dalej brak mi czegoś istotnego, ważkich tematów, ale przynajmniej zmienia się język, staje się bardziej współczesny. Zatem z całego tomiku zostawiłbym tylko wiersze najnowsze, bo w nich zaczyna pulsować jakieś światełko (dostrzegane przez wytrawnego czytelnika poezji). Najlepszym tego przykładem jest ciekawa pointa utworu Ślepe naboje: jaskółka/ przynosi wiosnę// choć od lata czekają na nią/ strzelby kłusowników. Tylko ten fragment po przeczytaniu został mi w pamięci. Jest więc nadzieja, bowiem po lekturze niektórych tomików nie zostaje mi w głowie nawet linijka.

Justyna. Skromna liryka, bez wielkich słów, bez zadęcia. I tylko trzy wiersze mam przed oczami, więc opinia może nie być miarodajna. Żadnych odkryć, poruszeń, zamachów czy rewolucji. Tam, gdzie pragnienia kończą się – tak, to ten stan, coś bardzo wsobnego, intymnego. W oryginale pragnienia „kołyszą się”, to ja źle odczytałem. Ale właściwie dobrze, trafiając w ukryte sedno. Nie ma się większych ambicji, chce się pozostać w granicach szuflady. Jakimś cudem to się jednak do mnie wysłało. Czytam, wzdycham, współodczuwam. Chyba o więcej nie chodziło.

Rafał. Szkoda, że w tym zbiorze tak mało mocnych fragmentów w stylu: klękam w ostatnim rzędzie/ ściana mi świadkiem/ by nikt nie widział/ jaką drogę przeszedłem, a dominują gadulstwo i dłużyzny. I tu wiele można podać przykładów, ale wyjątkowo nieznośny, pusty i o niczym wydaje utwór o poecie i pomniku, który rozpoczyna tomik. Kto debiutuje tomikiem mającym prawie 120 stron? Pyta pan o zdanie, więc szczerze odpowiadam: odchudzić, wybrać z tego jedną trzecią, postawić na rzeczy sugestywne, krótkie, zwięzłe. Przy dłuższej narracji gubi pan siłę. Ale do tego się dochodzi. Poczekać ze dwa lata, naprawdę do czegoś dojrzeć.

Dorota. Nieoczywiste, tajemnicze, wieloznaczne – podstawowe cechy dobrego wiersza. I te wiersze są dobre. Czegoś jednak brakuje. Podkreślam: mnie brakuje. Wynika to może z innego oczytania, wykształcenia, z innej wrażliwości czy oczekiwań. Widzę dobrze zrobioną rzecz, obiekt estetyczny sformatowany jak należy, lecz coś jednak ucina rozmowę, kontakt jest jakiś letni. Niemrawo wyciosane/ z tego samego pierwiastka – o, właśnie, pojawia się nawet coś w rodzaju autodefinicji. Może to kwestia energii, a właściwie jej braku. Z kolei, gdy ta dochodzi do głosu w „schedzie”, jest jej za dużo, przechodzi w okropne gadulstwo i banał. Zatem zostańmy przy tych kruchych, tajemniczych konstrukcjach. To pani świat. Nie muszę mieć do niego dostępu.

Joanna. Bardzo ładne imitacje liryki młodopolskiej. Zgrabnie rozmieszczone rymy, wyszukany rytm. No i sceneria łkań, duszy, co boli, mgieł i tym podobnych detali. Np. I ziemia rosą zapłakała/ Zapłakała też liśćmi topola/ Że jestem tu taka mała/ Na środku wielkiego pola. Czas się zatrzymał w pani sztambuchu. Jest to nawet urocze w swojej solidnej staroświecczyźnie. Rozumiem, że ma pani takie hobby, że tak żywo reaguje, przerabiając kurs historii literatury. Czekam zatem na owoce romansu z dwudziestoleciem międzywojennym. O, teraz to może się zrobić naprawdę ciekawie.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.

Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.

Zapisz się do naszego newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych (pokaż całość)