X

WAKACYJNY NUMER „ODRY” 7-8/2026

Niemcy bez alternatywy? • Politycy na łączach ze stwórcą • Koka w Unii

Porażka Habermasa • Wałbrzych: zaginione miasto • Dedecius dydaktyk

Austromelancholia Schulza • Literatura hebrajska wobec wojny

Teatr Telewizji: reaktywacja • Muzea – świątynie prz(e/y)szłości

Wiersze: Podgórnik, Melecki, Bonowicz • Proza: Siwczyk, Woźniak

 

Spis treści 7-8/2026:

2 CZY ISTNIEJE ALTERNATYWA DLA NIEMIEC Z Patrycją Tepper rozmawia Piotr Gajdziński

9 Karina Obara: NA ŁĄCZACH ZE STWÓRCĄ

16 Adam Chmielewski: PORAŻKA HABERMASA

23 Beata Maciejewska: ZAGINIONE MIASTO

32 Marek Orzechowski: KOKAINA DLA EUROPY

37 Jagoda Budzik: NA KOŃCU ZDANIA

46 Anna Wojciechowska-Ruppert: AUSTROMELANCHOLIA

56 Marta Podgórnik: MÓJ WIERSZ

57 Edward Białek i Katarzyna Nowakowska: KARL DEDECIUS

63 Grzegorz Olszański: WIERSZE

67 Krzysztof Siwczyk: SPIS ISTOTNYCH PRAKTYK

72 Maciej Melecki: WIERSZE

74 Barbara Woźniak: POLARIS

82 Wojciech Bonowicz: WIERSZE

84 Paweł Orzeł: PRIMERO

87 Krystyna Kuczyńska: MUZEA

94 Kamil Bujny: WIELKI POWRÓT

98 Monika Pasiecznik: W ORBICIE MUZYKI WSPÓŁCZESNEJ

103 Agnieszka Sabor: DYSTANS I EKSTAZA, ROZKWIT I GNICIE

106 Marcin Adamczak: SCENY Z ŻYCIA PRZEDMAŁŻEŃSKIEGO

108 Jan Miodek: ŚPIEWANIOMÓWIENIA I STROFOZWROTY

108 MIRONA BIAŁOSZEWSKIEGO

110 Jacek Sieradzki: …ALBO NIE…

114 Marta Mizuro: CAŁE ŻYCIE MARIANNY

116 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: WSPOMNIEŃ CZAR?

117 Mariusz Urbanek: W OBRONIE POLSKOŚCI I CZYSTOŚCI RASY

NAD KSIĄŻKAMI

119 Karol Maluszczak: WYPISZ, WYMALUJ … (CAŁY?) ŚWIETLICKI

120 Andrzej Juchniewicz: FIKCJA, KTÓRA UZDRAWIA

122 Karol Maliszewski: RASOWY PRAWDZIWEK

124 Piotr Michałowski: GOŚCINNA PUSTKA

126 Marta Mizuro: Z TEJ SAMEJ PLANETY

127 Mariusz Urbanek: ŻYWOTY ŻYDOWSKICH ŚWIĘTYCH

131 W OFICYNIE

132 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

133 SYGNAŁY: ANGEL DOWN, TRANSCENDENTALIA, GALERIA W SĄDZIE

141 WERNISAŻE

145 8 Arkusz: POLIFONIE

 

Odrę można czytać także online na www.e-kiosk.plwww.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

 

CZERWCOWY NUMER „ODRY” 6/2026

Kibole i prezydent • Korzenie faszyzmu w Polsce • Czarnogórski Olimp

Aleksander Kulisiewicz – kustosz pieśni z kacetów • Rysunki Wittgensteina

Tomasz Pułka – między cyberpoezją a narkonautyką • Suzanne Vega

Śledztwo w sprawie kryminału • 70 lat Teatru Pantomimy Tomaszewskiego

MaerzMusik • Off Camera • Wiersze: Zabużko, Sendecki, Chłopek, Hetman

 

 

Spis treści 6/2026:

