Udostępnij:

Wiersze wybrane w październiku 2019

Remigiusz Czyżewski, Anna Stolarczyk, Adam Pietras

 

 

 

Remigiusz Czyżewski

 

RANDKA W CIEMNO

 

Kiedy znasz już na pamięć twarze wszystkich

kobiet z randkowego portalu i jest ci trochę niedobrze

zresztą żadna i tak nie odpisała oprócz

jednej osoby która jak przypuszczasz była jakimś pedałem

ona znowu umiera i pisze że jesteś gnojem

żegnała się z tobą już ze dwadzieścia razy w ciągu ostatniej doby

i znowu coś ściska w gardle nabierasz pewności

że to co piszesz jest całkowitym chłamem

bo i tak mistrzem świata jest Świetlicki

i mógłbyś żebrać

o uczucie u każdej napotkanej po wyjściu stąd na ulicy dziwki

poczucie honoru nie jest twoją mocną stronę

bo za bardzo boli samotność

dzisiaj znów ci się śniła tamta i byliście razem we śnie

szkoda że musiałeś się zbudzić

 

 

ŁZA

 

powoli

odrywa się od powieki

i płynie po policzku wzdłuż tej bruzdy

którą wypracowałem pozorami uśmiechu

jest w niej sól

tych wszystkich dni podczas których

próbowałem coś zmienić na lepsze

i mieni się przede wszystkim

wszystkimi kolorami nadziei

odbijasz się w niej masz dziwną minę

tak jakbym patrzył na ścianę

kiedy w końcu upadnie

będę jakby wyrwany

podejdę do drzwi i je zamknę

najciszej jak potrafię

 

 

WERSJA ALTERNATYWNA

 

Chrystus ma dzisiaj 47 lat

i patrzy na świat z tylnego siedzenia samochodu

zastanawia się

co by się stało gdyby wtedy dał się zabić

czy życie byłoby trochę lepsze

Chrystus podaje dziś eucharystię razem z prozakiem

a dobrą nowinę

głosi z ekranu telewizora

jest wtedy gwoździem programu

Bóg jeden wie co by się stało

gdyby to on dał się zabić

a nie pozabijał wtedy ich wszystkich

zapala więc papierosa

i milczy

a w tym milczeniu

kryje się tajemnica istnienia

 

 

LUSTRO CZASU

 

pomiędzy nami została tylko garstka popiołu

pustka, cichnące odgłosy kroków

lustra

w które nie chcę spoglądać bo myślę

że to nie moje odbicie

i życie też nie jest moje

pomiędzy nami przestrzeń wypełniona niemocą

gniewem poczucia winy

okna

których nie chcę otwierać

bo myślę, że mógłbym wyskoczyć

i ten pierwszy dzień kiedy pytasz

chcesz naleśniki

który wydarzył się

sto tysięcy lat temu zanim zacząłem umierać

na swoją chorobę mózgu

może zresztą nie wydarzył się nigdy

bo teraz

pamiętam tylko ostatnie ciosy

które wymierzamy na oślep

 

 

JAK WYSTRZAŁ

 

