Pocztówki literackie KM – wrzesień 2017

POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

 

Michał. Podoba mi się próba zamachu na język, a co za tym idzie na konwencje tak zwanej poetyckości, więc ta energia jest interesująca, ale rezultaty zbyt rozgadane, puszczone, na razie nie przekonują; wymyślona antykonwencja nie porywa, nie uderza, coś tu trzeba przy tym pogrzebać, poskreślać. Chyba że to ma być partytura teatralna, monodram, coś wychodzącego poza konwencję „pojedynczej liryczności”, to co innego, jak najbardziej można w tym kierunku iść. Jako wiersze zdecydowanie nie, jako kwestie atakującej widza dramy – tak. Tak ustawiwszy sprawę, jestem w stanie wyobrazić sobie komunikacyjny sens takich wyrażeń i jakoś je (w perspektywie scenicznej czy kabaretowej) przełknąć: już nasz delikwent, aspirant do jak zamek błyskawicznej,/ jak tęczowy paw kolorowej kariery zawodowej, awanse, sukcesy/ już nasz delikwent na kolanach w blokach startowych/ związany, zanurzony i ugotowany we wrzątku codziennej rutyny/ cofając furą śpieszy się by zająć swoje miejsce w korku/ zagrać hejnał nienawiści na trąbce kierownicy/ potem zaparkować na zakazie, no i zapierdala w zapierdalandii,/ gnije w korpokrainie do zgonu (usranego),/ tyra w tyrce do późna (bliżej nieokreślonego)/ o, przyszedł, ustawia budzik w smartfonie, kładzie się w łóżeczku,/ a ty trzecia ręko, wielofunkcyjny gagatku, judaszu/ rozładuj się, lepiej nie piej, bo a piać z powrotem.

Ewa. „Zaklinam w imię, zaklinam w ciało, przyjdź duszo otwarta” czy jakoś tak. Niedokładnie pamiętam. A potem komputer się samoistnie odmeldował, czego efektem była utrata pliku. Autorkę tych płomiennych wyznań proszę o ponowne wysłanie wierszowanej przesyłki. Przepraszam za kłopot.

Przemysław. „Drukują mnie wszędzie, więc dlaczego w Odrze nie chcecie?”. Usiłowałem w odpowiedzi wspomnieć coś o relatywizmie („nie mogą pana kochać wszyscy, trzeba z tym żyć”), ale nie trafiło do przekonania. Tutaj mam trochę więcej miejsca, zatem uszczegółowię. Zdaje się, że pan rozgrywa to, co w pisaniu wiodące, według prawideł autentyzmu. Tym pan podobno bulwersuje niektóre internetowe środowiska i poczytuje sobie to za atut. O, proszę, jakże drażliwy punkt, jeśli chodzi o wspomniany relatywizm. W jego imię zżymam się na nieporadność, którą pan nazywa autentyzmem, pisząc „głupi i poeci i poetki/ wygryzają resztę marzeń/ a ja ubrany w szczerość/ w miłość i uczucie/ nie staram się”. O, mamy punkt drugi naszej dysputy. Niestaranie się jako cecha charakterystyczna autentyzmu. Nie muszę się starać, sam duch mój tak silnie emanuje, że w zasadzie wystarcza. Otóż, nie wystarcza. Dotkliwie czegoś brakuje mi tam, gdzie pan czuje się spełniony. Ot, relatywizm. Duch musi być literacko zrobiony, zaś pana surowe monologi są zaledwie jego cieniem. Wystarczy trochę pokory, żeby to sobie uzmysłowić i zacząć od nowa. Obawiam się jednak, że jest już za późno. Za daleko pan zabrnął, ślepo wierząc, że poetycką jakość, godną tłumaczenia na języki obce (jak słyszę), tworzą sformułowania w stylu: „Ziemia jak powstała Ziemia/ nieskończona w kosmosie/ dająca życie i umierania chwile”, „Ziemia tu grawitacja i atmosfera/ księżyc bez którego nie dało by się żyć/ przypływy i odpływy złości/ Ziemia – Gaja/ pięknie to brzmi”, „a ty figuro kobieca/ ponad stan i nad stan/ objęcie i wzory”, „by kochać od tak/ tak świat się obraca/ i obraca źle/ tak nas przeinacza/ na zdrady lub niedziela/ tak nas odkrywa/ na los lepszy lub nie/ tak nas ukraca/ a miłość jest lub nie/ umysł buduje – zawraca”.

 

Paweł. Tam gdzie niegdyś wiersze opowiadały, opisywały, odczuwały – kierując uwagę na pewną ograniczoną treść – wskazują one teraz na siebie same, na samoistny byt języka. To Hugo Friedrich w Strukturze nowoczesnej liryki. I to nie o Baudelairze czy Rimbaudzie. Te słowa dotyczą Mallarmégo. Proszę, jakich wyniosłych ojców panu wynajduję, jakie parantele rysuję. A może po prostu „jocheryzm” (ten termin ukuty od nazwiska poety Waldemara Jochera znalazłem w internecie), czyli, z grubsza ciosając, antyliryczna, wręcz teoretyczna  suchość wywodów dziwiących się sobie. Być może nie da się inaczej pisać wierszy po Derridzie i całej reszcie prawodawców odbierających językowi świat. Więc w tych tekstach znanego mi świata nie ma, jest jego domniemywanie, iluzja istnienia. Liryka stematyzowała się i steoretyzowała, nie ma już ambicji zasypywania przepaści, rozdzierania szat. Jedno i drugie w takim świetle nie wydaje się zbyt wiarygodne. Konsekwencje zostały wyciągnięte i z żelazną dyscypliną konstruują następną wypowiedź o wypowiedzi przygotowującej się do wypowiedzenia. Jesteśmy w domu języka. Zimno tu i nieludzko, aczkolwiek resztki świadomości, rozsiane drobiny podmiotu, robią wszystko, by coś jeszcze organizować wokół pozoru symboli i wartości. A co ja będę dużo gadał, poczytajmy. Swoją drogą takie przeczucie miejscami bywa zbyt silne, by w mgnieniu oka lub po krótkim namyśle odraczać od ręki siłę spojrzenia, pamięć włosów i dłoni, zostawiając wyłącznie to, co na rękę i poza tym niewiele więcej, byle na złość wszelkim ustępstwom, gwoli połknięcia przynęty; w ten oto sposób prószymy szczeciną, a kiedy nikt nie patrzy twarzą w twarz przechodzimy pod stołem, trzymając w ryzach ślepe zaułki, aż do złudzenia ściągając na siebie popiół, rdzenny jak konary drzemiące za oknem i zawieszone zasady współżycia. W ten oto sposób zastępujemy kontynentalne prawa natury, zacieramy nowe rysy na dawnych pojęciach.

 

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem.  Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „8 Arkuszu Odry”.