2 Łukasz Cieśla: USTAWKA Z PREZYDENTEM

10 NIKT JUŻ NIE WIE, KTO JEST KAINEM, A KTO ABLEM Z Piotrem Szalszą

10 rozmawia Karina Obara

14 Piotr Gajdziński: KORZENIE POLSKIEGO FASZYZMU

20 Przemysław Poznański: ŚLEDZTWO W SPRAWIE KRYMINAŁU

28 Maciej Czerwiński: CZARNOGÓRSKI OLIMP

34 Wojciech Łuczak: IRAŃSKA ROZPRAWKA O CHCIEJSTWIE I NADGORLIWOŚCI

39 Jacek Staniszewski: RYCERZ W BÓLU ZAKUTY

47 Aleksander Kulisiewicz: JAK UMIERAŁ MÓJ GŁOS

51 Piotr Dehnel: RYSUNKI WITTGENSTEINA

56 Z KTÓREGO POKOJU MÓWI DO NAS TOMASZ PUŁKA Z Oskarem Mellerem

56 rozmawia Karol Płatek

63 Grzegorz Hetman: MÓJ WIERSZ

66 Tomasz Jastrun: OPOWIADANIA

72 Oksana Zabużko: WIERSZE

75 Jarosław Kuisz: NOWY KOŚCIÓŁ

78 Marcin Sendecki: WIERSZE

79 Elżbieta Isakiewicz: LOLA

85 Ryszard Chłopek: WIERSZ

89 Mirosław Ratajczak: SCENOBRAZY LALKI TERLIKOWSKIEJ

92 Monika Pasiecznik i Rafał Augustyn: „W JAKIEJ SPRAWIE?”

97 Tomasz Majeran: PEWNEGO RAZU W NOWYM JORKU

100 Zuzanna Madurska: WIERNI WYOBRAŹNI TOMASZEWSKIEGO

104 Patrycja Cembrzyńska: CO TO JEST ANIOŁ?

108 Marcin Adamczak: WYTYCZANIE DROGI

113 Jan Miodek: POKONYWAM I ŚWIDERMAJER MISTRZA GAŁCZYŃSKIEGO

115 Wiesław Saniewski: GŁĘBOKIE GARDŁO PREZYDENTA

117 Jacek Sieradzki: ZJAZD GNIEŹNIEŃSKI?

120 Marta Mizuro: I TY MOŻESZ ZOSTAĆ DEGENERATKĄ

122 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: RZYMSKIE JAJA

123 Mariusz Urbanek: LISTY W SPRAWIE ADOPCJI MISIA

NAD KSIĄŻKAMI

125 Robert Rutkowski: CZUŁOŚĆ WOBEC ROZPADU

126 Karol Płatek: BOWIE I KAMELEONY WŁAŚCIWE

128 Grzegorz Tomicki: AMERYKAŃSKIE SZALEŃSTWO

130 Magdalena Krzyżanowska: PISARZE BRONIĄ ŚRODOWISKA

135 W OFICYNIE

136 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

137 SYGNAŁY: SZTUKA EGIPSKA, DAUMIER, KUCZMA

142 WERNISAŻE

145 8 Arkusz: ROZRUCHY VOL. 2

 

Odrę można czytać także online na www.e-kiosk.plwww.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

 

MAJOWY NUMER „ODRY” 5/2026

O Ficowskim w 20. rocznicę śmierci: BARON-MILIAN, SOMMER, WOŹNIAK

SOLSKA, CHMIELEWSKI, ORZECHOWSKI: Jak utuczyliśmy chińskiego smoka

SURDYKOWSKI: Dzieci i wnuki panny S. • GIZA-POLESZCZUK: Polskie mity

ŻADAN – poezje • RÓŻANOWSKI: Abstrakcja wiecznie żywa • Mój wiersz

NIEWRZĘDA: Lejbensraum • CZERKAWSKI, ADAMCZAK: Polityka i film

 

Spis treści 5/2026:

