X

8 ARKUSZ. 5/2026

ÓSMY ARKUSZ ODRY

Turniejowy impresariat

To był maj, pachniała Saska Kępa – a raczej dopiero co się zaczął. Choć z Wrocławia do stolicy nam daleko, mamy przecież i u nas wybitne twórczynie. Pamięć o jednej z nich, Urszuli Kozioł, uczciliśmy niedawno I Turniejem Jednego Wiersza jej imienia. To był marzec, jak ma się do niego maj? W maju honorujemy tych, którzy podczas wspomnianego wydarzenia zdobyli najwyższe laury. W arkuszu publikujemy wyróżnione teksty okraszone impresjami pióra redaktorskiego grona.

Numer otwiera wiersz Pauli Gotszlich, zwyciężczyni, Terraformacja Marsa, a towarzyszy mu komentarz Kai Kędzioł. Następnie wtrącenie a propos Imion-Ojca Miazmy i interpretacja Zuzanny Madurskiej. Randomizację Kiedykolwiek, autor: TOON, stara się rozgryźć Jakub Famulski. Turniejową część arkusza kończy Kamil Figas analizami człowiek zostawił mnie jak psa Agnieszki Matkowskiej i Przedwiośnia I Julii Juny Jerzykiewicz, doszukując się w nich wywrotowego potencjału wymierzonego w status quo. Raz jeszcze gratulujemy laureatom i wszystkim uczestnikom, którzy zdobyli się na odwagę dołączyć do rywalizacji w I TJW im. Urszuli Kozioł! Liczymy, że za rok też się zobaczymy!

Niestety my zawaliliśmy sprawę. Bardzo przepraszamy Amelię Pudzianowską za kształt, w jakim ukazały się jej wiersze w marcowym arkuszu. Z naszej winy, przez nieuwagę, zestaw utworów rozpadł się po składzie: zniknął podział na strofy, a utwór Fermentacja zlał się w jedno z Kręgiem. Przykro nam, że nie podołaliśmy naszym redaktorskim obowiązkom i zobowiązujemy się do poprawy. Tym samym publikujemy w tym numerze zestaw we właściwej postaci. Gorąco zachęcamy do lektury wierszy, bo warto doświadczyć ich we właściwej formie.

Wypadało by jeszcze jakoś zamknąć, prawda? Na koniec zatem zestaw wierszy Cezarego Żarny, który łączy religijno-mistyczne z tym co codzienne. Oddajemy wiersze w dobre ręce, a w czerwcu dla odmiany wrócimy z prozą, by znów Was nieco rozruszać (Rozruchy. Vol. 2 incoming).

Redakcja Ósmego Arkusza Odry

fot. Maciek Bielawski / maciekbielawski.pl

I Turniej Jednego Wiersza im. Urszuli Kozioł

 

I MIEJSCE

 

Paula Gotszlich

Terraformacja Marsa

nikogo nie obchodzi, że obchodziłbyś
setne urodziny,
gdy terraformacja Marsa jest możliwa,
USA i Rosja wymieniają się więźniami,
a Monie Lisie wyrósł na nosie grzyb od wilgotności tłumu.

nikogo nie obchodzi, że obchodziłbyś
setne urodziny,
gdy w galeriach kolażowe fotek syntezy roślin
ujrzanych w kosmosie.
Fontannę Di Trevi ocalono z trzewi
wojskowego drona.

czerwony alert.
polskie zboże pod presją Pegasusa.
eksperci zaniepokojeni,
mleko ojczyzny-matki wyssane
z palca.
Polacy nie wiedzą za co płaczą w sklepach.

nikogo nie obchodzi, że obchodziłbyś
setne urodziny,
gdy kryzys się rozlewa, ale to nie wystarcza,
plama zanieczyszczeń płynie w stronę Cypru.
Rosja zrzuca miny przeciwpiechotne,
policja sprawdza nieodśnieżone auta.

nikogo nie obchodzi, że obchodziłbyś
setne urodziny,
gdy ślady Powstania są zdrowszą alternatywą dla fajek,
ale fajki są zdrowszą alternatywą dla nuklearnej broni.

ryba zagłady pojawiła się na brzegu.
kot zostawił po sobie tylko zapach bukszpanu.

jednakże jest światło –
– kolejna odsłona miasteczka Twin Peaks.
David Lynch odkrywa nowe karty:
ma przed sobą jeszcze całe życie.

Kaja Kędzioł

 

Nikogo nie obchodzi, że napisałam ten tekst. Hiperodczuwanie w epoce czerwonych alertów

 

Trudno pisać w czasach spod znaku „hiper-”. Hiperglikemia infantylizuje smak, hiperlordoza (przy pochylaniu się nad tekstami) łamie w krzyżu a hiperłącza rozszczelniają lekturę, rozlewając sens na kolejne karty przeglądarek.

Wśród rdzeni następujących po hiper-, ostatnio niezwykłą popularność zyskuje -polityka. W skrócie: ma ona obecnie przenikać wszystkie sfery naszego życia, równocześnie nie prowadząc do trwałych społecznych zmian. W ciągłym afektywnym Edenie sporów, protestów i emocjonalnych mobilizacji, nie jesteśmy w stanie spożytkować wspomnianego impulsu na konkretne struktury, wspólnoty i (ostatecznie) reformy. Trudno również pisać bez obawy o szybką dezaktualizację. Jednak w perspektywie długowieczności, o wiele bardziej niż trzęsące się nad klawiaturą ręce, dotkliwy może być fakt, że w hiperpolitycznym świecie nikogo nie obchodzi, że obchodziłbyś / setne urodziny.

Paula Gotszlich w Terraformacji Marsa z niebywałą błyskotliwością ujęła (wyłaniające się jeszcze) struktury odczuwania współczesności. W świecie hiperzindywidualizowanych podmiotów okazało się nagle, że realizacja „demokratycznych” postulatów o pełnej wolności ekspresji w konsekwencji musi oznaczać ograbienie jednostek ze sprawczości. Z alchemiczną mieszaniną zazdrości i historycznego rozczarowania patrzę na dokonania poprzednich pokoleń: przeglądam zdjęcia Foucaulta zrzucającego cegłę z balkonu, odtwarzam przemowę Godarda z ’68 r. w Cannes, znam dokładną trajektorię lotu buta w głowę George W. Busha, kocham Sinnéad O’Connor – i wiem, że nie jestem w tym sama. Okupujemy uniwersytety, chodzimy na manifestacje, krzyczymy przez megafony, mówimy, że nie stać nas na rozpacz. W naszych instastory jesteśmy hiperkuratorkami treści, przeplatając ze sobą (jak w warkoczu) nagrania bombardowań ze Strefy Gazy, boomerangi ze zdmuchiwania świeczek na torcie, wystylizowane zdjęcia ramenu i manifest do rektora z prośbą o przywrócenie działalności stołówek.

