Udostępnij:

Pocztówki literackie KM styczeń 2021

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

Szymon. Wydłuża się czas odpowiedzi na Państwa listy. Nieraz myślę, że wielu korespondentów zdążyło w tym czasie wyrosnąć z pisania wierszy. I teraz wstydzą się, że coś takiego robili. Że do mnie wysłali. To chyba pana przypadek. Mam wrażenie obcowania z płodami nastolatka. Sposób argumentowania, słownictwo, intonacja, składnia nawet – wszystko to jakieś uczniowskie: Jutro znów tylko w ławce/ Jutro znów na wf przy siatce/ A dziś rzeka i cisza/ A dziś rzeka i cisza. Wszystko na to wskazuje, że w tej chwili życie tak pana pochłonęło, że nie ma w nim miejsca na wiersze.

Maria. Pozazdrościć „kreatywności uczuć”, niech pani i ukochanemu pójdzie to na zdrowie, natomiast proszę się trzymać jak najdalej od pisania wierszy. One wszystko psują, a co więcej – rzucają cień na tak pięknie rozwijający się związek. Nie jest pani dane wyczucie słowa. Tak zawsze jest, gdy ktoś wzoruje się na modnych pioseneczkach, a nie czyta poezji. Wtedy mamy coś w tym rodzaju: A czas płynie i płynie i nie zdążysz/ Złapać tej chwili ujętej w kadr/ Dojrzałych malin tak pociągających/ Miłości, przyjaźni, krajobrazu gór/ A ty siedzisz i siedzisz boś taki gbur. Mało? No to piosenka numer dwa: Uciekałam przed tobą w popłochu/ Chciałam zamknąć się, tlić/ Lecz co dnia brakowało mi/ Tego uczucia pełnego tchu.

Hanna. Tu jest na czym zawiesić oko, wciągnąć się, zadumać. Zastanawiający fragment zaczynający się od słów Sosnowiec/ Modzejowska/ w bramie/ resztki materiałów.

Nie wiem, co o nim myśleć. Na pewno coś we mnie porusza. Tutaj mogę powiedzieć śmiało – proszę pisać. W duchu tego fragmentu. Natomiast unikać czegoś w tym stylu: Nie do Ciebie wzdycham wieczorową porą,/ nie Twego dotyku każdej nocy żądam./ Nie byłeś mi nigdy miłością ni swawolą/ i czegoś innego wciąż nocą wyglądam. To już Mickiewicz oraz jego koledzy rozpisali do cna, wyczerpali konwencję.

Joanna. Piorunująca mieszanka: być absolwentką filologii polskiej i publikować na Instagramie, zmusić się do panującej tam komunikacyjnej konwencji. Insta-poezja staje się faktem? Ale przejdźmy do wierszy. W końcu publikowane gdzie indziej wyglądałyby i brzmiałyby podobnie. A może się mylę? Może się pani do czegoś zmusza? Może zniża? Te rozsypane słowa, to ich rozsypanie niczym nieuzasadnione – nie robią dobrego wrażenia. Wiem, o śmierci można nieskończenie i jeszcze bardziej obsesyjnie. Nie wnosi pani niczego nowego, to jest przewidywalne, miałkie, letnie. Może zmiana tematu? Jednak głównie polecam zmianę formy. I miejsca publikacji (najlepiej tam, gdzie jak najmniej klakierów). Może tylko fragmencik: nie przejdę/ na drugą stronę/ zimna/ mrozu/ bijącego/ od nagiej/ piersi/ leśnego/ pomruku/ i rozszarpanych/ przez wilki/ na ciemnej/ polanie/ driad/ upojonych/ przez/ wód mar. Niesamowita ta „naga pierś leśnego pomruku”. Rodem z filmów o wampirach. Ale bardziej niepokoi mnie to, jak – w sensie językowej poprawności – upojono driady. Coś tu nie gra, słychać gramatyczny błąd. W formie stworzonej przez panią pojawia się sugestia istnienia trunku o nazwie „wód-mar”. Musi być tęgi, skoro nawet driady poległy.

Jan. Odpowiadając na zachętę ze strony internetowej  i mając marne doświadczenie liryczne, przesyłam próbkę mojej twórczości, wiersz dobrze oddający charakter tego, co zapisuję do notatnika. Będę wdzięczny za wszelkie wskazówki dotyczące tego, które kierunki są warte rozwinięcia, a gdzie tekst okazuje się nieczytelny czy po prostu pozbawiony formy i treści. Widać więcej doświadczenia publicystycznego, felietonowego, lirycznego rzeczywiście jest najmniej. Albo wcale go nie ma. Jeżeli panu zależy na liryczności, to trzeba okiełznać dar szczegółowego opowiadania i obsesyjnej dygresyjności. To wszystko dobre w prozie. O, może eseistyka jest panu pisana? W liryce zostawia się kilka sugestywnych drobiazgów, z których robi się coś w rodzaju psychodramy. Na pana obrazku (z ostatnich chwil życia Camusa) wdzięczny, eseistyczny bałagan zagłuszający liryczność, która usiłuje coś od siebie dorzucić. Nie udaje się jej tym razem.

Arkadiusz. Obrzydzenie egzystencją potężne, jesteśmy na progu depresji. To zazwyczaj niezły materiał dla poezji. I tu coś się, owszem, wydarza, wybucha z bólu i czczości, ale jakby za gruba szybą, w obcym mi akwarium. Gdzie przyczyna? Ogłuchłem od setek wierszy, zobojętniałem? Nie wykluczam takiej możliwości. Tu pozwalam sobie na założenie, że raczej język nieudały, odstający od intencji i zamiarów. Nie przekonują sposoby mówienia o tym, co boli. Naprawdę rozumiem to, co pan czuje, powiadamiając: Spada mi na głowę/ Świat/ Ludzie/ Uczucia. A komu nie spada? Pewnie co drugi, co druga, z nas to czuje. Żadna sztuka tak się czuć. Sztuka zaczyna się od umiejętności opanowania konceptem i wyrazem to bezpośrednie parcie. To, co się wylewa, potrzebuje swojego sita. Nieraz potrafi się na nim coś osadzić. Zdrowego, mocnego sita życzę!

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem. Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.

Zapisz się do naszego newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych (pokaż całość)