Nasze drzazgi mają się dobrze

utkane z czasu wrośnięte w tkankę mózgu

prowadzą do serca arteriami smutku

a ono bije majestatycznie

czasami liczyłem uderzenia dopóki

nie zorientowałem się że nie są moje

nasze gesty są w zupełnym porządku

w przeciwieństwie do słów

potrafią kreślić w powietrzu spirale niemego bólu

które i tak znikają dymem z papierosa

coraz bardziej uważamy

żeby się przypadkiem nie dotknąć

wklęśnięci w sobie na dwóch różnych biegunach

łóżka

uderzenia serca rozlegają się w pustce jak wystrzał

KOLEJNE WYJŚCIE

Po kolejnym wyjściu

kiedy kłótnia okazała się bardziej ostateczna

stoję przed torami tramwaju ciemne okulary

gorąco jak cholera

komplet noży w kieszeni

milczenie jest wysublimowaną formą

tortur

myślenie zaś

jest perfidną formą ukrzyżowania

nasza ostatnia kłótnia

która prawdopodobnie nie była ostatnią

nie przebiegła zbyt dramatycznie

nikt nie powiedział spierdalaj

lub coś równie patetycznego

butelki nie uderzały o ścianę

jak na moim kawalerskim wieczorze

nie wpadłem w szybę rozcinając sobie pachwinę

wyszedłem po prostu

ty powiedziałaś że nie ma już sensu

wiesz

mi się wydaje że życie nie ma sensu tak czy inaczej

ale nie powiedziałem tego

bo już byłem na schodach

po kolejnym wyjściu jestem trochę bardziej obolały

z jakby trochę cięższą duszą i palę więcej

papierosów

teraz będziemy czekać na kolejne okazje

kto wróci pierwszy przegrywa

powiedziałaś idź zadbaj o siebie

a myślałem, że nie umiesz zabijać

 

 

PRZEZ NAS

 

płaczesz bo jesteś płaczliwa

przecież

nic takiego nie robię

nie unoszę zaciśniętej pięści

nie uderzam kolanem lub łokciem

jeszcze tego by brakowało

nie

moje ciosy są bardziej subtelne

są w słowach i tonie głosu

ale

są bardzo celne i odbierają nadzieję

potem przepraszam

ty płaczesz bo jesteś płaczliwa

a ja przez chwilę wierzę

moje strzały przewiercają na wylot

na przestrzał

wiatr przechodzi przez ciała

żywych i umarłych

umarłych i żywych

przez nas

 

 

SKAZANY NA PISANIE

 

skazany na pisanie

prawomocnym wyrokiem sądu ostatecznego

światłem słońca i blaskiem księżyca

twoimi łzami skazany

kolejnym porankiem następnym uzależnieniem

obelgą i tym krzyżem w kościele

wyrokiem prawomocnym

ciemną siłą wewnątrz własnej głowy

grzybicą swojej duszy

codziennie wykonywaną egzekucją

skazany na stukanie

liter wyrazów zdań całych

scalanie rzeczywistości z kawałków

fragmentów wspomnień urojeń emocji

i tego krzyża w kościele

wyrokiem we własnej głowie

który jest ostateczny

skazany

a wyrok jest prawomocny

 

 

 

 

Anna Stolarczyk

 

 

 

1.

Tamten świat

 

po gorączce lepkiego lata

w soczewce okna zamarza

gniazdo dzikich pszczół

 

zima wyrywa plastry z kalendarzy

kruszy serca w kolorze sjeny

 

gdy biel szczypie w oczy

spoglądamy w jutro

przez dziurkę od judasza

 

 

 

2.

Tajemniczy ogród

 

w skowronkowy dzień

ptak wraca do klatki

kłosy traw dłoń muskają

 

w świeżo wyrośniętej trumnie zieleni

wspomnienie gnije

 

nieustannie w tobie tonę

chłonąc zapach botanicznych siewów

 

wulgarny język konwalii

makom bezwstydu opadły już płatki

niezapominajki podlewają się kłamstwami

 

tak zapyla pierwiosnkiem kolejna wiosna

 

a gdzie ty

wypatruje

 

twoje oczko – lilia błotna

 

 

  1. Śmierć

 

ze stoickim spokojem cmentarza

kontempluje ruiny ludzkie

zmęczona życiem

odpoczywa w pustym grobie

za chwilę znów kogoś zabije

 

 

  1. Plagiat człowieka

 

migoczące złudzenia

kołyszą się przed oczyma

cegła po cegle wieży Babel

 

w jaskini na szklanym ekranie

recydywiści wyświetlają

błyskotliwe chimery

 

otchłań Pascala

zaciska kajdany

 

 

 

 

  1. Magiel Newtona

 

spod wiersza

na głowę

spadły słowa

 

za krótki sznur

 

długo myślał

nim rozwiesił

na ramionach

świeże słowa

 

poluje na tę chwilę

życie jest zbyt brudne

jeszcze raz

 

 

 

Adam Pietras

 

 

 

  1. Hollow Songs

 

 

 

VII. L.

 

 

Umysł faluje a ciało spada. Życie jest dobre. Trawa, zie-

Mia, błoto i światło. Umysł faluje a ciało spada. Koło do-

Mów, na ławeczce, wśród wróbli i gołębi. Życie jest dob-

Re. I pustka, odblask światła w oknie. Ziemska, nasłone-

Czniona pustka. I dymiące kominy. Pustka i trawnik ko-

Loru khaki. Umysł faluje a ciało spada. Życie jest dobre;

Niekiedy spada podczas spaceru.