Lektura wiersza Gotszlich przypomina wieczorny doomscrolling instagramowych rolek. Przy dobrze wyćwiczonym algorytmie, po 10 minutach nabawiam się hiperwigilancji. Od pożeranych ogniem lasów Amazonii, po obietnice cudownych rozwiązań katastrofy klimatycznej (z których skorzysta jedynie niewielka część mieszkańców – wyjątkowo pozwolę sobie zastosować tutaj wyłącznie formę męską – naszej planety). Od opłakiwania kolejnego weta, po rolki prezydenta z siłowni. Od dziennikarskich śledztw, po memy z wiadomych akt. Przy tym nie twierdzę, że opisywane przeze mnie doświadczenie pokoleniowe jest zupełnie wyjątkowe – chociażby telewizor mojej babci niegdyś dorobił się wypalonego paska od ciągłego oglądania programów informacyjnych. Świat przeżywany przez nas obie operował na podobnych emocjonalnych rejestrach. Teraz jest tylko nieco bardziej hiper.

Trudno sądzić, żeby dało się w dzisiejszym świecie nakręcić Człowieka z marmuru. Co więcej, nikogo, rzeczywiście, nie obchodzi, że Andrzej Wajda obchodziłby setne urodziny. W szczególności gdy ślady Powstania są zdrowszą alternatywą dla fajek, / ale fajki są zdrowszą alternatywą dla nuklearnej broni, rozliczanie się z przeszłym złem, dekonstrukcja narodowych narracji i mitów nie wygrają z rybą zagłady, presją Pegasusa i plamą zanieczyszczeń dobijającą do Cypru. Obecna polityka uwagi gardzi niuansem, brzydzi się zawahaniem, odrzuca niepewność i nie toleruje smutnych zakończeń. Woli odwrót w stronę psychoanalizy, krzewienie wiary w wewnętrzną siłę kreatywności i eskapistyczną funkcję sztuki. Poza tym ma słabość do reżyserów siedzących w pomieszczeniu w przeciwsłonecznych okularach, którzy twierdzą (z przekonaniem!), że widzą przyszłość: „and it’s looking very bright”.

Dla mnie przyszłość będzie obiecująca wtedy, gdy poezja spod znaku Terraformacji Marsa będzie obchodzić przynajmniej nieco więcej niż „nikogo”. Na przekór politycznym hiperuproszczeniom i w obronie empatycznego hiperodczuwania, w świecie czerwonych alertów, nie bójmy się alternatyw.

II MIEJSCE

 

Miazma

ojcu

w dniu śmierci

zamiast kwiatów.

wtrącenie a propos Imion-Ojca

ojciec w trakcie postu zatańczył się na śmierć

poniósł go karnawał po dacie ważności

zmarł nagle natychmiast bez gromnic i śpiewu

dziś leży w kuchni jak martwe mrowisko.

pogrzeb nie będzie żołnierski chociaż był żołnierzem

nad ciałem ja-zjadacz przetrawię mu grzechy.

ja Orestes i ja Klitajmestra

nie wiem czy na świecie jest tyle soli i chleba

mąki zakwasu wody i rąk

piwa na pewno

jedno za dużo dwa zawsze za mało.

pije je miasto stenografią wypadków

rytmem i tętnem ustami i krwią

pije w południe o świcie

pije je nocą pijemy pijemy.

ja Edyp ja Lajos ja ono i on

ty nom du père i ty pomme de terre

nie pytaj czy wiem czym dla zmarłych jest kuchnia

znów jest to sprawa smaku

tak smaku.

nie pytaj co zjadłom co zjadam co zjem

te drożdże ta mąka cóż mogą cóż mogą ojcze

 

Zuzanna Madurska

Nie starczy chleba, by przetrawić śmierć

 

Literatura polska kilku ostatnich dekad obfituje w narracje o rodzicach – począwszy od historii kobiet zostających matkami (np. Miłość Kamili Janiak), przez obrazy relacji dzieci i ich rodziców (np. twórczość Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego), po opowieści o śmierci tych, których istnienie obok wydawało się stanem domyślnym, wręcz nienaruszalnym (np. Bezmatek Miry Marcinów). Nie ma zresztą nic dziwnego w tym, że twórcy przekładają na język literatury relacje (i związane z nimi doświadczenia) definiujące tożsamość i organizujące strukturę codziennego życia. W skrajnym przypadku, gdy podejmują temat śmierci rodzica, stawką nierzadko okazuje się sama możliwość dalszego funkcjonowania. Właśnie wokół tego, co „tuż po”, swój wiersz wtrącenie a propos Imion-Ojca buduje Miazma. Mnogością kontekstów pokazuje, że relacja rodzic-dziecko niekoniecznie ogranicza się jedynie do tego, co dobre i pożądane. W ten sposób osoba autorska podkreśla, że pogodzenie sprzecznych emocji i zaspokojenie braku po śmierci ojca jest tak naprawdę niemożliwe.

Miazma od pierwszych wersów wpisuje figurę ojca w kulturowo utrwalone i uznane porządki czy koncepcje. Szczególnie znacząca wydaje się topika religijna – jednak już na samym początku wiersza zmarły bluźnierczo przeciwstawia się regułom kościoła: ojciec w trakcie postu zatańczył się na śmierć. Narracja kontynuowana w następnych wersach dekonstruuje patetyczny potencjał, który jakby jeszcze próbował dobić się do świadomości czytelnika wspomnieniem o żołnierskiej przeszłości ojca. Jednak okazuje się, że zmarł nagle natychmiast bez gromnic i śpiewu. Ze wzniosłości zostaje więc tylko powidok postu, bo nawet pogrzeb nie będzie żołnierski chociaż był żołnierzem. Znaczący zdaje się również porządek mitologiczny, który od razu przywołuje na myśl freudowską psychoanalizę. Osoba mówiąca w wierszu porównuje się zarówno do Orestesa, jak i Klitajmestry. Analogicznie – do Edypa i Lajosa. Podmiot zestawia w sobie zarówno postaci skrzywdzonych dzieci, jak i rodziców winnych ich zguby. Zastanawiające, że skumulowane cierpienie obu przywołanych synów znajduje ujście w akcie mordu rodziców. Tragizm ich sytuacji nabiera podwójnego wymiaru – krzywda rodzi krzywdę. Współistnienie Orestesa, Klitajmestry, Edypa i Lajosa w jednej osobie zwraca uwagę na tragiczny konflikt tożsamościowy, którego doświadcza podmiot. Padł ofiarą agresji rodzica, a jednocześnie odnajduje ją w sobie. Jest hybrydą tożsamości własnej i odziedziczonej.

Dlatego tak trudno żyć po śmierci ojca. Swoim ukonstytuowanym przez kulturę znaczeniem zainfekował całkowicie istnienie dziecka. Był przecież realizacją Lacanowskiej idei nom du père, figurą prawa, zakazem. Był też pomme de terre – szlachetnym owocem ziemi? Czy może najbardziej podstawowym i prymitywnym ziemniakiem? Nieobecność ojca uporczywie przypomina o sobie w uczuciu niezaspokojenia – na świecie nie ma żadnego pokarmu, który zniwelowałby ten głód. Nawet chleb, który w tekście Miazmy jawi się jako ideał, a w symbolice chrześcijańskiej tożsamy jest z ciałem Bożym, nie stanowi w obliczu śmierci odpowiedzi: nie pytaj co zjadłom co zjadam co zjem / te drożdże ta mąka cóż mogą cóż mogą. Wobec bezradności chleba, po ojcu zostaje tylko obezwładniający brak kontroli, piwo, jedno za dużo dwa zawsze za mało i grzechy, które dziecko-zjadacz musi przetrawić – bo przecież nie należy ich zmarłemu ojcu wyliczać ani wypominać.