2 NAKARMIENI MITAMI Z Anną Gizą-Poleszczuk rozmawia Piotr Gajdziński

10 Jerzy Surdykowski: ONI – DZIECI I WNUKI SOLIDARNOŚCI

15 Joanna Solska: JAK UTUCZYLIŚMY CHIŃSKIEGO SMOKA

22 Adam Chmielewski: WANG HUNING, NAUCZYCIEL NARODU

27 Marek Orzechowski: EUROPA MADE IN CHINA

32 Wojciech Łuczak: NATO BEZ ZŁUDZEŃ

37 Serhij Żadan: WIERSZE

41 FICOWSKI. 20 LAT PÓŹNIEJ

42 Marta Baron-Milian: LARWY JAWY

51 Maciej Woźniak: NIEOBECNI MAJĄ RACJĘ

58 Piotr Sommer: STARE I NOWE DEKRETY

68 Anna Podczaszy: MÓJ WIERSZ

70 Krzysztof Niewrzęda: LEJBENSRAUM

77 Dariusz Pado: WIERSZE

79 Mirosław Drabczyk: POCIĄGIEM PRZEZ NOC

86 Agata Tuszyńska: WIERSZE

88 Ryszard Różanowski: ABSTRAKCJA: JESTEM TYM, TERAZ I TUTAJ, CZYM JESTEM

95 Kamil Bujny: ŻYWE OBRAZY

98 Piotr Czerkawski: KTO SIĘ BOI KINA POLITYCZNEGO?

102 Marcin Adamczak: DZIKIE DZIECKO

105 Wiesław Saniewski: ZE SMYCZY

107 Jan Miodek: MEDIALNA EMOCJOKRACJA

109 Jacek Sieradzki: DWAJ PANOWIE, CO UMIEJĄ SŁOWEM

112 Marta Mizuro: ZAMIAST SOLI

114 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: KŁOPOTY Z GEOGRAFIĄ I NIE TYLKO

115 Mariusz Urbanek: AZYL DLA ORBANA

NAD KSIĄŻKAMI

117 Kamil Figas: OBRONIĆ, PRZEPISAĆ

119 Rafał Kasprzyk: BIOLOGIA SENSU I HAŁAS ISTNIENIA

121 Jarosław Petrowicz: DOWÓD GIZZIEGO

122 Radosław Wiśniewski: O WSZYSTKIM, CO SIĘ NIE UDAŁO

124 Andrzej Juchniewicz: MAŁE KOMPENDIUM O TROSCE

129 W OFICYNIE

130 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

131 SYGNAŁY: FOTORELACJA Z JUBILEUSZU „ODRY”, DYSKUSJA O MANNIE, TOŻSAMOŚĆ WODY

141 WERNISAŻE

145 8 Arkusz: TURNIEJOWY IMPRESARIAT

 

 

Odrę można czytać także online na www.e-kiosk.plwww.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

 

8 ARKUSZ. 4/2026

ÓSMY ARKUSZ ODRY

 

ZIELONOŚĆ

 

Za oknem już wiosna w pełnej krasie i ktoś mógłby chcieć za poetą wykrzyknąć: a wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę! Ktoś, ale nie my. Bo w kwietniowym arkuszu jak zwykle polska – literatura, oczywiście. Przy czym wiosna też jest obecna. Stąd: zieloność.

Sam wybór tekstów przybiera formę konstelacji rozmaitych form: wiersze, prozy, recenzja, szkic. W otwierającym arkusz studium Katarzyna Koza stawia pytanie o to, co łączy Wisławę Szymborską z Julią Fiedorczuk i czy można pomyśleć o jednolitej linii polskiej ekopoezji na przestrzeni ostatniego półwiecza. Następnie Julian Kazberuk przenosi nas w swoich wierszach w „przestrzeń zieloną” i na wschód, choć nie tylko. W poezji Szymona Horały spotkamy psy, ćmy, piski, skowyty, a nasz zwierzyniec uzupełniają tropikalny kot albinos i dziki źrebak. Nie mylić z również obecnym w tych wierszach okoniem! Pomiędzy zestawami plenią nam się prozy: pierwsza, Elegia do Zielonej Ziemi autorstwa Krzysztofa P. Mierzejewskiego samym tytułem uzasadnia swoją obecność na arkuszowych kartach, druga, Piotra Dardzińskiego osnuta jest wokół butów, wspomnienia zimy i wiersza Kamili Janiak. Poetka pisze: jeśli wierzyć drzewom, nie mamy się co spieszyć, co okazuje się spójne z rozpoznaniami Emilii Gorzel z recenzji Solaryszy, w której autorka snuje paralele między poematem Mokrego a muzyką ambientową. My też nie zamierzamy się spieszyć, chociaż kreślimy powoli pierwsze słowa komentarzy do utworów wyróżnionych w Turnieju Jednego Wiersza im. Urszuli Kozioł. Zarówno nasze noty, jak i wiersze przeczytacie już w maju. W międzyczasie – w zieloność!