 

 

XII. Barwa

 

Na przedmieściach słowiki. Duża ilość zieleni. I wspa-

Niałe, barwne Le Corbusiery. Popielne paprocie, żela-

Zne kraty, ziemskie sklepienia. Popielne dziewczęta i

Łagodne wierzby. Szkoła wśród wierzb z żelazną kra-

Tą. Popiół, popielne paprocie. Popielne dziewczęta. Ma-

My piękne osiedle z dużą ilością zieleni i wspaniałe,

Barwne Le Corbusiery. I śpiew słowików, głęboka zie-

Mia, ziemskie sklepienia.

 

 

XIV.  D.

 

Przychodnia i spacer. Tam, koło poczty, spacer na rauszu.

Myślałem, że się przewrócę. Takie było kuszenie. Tam, na

Bruk, gdzie świeci słońce. Za ustępem. Gdybyście widzie-

Li nasz gmach szkoły. Cieszą wszystkie korytarze. I okna

W żółtej ścianie. Tam, koło poczty. Człowiek szaleje z bez-

Czynności, i kto ma zdrowe ręce, ciągnie na budowę. A na

Poczcie? Jakie tam siedzą dziewuchy! Ale wcześniej trzeba

Się dobrze upić. Takie jest kuszenie. I tam, na bruk, gdzie

Świeci słońce. Przy cokole.

 

 

 

  1. Ustawienia Hellingerowskie (Chropawe pieśni).

 

 

  1. Sportowy

 

 

Aż do tego cienia kołysze się w miejscu basen

Za schodami kołysze się w rytm spacerującego

Który kołysze się być może nie wie o własnym

Za poręczami stokrotki za zbiornikami do cienia

W budynku w sukience za schodami kołysze się

W sukience teraz pije w miejscu za schodami

Który kołysze się za zbiornikami w budynku

Za schodami kołysze się w miejscu do cienia

Teraz pije w budynku w sukience za poręczami

W budynku kołysze się w rytm spacerującego

W sukience o własnym między drzewami

 

 

III. Tubal-Kain

 

Aż do tego cienia który kołysze się w rytm Za

Podwójnymi drzwiami Są tu okna i baseny,

Nenufary, stokrotki i kaczeńce Za poręczami

Za zbiornikami wodnymi kołyszą się w rytm

Spacerującego ciała Są w nim okna i baseny,

Nenufary, stokrotki i kaczeńce Za podwójnymi

Drzwiami, za poręczami, za zbiornikami wodnymi

Są w ciele okna i baseny, nenufary, stokrotki i

Kaczeńce

 

 

  1. Mysz

 

W ciszy odkrywa się pustkę. Życie, ktoś pyta.

To prawie boli, bo w ciszy odkrywa się pustkę.

To boli, a życie upływa. Nic się nie zaczyna. Nic

W ciszy. Ktoś mówi, to prawie boli gdy mówi

Zbyt cicho. Bo w ciszy odkrywa się pustkę. Ży-

Cie, ktoś pyta. To boli i pogrąża. To boli, gdy ktoś

Mówi zbyt cicho. Tak to się dzieje. W ciszy odkry-

Wa się pustkę. Tak to się stało. Życie, ktoś pyta. To

Boli, a życie upływa, bo tylko tu jest życie, żywioł,

Kochanie. To prawie boli, gdy mówię zbyt cicho,

Bo w ciszy odkrywa się pustkę. Życie, ktoś pyta.

Tylko w ciszy, tylko w pustce.