Na wieloznaczność wtrącenia a propos Imion-Ojca składa się jeszcze wiele innych czynników. Antropologiczne zacięcie w analizowaniu społecznych rytuałów (jedzenie, obrządki), śmiałe intertekstualne gry (Potęga smaku Zbigniewa Herberta, Fuga śmierci Paula Celana) – to wszystko służy podkreśleniu wagi ojca w życiu dziecka. Nie oznacza to jednak, że wpływ rodzica jest bezdyskusyjnie pozytywny, na co wskazuje gorzka ironia podmiotu, gdy ujawnia targające nim sprzeczne uczucia. Jednak kluczowa w wierszu wydaje się przeszywająca szczerość, z jaką Miazma potrafi opisać brak – pustkę niechcianą, lecz tak głęboko zakorzenioną w naturze i figurze dziecka, że żadne zasoby świata nie będą w stanie jej wypełnić. Niech ta krótka impresja stanowi przyczynek do refleksji nad tożsamościowym bólem straty, na załagodzenie którego nie ma w świecie wystarczająco soli i chleba / mąki zakwasu wody i rąk. Pozostaje jedynie miażdżący obowiązek „przetrawienia grzechów” – grzechów, których padło się ofiarą.

 

 

III MIEJSCE

 

TOON

 

Kiedykolwiek

20/3/2026

wariant 8 / 811424

Kiedykolwiek

mam taką gdy tylko sposobność

niemiecką polubić motoryzację

kolega semicki o Mój kiedy to pytam go

Mówi z oni tym nie problemów że mają

zna z nikogo nie problem kto On tym miałby

Kiedykolwiek

tylko mam taką gdy sposobność

niemiecką polubić motoryzację

podjeżdża 17 na Piotrkowskiej oficynę Pod

mundurze oficer sam ten w

mody kreatora tego od B światowego

z BMW bocznym kołem na takim

siedzi miś w A wózku ogromny

wytłumaczony przerażonemu dziecku

niemieckiej będzie służył teraz dziewczynce że

Kiedykolwiek

sposobność mam gdy tylko taką

polubić motoryzację niemiecką

rodacy Moi i w samej przebaczają kupują chwili tej

kolejne wageny orszaki i desy

serca Narodu Prezes połowy co ukradł ten

jakby nic nigdy wsiada

germańskiej DOUBLE limuzyny S do CLASSE

a jednak dlatego może że Choć

SS po załodze

już pozostały wspomnienia tylko

błękitnych o słodkich obłokach

organicznych spalin szarych

Jakub Famulski

 

Ciągoty zepsutego automatu

 

Kiedykolwiek, gdy sposobność miałem taką doświadczyć występów TOONa (dwa razy: TJW na MF Opowiadania w 2024, I TJW im. Urszuli Kozioł w 2026), kończyło się podobnie. Widownia słuchała uważnie. Jury doceniało wyróżnieniem. A ja salę opuszczałem strapiony. Albo inaczej. Zagadka wierszy TOONa nie dawała mi spokoju – nie standardowe pytanie o sens mnie męczyło, a raczej kwestia tego, jak te wiersze zostały zrobione, na czym polega mechanika ich randomizacji i do czego właściwie służy.

TOON pisze, że „randomizuje słowa”. Na scenie poza tytułem wiersza wymienia numer wariantu poddanego randomizacji tekstu (tu: 8 z 811424). Tym samym sprawnie kusi nas tajemnicą, której samodzielnie nie jesteśmy w stanie rozwikłać. Wykonanie nie daje na to dość czasu – co prawda, słyszymy, że słowa są niecodziennie poprzestawiane w szyku zdania, ale zamiast marnować uwagę na formalne rozkminy, wolimy układać wyłapaną treść w jakąś interpretację. Teraz, gdy wczytuję się w Kiedykolwiek na ekranie komputera, dochodzę do wniosku, że to nie czas jest problemem, lecz po prostu brak danych. Sama cyfra 811424 niewiele wyjaśnia. Jest na tyle duża, że nie idzie wyobrazić sobie wszystkich wariantów na raz, a równocześnie o kilka rzędów za mała, żeby mogła wyrażać zupełnie dowolną randomizację: przykładowo taką, w której kolejność słów w wersach jest każdorazowo losowana. Co więcej, wydaje się nietypowa – bo to iloczyn pięciu dwójek i liczby pierwszej 25357 – co laika kombinatoryki (mnie) prowadzi do wniosku, że ten mechanizm jest bardziej skomplikowany niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Dlatego zawieśmy na chwilę pytanie o mechanikę i zerknijmy do wiersza.

Kiedykolwiek / gdy tylko mam taką sposobność / polubić niemiecką motoryzację – ta fraza (w różnych zrandomizowanych wariantach) otwiera trzy pierwsze strofy. Wydaje się, że podmiot nie tyle wspomina konkretną doświadczoną sytuację, np. podziwiania błyszczących nowością BeeMek w salonie samochodowym czy dociskania na maksa pedału gazu w sportowym mercedesie, co nieco paranoicznie wyobraża sobie samą możliwość znalezienia się w tego rodzaju potencjalnej sytuacji (być może wcale kuszącej). Dlaczego paranoicznie? Ponieważ fantazja o niemieckim aucie od razu piętrzy etyczne wątpliwości i każe zwrócić się do semickiego kolegi, żeby ten rozgrzeszył bohatera utworu z pożądania sprawnej maszyny. Kiedy do głowy wpada etykieta narodowa, nie idzie się jej łatwo pozbyć i poruszamy się już w rejonach zbiorowego imaginarium i wspólnotowych tożsamości. Dlatego ów semicki kolega Mówi że oni z tym problemów nie mają – „oni” a nie „ja”. Podmiot, raz przyjąwszy totalizującą optykę polityczną, dostrzega więcej. Piotrkowska – żydowska, mundur od Hugo Bossa – nazistowski. Tak samo jak BMW. A miś zostaje odebrany polskiemu dziecku i  przekazany niemieckiej dziewczynce. Precyzyjniej byłoby powiedzieć, że dostrzega więcej, ale jedynie w bardzo wąskich ramach, które sobie narzucił i tylko to, co jest spójne z jego mizantropicznym podejściem: lęki, krzywdy, hipokryzję. Fiksuje się na germanofobicznych rodakach, którzy bez wyrzutów sumienia śmigają w Volkswagenach. Zazdrośnie podpatruje, jak Jarosław Kaczyński (znany ze swojej niechęci do naszych zachodnich sąsiadów) otwiera drzwiczki luksusowego Mercedesa. Pragmatyczny polityk przymyka oko na szczegóły, podmiot wiersza nie jest w stanie oderwać od detali wzroku. Nawet zapach spalin z rury wydechowej zdaje się przenosić go do kominów obozów koncentracyjnych. On jeden pamięta, bo usilnie się wpatruje, ale przez to, że widzi więcej, wręcz za dużo, może zdecydowanie mniej. Nie dla niego jest przyjemność wyciśnięcia 220 na godzinę za kółkiem. Jemu pozostaje jedynie kakofonia wątpliwości i mieniących się w benzynie obrazów.

Jak to się łączy ze zrandomizowaną formą? W utworze mamy do czynienia z ciągiem asocjacji. Sposobność polubienia niemieckiej motoryzacji wywołuje błąd poznawczy: myśl o przyjemności prowadzi do skojarzeń uniemożliwiających rozkosz. Zachodzi tu swoisty poznawczy glitch, którego dopełnieniem jest zglitchowana forma. Sam proces myślowy, ten nieco paranoiczny ciąg skojarzeń, ma jednak charakter przygodny, dynamiczny, jednorazowy, którego brak w lekturze wiersza zapisanego raz na zawsze w ustalonej formie. Jeśli jednak za każdym razem utwór przepuszcza się przez randomizujący algorytm, to każde odczytanie wymaga poznania go jakby na nowo. Przywrócona zostaje przygodność. Precyzyjna mechanika okazuje się narzędziem rozbijania automatyzmów, o których mowa w wierszu, a wykonanie na scenie jest jakby przeżyciem na nowo glitchowej asocjacji: kiedykolwiek, ale nigdy tak samo.

Agnieszka Matkowska

człowiek zostawił mnie jak psa

człowiek zostawił mnie jak psa

nie mogłam podjąć pracy

nie mogłam wziąć ślubu

nie miałam za co jeść

sama jesteś sobie winna

suko.

kiedy rzucał telefonem

nie miałam na to dowodów

wszystkie roztrzaskiwały się o ścianę

przez kilka lat białe skały i grad

potrząsanie, groźba najgorszego

i dokąd pójdziesz?

potrząsanie, i groźba najgorszego

i

tylko szyba z widokiem na wzgórze

obrazek z bozią na kartongipsie

i przepraszam

to były tylko turbulencje.

kiedy zamieniłam się w szklankę

w kolorowe wzory

albo krzywo stałam

w środku przelewały się płyny

nikt mi nie powiedział, że jestem szklanką

tylko on: szklanko-wariatko

skończ gadać jak potłuczona

za ścianą są dzieci

za ścianą są dzieci

za ścianą są dzieci

chyba im tego nie zrobisz?

Kamil Figas

 

Dokładnie na odwrót

 

Łatwo jest dziś mówić o poezji tożsamościowej. Łatwo pisać o poezji opartej na znanych z instagrama truizmach. Łatwo wreszcie, indywidualny idiom autorki utożsamić ze zuniformizowaną dykcją grupy artystycznej (w przypadku Agnieszki Matkowskiej będzie to wrocławska grupa 606). Jak ten krótki i niewiele wnoszący do dyskusji o polskiej poezji wstęp ma się do wiersza człowiek zostawił mnie jak psa Matkowskiej?

Już podczas pierwszego czytania do utworu łatwo przykleić łatkę wiersza tożsamościowego. Autorka kreśli realistyczne obrazy przemocy. Nie korzysta jednak z wyszukanych środków stylistycznych. Tylko to, co dokładne, niezmącone, niezakłócone na żadnym paśmie przekazu może opowiedzieć o jednostkowym doświadczeniu. Wiersz, w pewnym sensie konfesyjny, próbujący być może usprawiedliwić podmiotkę z braku reakcji, z niemożności podjęcia zdecydowanych działań, staje się jednocześnie przestrogą i wyrazem matczynej miłości. Ostatecznie bowiem szczęście dzieci zostaje postawione wyżej niż wolność rodzicielki. Przemoc w utworze nie ma jedynie wymiaru fizycznego, lecz dotyczy również tego, co emocjonalne i tego, co ekonomiczne. I dokąd pójdziesz? – zostaje zapytana, może nieco ironiczne, na pewno agresywnie, bohaterka wiersza. Nie ma dróg wyjścia, pozostaje zależność, a perspektywa naprawy tej sytuacji od dawna pozostaje jedynie mrzonką. Jak sama stwierdzi: nie mogłam podjąć pracy / […] / nie miałam za co jeść. Czy okoliczności, w których tkwi podmiotka, nie są tożsame z sytuacjami innych kobiet? Czy nie próbuje ona w alegoryczny sposób powiedzieć o tym, co po cichu (skończ gadać jak potłuczona // za ścianą są dzieci) wciąż dzieje się za drzwiami wielu domów?

W wierszu Matkowskiej niełatwo mówić o domu. Forma architektoniczna zostaje zredukowana do szyb[y] z widokiem na wzgórze, tak jakby przestrzeń po drugiej stronie była ziemią obiecaną, upragnioną sferą wolności. Do raju nie da się już dotrzeć dzięki religii. Obrazek z bozią na kartongipsie przypomina raczej o konserwatywnej wizji rodziny, nie stanowi obietnicy Edenu, lecz groźbę powrotu piekła. Rozpada się nie tylko “dom” rozumiany jako konkretna fizyczna przestrzeń. Relacje międzyludzkie i godność osobista są w opłakanym stanie. Nie mogłam wziąć ślubu – o tym dowiadujemy się już na początku wiersza. Dzieci stają się w wypowiedziach przemocowego partnera jedynie obiektem gry, która toczy się na nierównych warunkach pomiędzy dwojgiem rodziców. Pojawiające się w tekście inwektywy (suko, wariatko) ostatecznie dopełniają obraz erozji relacji. Czy można uwierzyć, że to były tylko turbulencje – chwilowe problemy, jedynie rysa na ekranie smartfona, skoro telefony wszystkie roztrzaskiwały się o ścianę. Czy można mieć nadzieję, że zaraz wszystko wróci do normy?

Do normy wróci forma utworu. Chaotyczny słowotok, niechlujna wersyfikacja, ciągłe zaburzenia rytmu i „szybkie tempo”, ujawniające się szczególnie podczas odczytywania utworu na głos, stanowią językowy korelat doświadczeń i afektów, które przeżywa bohaterka. W wierszach Matkowskiej, nie tylko w tych zaprezentowanych podczas I Turnieju Jednego Wiersza im. Urszuli Kozioł, ale też w publikowanych regularnie na jej Facebooku, wspomniana odpowiedniość występuje niemalże zawsze. Ostatecznie jednak język w liryku człowiek zostawił… musi się ustrukturyzować, przyjąć oniryczno-mantryczą formułę, bo za ścianą są dzieci / za ścianą są dzieci / za ścianą są dzieci // przecież im tego nie zrobisz – nie rozwalisz wiersza, nie doprowadzisz emocji do końca, nie opuścisz pomieszczenia. I właśnie w tym miejscu Matkowska zręcznie obraca truizm. Jeśli do tej pory wydawało nam się, że najgorzej jest zacząć, a potem jakoś pójdzie, poetka pokazuje, że jest dokładnie na odwrót. Celem nie jest wpisanie się w normę, ale skończenie z jej przemocą.

IV MIEJSCE  

 

Julia Juna Jerzykiewicz

 

Przedwiośnie I

moja babcia prosi o zastrzyk

z pentobarbitalu sodu

z tiopentalu z brokatu z morfiny

nocami rzęzi

jak czarna wołga znika za rogiem

w bezgłosie

Kamil Figas

 

Nad łóżkiem

 

Znany PRL-owski mit o czarnej wołdze zostaje w wierszu Juny wywrócony do góry nogami. Lekarstwa, o które prosi babcia podmiotki, przeciwbólowa morfina, anestezjologiczny tiopental, wprowadzający w śpiączkę pentobarbital sodu, stanowią jedynie przyczynek do „znikania”. Nie chodzi tu bowiem tylko o chwilowy zanik świadomości, krótką przerwę od bólu, czy przelotną okazję do „naprawienia” organizmu, ale o powolną podróż w stronę tego, co nieznane, i jednocześnie tego, co stanowi kres (albo nowy początek)  – o drogę ku śmierci. Wspomniany samochód w miejskiej legendzie z czasów Polski Ludowej wykorzystywano do porywania dzieci. Juna odwraca ten porządek. Zauważa, że nagłe zniknięcie, które wywołuje traumę i rozpacz, nie musi dotyczyć tylko najmłodszych, ale wszystkich tych, którzy są nam bliscy. Wykonuje jednocześnie ruch wstecz na osi czasu. Po zażyciu medykamentów babcia powraca do mitów dzieciństwa. I właśnie w tym momencie ujawnia się dwuznaczność tytułu utworu. Przedwiośnie jako początek życia, miejsce, do którego powracamy, będąc u kresu. Ale też przedwiośnie – koniec, który może stać się początkiem czegoś nowego, gdy nasza czarna wołga znika za rogiem. Jednoczesna podróż w dwie przeciwne strony, o którą tylko nieliczni (jak wspomniana babcia) mają szczęście prosić.

 

 

Amelia Pudzianowska

 

wyjątek

 

można policzyć na palcach

moje koleżaneczki

co szwendaja się

z pankocia na paznokieć

połykają powietrze

jakby przedłużało życie

chcą być jedyne

a nie wiedzą że

sporo jest nawet

liczb pojedynczych

fermentacja

to jest najgorsze bo to prawda
a prawda ma zawsze brzydką mordę
jak siostra która nie odkryła
zabiegów medycyny etycznej

siostra przyszywana

łata na krowę

by się z niej nie ulało

dylematy estetyczne

odkryte w wieku przejrzałym
są serem tej ziemi

serem pełnym dziur

których czerń jest skończona

krąg

noszę tę myśl

jak ukołysne niemowlę

dobrze mu ze mną

noszę receptory komórki

neuroprzekaźniki

śpią we mnie myśli

proszę się rozejść

proszę się rozjeść

proszę się rozdziabać

proszę się rozdziobać

podobne zjada podobne

śpi we mnie niemowle

ssie pierś powietrza

a ja się ulatniam

a ja się utleniam

a ja zasypiam

noszę się z tą myślą

flow

strumień świadomości

strumień świadomości

płyń światło

płyń światłowodem

płyń żyłą cywilizowanego świata

płyń przez gardło

niech się zachłyśnie

niech mlaszcze

strumień świadomości

zaklęcie chorych na wyobraźnię

Cezary Żarna

 

Homines

 

Oto wypowiadasz to, co jest. Gnie się metalowe ciało i pręty

wyrastają z jego boków, nie słychać szmeru serca, jest ręka

i nie ma ręki, nic nie układa się w całość, niczego nie można

dogonić, nic się nie zdaje. Nie odpowiadasz, gdy wołają cię

po nazwisku, nie wychodzisz przed szereg, stoisz w rzędzie

na swoim miejscu. Tylko stoisz

i patrzysz. I oni już tylko stoją i patrzą. Oni

już dawno poumierali.

Voilá

On umrze na krzyżu. I wie o tym, ale to dopiero

pojutrze, ma jeszcze czas, jeszcze może

wspominać. Właśnie tak. Niektóre rzeczy wspomina

się ze wstydem, nie zaniedbując przy tym męki.

Tak to wygląda. Voilá.

 

 

Gwoździe

 

W pociągu jest tłok, w tramwaju jest

tłok, gwoździe

wypadają z każdego ciała.

Niebo wymiotuje. I niczego

o tym nie ma w biblii.

Do wiadomości

Musieli

go powiesić wczoraj wieczorem. Oderwali

posrebrzane guziki, zabrali buty

i spinki, porwali koszulę,

a potem długo

wybierali właściwe drzwi. Szukali

ciężkich, masywnych, najlepiej

drewnianych, w kamienicy na starej Pradze,

wśród starych ludzi, gdzieś wciąż ktoś jeszcze

wierzy, przyjmuje

śmierć do wiadomości.

Tworzenie mojego świata

odbywa się (bez przerwy), rzucam monetą i znów

orzeł – (nie) mój świat nie zostawia mi wyjścia – mała

świnka ryjąca pod skórą rozrasta się, to nie jest

białe, łagodne i czyste. Orzeł

skrzeczy, świnka ryje, pytam dlaczego? Dla jego (mojej?)

bolesnej męki.

Perspektywa

Z tej perspektywy wszystko

wygląda dobrze, nadal są okna, słońce i dach nad głową. Nadal

są ptaki o nieznanych imionach, nadal drzwi pozostają otwarte,

choć klamka dawno zapadła. Nadal można

pozwolić się poczuć i wszystko

nadal jest proste. Nadal wszystko wygląda dobrze. Nie widać

tylko mojego dna. Moje dno jest nie do dotknięcia.

Nic już nie mówi

w tym obolałym wierszu. Milczy. Słowa

nie pędzą, nie wypadają z ust, nie potrzebują instrukcji,

by się tłumaczyć. Ziemia

też milczy. Pamiętaj, że ona

kosztuje, że tutaj nie wystarczy Bóg zapłać, żeby w nią

wejść i zostać. Nie możesz

zatrzymać się w pół,

gdy stoisz samotnie w kłębach, zachodzącym słońcu,

między wszystkimi krawędziami mostów przerzuconych

nad przepaścią. Rozdmuchuje Cię

po brzegi.

Te deum

Słyszysz bicie serca w falującej

Klatce piersiowej, kościelny dzwon i słowa

Z głośnika – bierzcie

I jedzcie z tego wszyscy, ryby, żaby, kijanki,

Mandarynki. Tu na dole

Jest zimno, chłodem zaciąga od ziemi, tam

Wyżej gołąbki pokoju

Kule noszą. Te deum.

Biogramy:

 

Paula Gotszlich – ukończyła filologię polską na UŚ. W 2019 r. ukazał się jej debiutancki tomik poetycki Bezdech, za którego projekt otrzymała w roku 2016 Nagrodę im. Andrzeja Krzyckiego. Mieszka w Tarnowskich Górach.

 

Miazma – -studiuje filologię polską i angielską na UWr. Wyróżnione w 35. Turnieju jednego wiersza im. Rafała Wojaczka. Żongluje pisanie debiutu poetyckiego i dwóch prac magisterskich. Lubi deleuzjański bełkot i małpy człekokształtne.

 

TOON – społecznik, muzyk, poeta. Studia na Wydziale Informatyki UW. Od 25 lat randomizuje aranżacje muzyczne – a od 3 –  słowa. Triumfator wielu slamów poetyckich. Wyróżniony na MF Opowiadania oraz na Turnieju Jednego Wiersza im. Urszuli Kozioł.

 

Agnieszka Matkowska – autorka wierszy i tłumaczka poezji ukraińskiej. Polonistka, ukrainistka i logopedka. Mieszka we Wrocławiu.

Julia Juna Jerzykiewicz – lubi sobie wymyślać imiona, których jej nie nadano i skończyła więcej kierunków studiów, niż powinna była zacząć. Uczestniczka zajęć warsztatowych Pracowni przed debiutem wierszem realizowanej w ramach festiwalu Biura Literackiego TransPort Literacki. Okołoliteracko działa na Insta jako @mira.moona.

Amelia Pudzianowska – robi memy, rolki, frytki. Ma na koncie kilkadziesiąt wygranych konkursów, kilkadziesiąt publikacji. Reżyseruje, slamuje, prowadzi warsztaty, montuje. Wydała w 2025 roku debiutancką książkę guzik prawda. Książka została nominowana do 9. edycji Nagrody Literackiej Miasta Radomia.

Cezary Żarna – autor książek poetyckich: Ruch obrotowy i Miłość. Piękna Pomyłka. Oprócz poezji zajmuje się także rysunkiem. Mieszka w Legionowie.

Redakcja ÓSMEGO ARKUSZA ODRY:
Zuzanna Madurska, Kaja Kędzioł, Jakub Famulski, Kamil Figas
Kontakt:
osmy.arkusz.odra@gmail.com

V Edycja Koncertu „Dzieci rodzicom”
Zespół Piosenki i Tańca „Gwarkowie”

Zapraszamy na V edycję koncertu „Dzieci Rodzicom” w wykonaniu Zespołu Piosenki i Tańca Gwarkowie. Na scenie zobaczycie efekt miesięcy pracy, pasji i zaangażowania młodych artystów. Dynamiczne choreografie, dopracowane układy i nowoczesna oprawa tworzą spójne, widowiskowe show.
Koncert poprowadzi Tomasz Kammel.

II DOLNOŚLĄSKI SEANS FILMOWY

 

 

 

Intersection Photo Festival

Maj we Wrocławiu należy do fotografii – spotkajmy się na Intersection Photo Festival

Między 28 a 31 maja Concordia Design Wrocław oraz galerie partnerskie opanują Intersection Photo Festival 2026. Bywalcy Concordia Design mogą pamiętać organizowane wcześniej na Wyspie Słodowej wydarzenia poświęcone współczesnej fotografii. Cieszyły się one tak dużym zainteresowaniem, że stojąca za nimi Fundacja Voelkel postanowiła rozwinąć tę formułę i zaprosić do współtworzenia festiwalu nowych partnerów. Tak narodził się Intersection Photo Festival, którego podstawowa idea została zawarta już w samej nazwie: to próba uchwycenia wspólnej płaszczyzny, tytułowego punktu przecięcia między fotografią artystyczną a komercyjną. Hasłem spajającym różne punkty programu jest „Obraz pragnień”.

Kuratorem pierwszej edycji festiwalu został Jacek Kołodziejski – fotograf, filmowiec i artysta wizualny, laureat najważniejszych nagród branżowych, w tym jednego z najbardziej prestiżowych wyróżnień na świecie, PDN Photo Annual.

Udział w festiwalu jest bezpłatny. Obowiązuje rezerwacja miejsc na wybrane wydarzenia.

 

„Solastalgia. Internety, Kebaby, Alkohole, Nagrobki” to wystawa, w której rzeczywistość przeplata się ze światem wirtualnym. Szymon Rogiński testuje możliwości mediów pochodnych fotografii i migruje pomiędzy rzeczywistością materialną a wirtualną. Przestrzeń VR tworzy skanując rzeczywistość i odwrotnie, na podstawie wirtualnego świata tworzy materialne obiekty – trójwymiarowe rzeźby przedstawiające niepokojąco zdeformowaną architekturę oraz ekspresyjne nieomal malarskie wydruki stopklatek z VR.

Od czwartku 28 maja do niedzieli 31 maja czekają na Was wykłady, warsztaty, wystawy, spotkania i debaty. Cały program Intersection Photo Festival znajdziecie tu.

W programie:
– Wystawy główne i partnerskie
– Galeria Bezdomna
– Wykłady i debaty
– Konsultacje portfolio
– Warsztaty

Goście i osoby artystyczne:
Jacek Kołodziejski (kurator), Andrzej Dragan, Ania Augustynowicz-Akardaş „Augustynka”, Filip Blank, Ryszard Horowitz, Tomek Sikora, Paweł Fabjański, Szymon Rogiński, Kamil Kotarba, Agnieszka Sejud, Kobas Laksa, Michał Jakubowicz, Bartek Warzecha, Tymon Nogalski, Amy N. Muhoro, Wiktoria Michałkiewicz, Karol Krukowski, Anna Śliwa.
Lokalizacje:
Concordia Design Wrocław, Bulvary, Galeria FOTO-GEN, Galeria OKO, Studio BWA Wrocław, GUA Collective, Filia Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, Centrum Witelona

Pełny program i szczegóły:
intersectionfestival.com
Organizator:
Fundacja Voelkel
Współorganizatorzy:
Concordia Design Wrocław
Uniwersytet SWPS filia we Wrocławiu
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego
Mecenas:
Mercedes Benz – Grupa Wróbel
Partner Wspierający:
BULVARY
Centrum Witelona
Galeria FOTO-GEN
Partner:
BWA Wrocław
GUA Collective
Galeria OKO
Wrocławska Loża Fotograficzna

Partner Technologiczny:
Fotamorgana.pl
Canon

Patron Medialny:
Classicauto

Intersection Photo Festival jest współfinansowany z budżetu Województwa Dolnośląskiego oraz ze środków Gminy Wrocław, www.wroclaw.pl

80 lat kształtowania pokoleń – Wielki Jubileusz Szkoły im. Orła Białego w Miękini!

Zespół Szkolno-Przedszkolny im. Orła Białego w Miękini przygotowuje się do wyjątkowego wydarzenia. 29 maja 2026 roku placówka będzie świętować jubileusz 80-lecia swojego istnienia – osiem dekad  historii, która nierozerwalnie splotła się z losami lokalnej społeczności.

Program uroczystości: Od sacrum do radosnego świętowania
Obchody jubileuszowe zostały zaplanowane z dbałością o każdy szczegół, łącząc oficjalny charakter uroczystości z radosną integracją mieszkańców. Harmonogram dnia przedstawia się następująco:

  • 11.00: Uroczysta Msza Święta w Kościele NMP w Miękini.
  • 12.00: Doniosły moment odsłonięcia tablicy pamiątkowej, będącej hołdem dla historii placówki.
  • 12.00–13.00: Program artystyczny w hali widowiskowo-sportowej zespołu szkół.
  • 14.30: Start jubileuszowej imprezy plenerowej na scenie zewnętrznej, którą poprowadzi DJ Aico.

 

Spotkanie po latach
Jubileusz 80-lecia to przede wszystkim święto ludzi. W wydarzeniu wezmą udział wyjątkowi goście – absolwenci, którzy odnieśli sukcesy w różnych dziedzinach życia. Wśród nich znajdzie się m.in. była Miss Dolnego Śląska oraz artystka Teatru Muzycznego Capitol.

Wspólne świętowanie wzbogacą występy dzieci z przedszkola, uczniów oraz absolwentów (14.30–15.30), a także widowiskowe pokazy sportowe zaplanowane na godzinę 15.30.

Dyrektor szkoły, Małgorzata Biszczak-Kunik, wraz z Gronem Pedagogicznym i uczniami, zaprasza wszystkich, którym bliska jest  historia Szkoły im. Orła Białego, do wspólnego celebrowania tej doniosłej rocznicy. Organizatorzy liczą na to, że 29 maja stanie się dniem pełnym wzruszeń, serdecznych spotkań i powrotów do najpiękniejszych szkolnych wspomnień.

 

 

CZERWCOWY NUMER „ODRY” 6/2026

Kibole i prezydent • Korzenie faszyzmu w Polsce • Czarnogórski Olimp

Aleksander Kulisiewicz – kustosz pieśni z kacetów • Rysunki Wittgensteina

Tomasz Pułka – między cyberpoezją a narkonautyką • Suzanne Vega

Śledztwo w sprawie kryminału • 70 lat Teatru Pantomimy Tomaszewskiego

MaerzMusik • Off Camera • Wiersze: Zabużko, Sendecki, Chłopek, Hetman

 

 

Spis treści 6/2026:

2 Łukasz Cieśla: USTAWKA Z PREZYDENTEM

10 NIKT JUŻ NIE WIE, KTO JEST KAINEM, A KTO ABLEM Z Piotrem Szalszą

10 rozmawia Karina Obara

14 Piotr Gajdziński: KORZENIE POLSKIEGO FASZYZMU

20 Przemysław Poznański: ŚLEDZTWO W SPRAWIE KRYMINAŁU

28 Maciej Czerwiński: CZARNOGÓRSKI OLIMP

34 Wojciech Łuczak: IRAŃSKA ROZPRAWKA O CHCIEJSTWIE I NADGORLIWOŚCI

39 Jacek Staniszewski: RYCERZ W BÓLU ZAKUTY

47 Aleksander Kulisiewicz: JAK UMIERAŁ MÓJ GŁOS

51 Piotr Dehnel: RYSUNKI WITTGENSTEINA

56 Z KTÓREGO POKOJU MÓWI DO NAS TOMASZ PUŁKA Z Oskarem Mellerem

56 rozmawia Karol Płatek

63 Grzegorz Hetman: MÓJ WIERSZ

66 Tomasz Jastrun: OPOWIADANIA

72 Oksana Zabużko: WIERSZE

75 Jarosław Kuisz: NOWY KOŚCIÓŁ

78 Marcin Sendecki: WIERSZE

79 Elżbieta Isakiewicz: LOLA

85 Ryszard Chłopek: WIERSZ

89 Mirosław Ratajczak: SCENOBRAZY LALKI TERLIKOWSKIEJ

92 Monika Pasiecznik i Rafał Augustyn: „W JAKIEJ SPRAWIE?”

97 Tomasz Majeran: PEWNEGO RAZU W NOWYM JORKU

100 Zuzanna Madurska: WIERNI WYOBRAŹNI TOMASZEWSKIEGO

104 Patrycja Cembrzyńska: CO TO JEST ANIOŁ?

108 Marcin Adamczak: WYTYCZANIE DROGI

113 Jan Miodek: POKONYWAM I ŚWIDERMAJER MISTRZA GAŁCZYŃSKIEGO

115 Wiesław Saniewski: GŁĘBOKIE GARDŁO PREZYDENTA

117 Jacek Sieradzki: ZJAZD GNIEŹNIEŃSKI?

120 Marta Mizuro: I TY MOŻESZ ZOSTAĆ DEGENERATKĄ

122 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: RZYMSKIE JAJA

123 Mariusz Urbanek: LISTY W SPRAWIE ADOPCJI MISIA

NAD KSIĄŻKAMI

125 Robert Rutkowski: CZUŁOŚĆ WOBEC ROZPADU

126 Karol Płatek: BOWIE I KAMELEONY WŁAŚCIWE

128 Grzegorz Tomicki: AMERYKAŃSKIE SZALEŃSTWO

130 Magdalena Krzyżanowska: PISARZE BRONIĄ ŚRODOWISKA

135 W OFICYNIE

136 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

137 SYGNAŁY: SZTUKA EGIPSKA, DAUMIER, KUCZMA

142 WERNISAŻE

145 8 Arkusz: ROZRUCHY VOL. 2

 

Odrę można czytać także online na www.e-kiosk.plwww.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

 

Scena ukraińska. Sezon III 2025/2026

Scena Ukraińska, pod artystyczną opieką niezależnego teatru GAS, rozpoczęła swoją działalność w 2023 roku przy Instytucie Grotowskiego we Wrocławiu. Prezentuje dorobek ukraińskich artystek i artystów w obszarze teatru i sztuk performatywnych. Bezpośrednią inspiracją dla powołania Sceny Ukraińskiej była przymusowa emigracja ukraińskich artystów spowodowana pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę w 2022 roku i systematycznym niszczeniem ukraińskiej kultury. Językiem sceny będzie ukraiński, ale wszystkie spektakle, warsztaty i performanse będą oferować napisy w języku polskim. Dzięki temu scena jest miejscem spotkania wrocławskich społeczności, a także wzmocnia głos mniejszości ukraińskiej w mieście. Ambicją sceny w pierwszym sezonie działalności było stworzenie warunków do rozpowszechniania współczesnej, młodej i niezależnej sztuki ukraińskiej, a tym samym umożliwienie przebywającym na emigracji artystkom i artystom zachowania i kultywowania tożsamości narodowej.

Zapraszamy do kontaktu wszystkich artystów i aktywistów zainteresowanych współtworzeniem Sceny Ukraińskiej: teatrgas.ua@gmail.com


Ми створюємо вистави надихаючись нашими друзями – митцями і мисткинями, захисницями і захисниками всіх професій, котрі щодня обороняють нас на фронті і дають нам можливість виступати в Європі без російських ракет.
Софія Оніщенко, незалежний театр GAS

Українська сцена під художнім керівництвом незалежний театр GAS, що розпочала свою діяльність у 2023 році в Інституті Гротовського у Вроцлаві, представлятиме досягнення українських митців у галузі театрального та перформативного мистецтва. Безпосереднім натхненням для створення української сцени стала вимушена еміграція українських митців, спричинена повномасштабним вторгненням Росії в Україну у 2022 році та систематичним знищенням української культури. Мовою сцени буде українська, але всі вистави, майстер-класи та перформанси будуть супроводжуватися субтитрами польською мовою. Таким чином, сцена має потенціал стати місцем зустрічі спільнот Вроцлава та зміцнити голос української меншини в місті. Амбіція сцени у своєму першому сезоні роботи полягає у створенні умов для поширення сучасного, молодого та незалежного українського мистецтва, що дозволить митцям у еміграції зберігати та культивувати свою національну ідентичність.

Запрошуємо до контакту всіх артистів і активістів зацікавлених спільним будування української сцени. Електронна пошта: teatrgas.ua@gmail.com

 

PROGRAM 2026:

28.05.2026, Pieśni płonących serc | Пісні палаючих сердець
Perfomance  muzyczno-teatralny ukraińskiego chóru KapustaBand | Mузично- театральний перформанс від українського колективу KapustaBand
W ramach Sceny Ukraińskiej | В рамах Української Сцени
Czytaj więcej

26.05.2026, Droga do Wyraju | Дорога до Вирію
Performans Marii Lisowskiej | Перформанс Марії Лісовської
W ramach Sceny Ukraińskiej | В рамках Української Сцени
Czytaj więcej

1.03.2026, Historia Ukrainy | Історія України
Spektakl niezależnego teatru GAS | Вистава незалежного театру GAS
W ramach Sceny Ukraińskiej | У рамках Української Cцени
Czytaj więcej

 

PROGRAM 2025:

11–12.12.2025, Jutro 10 lat temu | Завтра 10 років тому
Spektakl niezależnego teatru GAS | Вистава незалежного театру GAS
W ramach Sceny Ukraińskiej | У рамках Української Cцени
Czytaj więcej

8.12.2025, Rola teatru ukraińskiego w Polsce: niezależny teatr GAS we Wrocławiu | Роль українського театру в Польщі: незалежний театр GAS у Вроцлаві
Wykład Zofii Możnej | W ramach Sceny Ukraińskiej
Лекція Зофіі Можней | В рамках Української сцени
Czytaj więcej

30.11.2025, Antologia | Антологія
Spektakl niezależnego teatru GAS |театральна вистава незалежного театру GAS
W ramach Sceny Ukraińskiej | У рамках Української Cцени
Czytaj więcej

17.11.2025, Eksperymenty i mistyfikacje w literaturze ukraińskiej | Літературні експерименти та містифікації з України
Wykład Macieja Piotrowskiego | W ramach Sceny Ukraińskiej
Лекція Мацея Пьотровського | У рамках Української Cцени
Czytaj więcej

7.11.2025, Pieśń/ciało
Warsztaty wokalne prowadzone przez Marinę Mashtaler |  Вокальна майстерня Маріни Машталер
W ramach Sceny Ukraińskiej | В рамах Української Сцени
Czytaj więcej

13.10.2025, Nowatorstwo twórczości Łesia Kurbasa | Новаторство творчості Леся Курбаса
Wykład Sofii Onishchenko | Лекція Софії Оніщенко
W ramach Sceny Ukraińskiej | У рамках Української Cцени
Czytaj więcej

11 i 12.10.2025, Słodko-kwaśny | Кисло-солодкий
Spektakl niezależnego teatru GAS | Вистава незалежного театру GAS
W ramach Sceny Ukraińskiej | У рамках Української Cцени
Czytaj więcej

 

 

Organizator:
Instytut im. Jerzego Grotowskiego

Współorganizator:
 Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Logo Ośrodka Kultury i Sztuki we Wocławiu

DOLNY ŚLĄSK – KRAINA MISTYKÓW konferencja poświęcona tożsamości i mistyce Dolnego Śląska

19 CZERWCA 2026
9:30-10:00  rozpoczęcie i wystąpienia oficjalne

10:00-10:30 prof. Przemysław WISZEWSKI
Płynna wielość tożsamości czyli o regionie Śląskim w średniowieczu

10:30-11:00 dr Jarosław SZYMAŃSKI
Przejawy fermentu religijnego na Śląsku w XIV wieku

11:00-11:30 dr Joanna GIEL
Pisma żydowskie Marcina Lutra a wątki śląskie

11:30-12:00 przerwa kawowa
12:00-12:30 prof. Maciej MANIKOWSKI
Mistrz Eckhart i jego wpływy na śląskich mistyków

12:30-13:00 dr Agata ROME-DZIDA
Bliżej Boga. Artyści poszukujący w Karkonoszach

13:00-13:30 prof. Leon MIODOŃSKI
Wkład Józefa Kościana w badania nad mistyką śląską

13:30-14:00 dyskusja
14:00-15:00 przerwa

15:00-15:30 prof. Magdalena HOŁY-ŁUCZAJ
O mistycyzmie pragmatycznie, czyli Böhme i ekologia

15:30-16:00 dr Krystyna WIERZBICKA-TRWOGA
 Pod urokiem dystychów. Co fascynuje (nie tylko) filozofów  w poezji Anioła Ślązaka 

16:00-16:30 przerwa kawowa

16:30-17:00 prof. Tomasz DREWNIAK,
Miecz Anioła. Teologia polityczna  „Traktatu o Turkach” i „Traktatu o  chrześcijanach” Johannesa Schefflera

17:00-17:30 prof. Wojciech SZCZERBA,
Schleiermacher i jego koncepcja wiecznego powrotu

17:30-18:00 dyskusja

 

20 CZERWCA 2026

10:00-10:30 dr Tomasz SZYMAŃSKI,
Recepcja dzieła Jakoba Böhmego w XIX-wiecznej Francji (Madame de Staël, Adam Mickiewicz, George Sand)

10:30-11:00 prof. Wiesław PRZYBYŁA,
Mickiewiczowskie mistyczności

11:00-11:30 przerwa

11:30-12:00  dr Dominika JACYK-MANIKOWSKA,
Mistyka zakorzenienia jako strategia oporu. Śląska „liturgia codzienności”  wobec krytyki czasu punktowego w filozofii Byung-Chul Hana

12:00-12:30 prof. Leszek KLESZCZ,
Doświadczenie mistyczne jako droga ku mądrości

12:30-13:00 dyskusja

13:00-13:30 podsumowanie konferencji

 

 

 

ORGANIZATORZY:
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu, Ossolineum, Uniwersytet Wrocławski

PATRONAT MEDIALNY:
Miesięcznik ODRA, TVP Wrocław, Radio Wrocław

 

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW BUDŻETU SAMORZĄDU WOJEWÓDZTWA DOLNOŚLĄSKIEGO

Przejdź do treści