Redakcja Ósmego Arkusza


fot. Maciek Bielawski

 

Katarzyna Koza

 

Pomiędzy ewolucją a współistnieniem

 

Obecność poezji Wisławy Szymborskiej na ekopoetyckim widnokręgu jest kwestią dość problematyczną, podobnie zresztą, jak jej potencjalna nieobecność – celnie pisała Daria Lekowska. Problematyczność niewykorzystywania ekologicznego potencjału wynikałaby z łączenia przez Szymborską języka liryki z językiem nauki, etycznego zorientowania tego pisarstwa, w tym widocznej postawy szacunku wobec autonomii innych bytów, w końcu – chwytów wprowadzających czytelników w refleksję nad związkami literatury i ekologii. Odczytania ekopoetyckie problematyzowałaby zaś (choć nie dyskwalifikowała) dość humanistyczna podmiotka mówiąca. W kontekście twórczości noblistki nie można mówić o biocentrycznej soczewce czy budowaniu naturokulturowych przedstawień świata, czym często charakteryzują się współczesne, ekologicznie zorientowane projekty poetyckie. A jednak – mimo to – poezja ta coraz częściej poddawana jest interpretacjom z wykorzystaniem narzędzi ekoposthumanistycznych. Moim zdaniem, nie wyczerpuje to jednak jej potencjału interpretacyjnego – może ona bowiem stanowić także istotny punkt odniesienia oraz źródło inspiracji dla współcześnie powstającej ekologicznie zorientowanej poezji.

W niniejszym szkicu pisarstwo noblistki chciałabym zestawić z twórczością Julii Fiedorczuk, jednej z najbardziej znanych pisarek nurtu ekologicznego. Interesować będą mnie zarówno podobieństwa, jak i różnice w podejmowaniu przez obie poetki wątków ewolucyjnych. Tekst ten ma przy tym charakter raczej sygnalizujący niż wyczerpujący. Punktem wyjścia dla interesującej mnie refleksji jest wiersz autorstwa współczesnej pisarki. To Fotosynteza z tomu Bio:

 

Słońce mnie rodzi prawie bezboleśnie,

na stopie mam plasterek ciepła, na powiekach

lekki kompres krwi, nieziemskie gogle.

Przysiada na nich widmo jak roztrzepany

 

błyskawiczny ukwiał, który mi opowiada

barwne ichtiologiczne historie. Czerwień

i czerń, tak wszystko się zaczyna,

później dopiero Wielki Wylew

 

Ultramaryny, która jest moją amfibią.

Jak to było? Staram się pamiętać

i coraz mocniej trę oczy. Tamte podskórne

czasy podpływają bliżej, są moje

 

na ułamek światła, momentalny bezdech

i rozkoszny strach, który się zaraz rozproszy

w musującej toni. Mieć ciebie świecie

na własność. Kochać cię, ciebie tracić.

 

A trzeba wyjść na ląd, opierzyć się i patrzeć

prosto w słońce.

Zieleń tęczówki jak morze.

Tkanka, tkanina, tlen.

 

W wierszu Fiedorczuk krótkie zamknięcie oczu staje się przyczynkiem do wyobrażeniowych wędrówek. Kosmiczna inicjacja (Słońce mnie rodzi) czy potrzeba energii słonecznej (nawiązanie do tytułu) są stałymi elementami rozwoju planetarnych bytów. Podmiotka chce rozpoznać ewolucyjne historie, sięgające początków życia, które rodziło się 3,6 miliarda lat temu w środowisku wodnym. Wymieniony w tekście koralowiec reprezentuje tę długą podróż i interesujące poetkę środowisko. Mówiąca przeczuwa, że dawne czasy są nie tylko historią ukwiała, ale też jej własną, choć tylko „na ułamek światła”. Ultramaryna staje się symbolem transgresji i adaptacji – opuszczania środowiska wodnego. Ślady ewolucyjnej przeszłości można dziś przy tym dostrzec w reprezentantach lądowych gatunków (Zieleń tęczówki jak morze) – więc ostatecznie także w samej bohaterce. Fiedorczuk w Psalmach pisała: niektórych wierszy nie można już napisać. niektórych nie dało się napisać wcześniej. Takiego wiersza, biocentrycznego, z podmiotką zanurzoną w doświadczeniu cielesno-kosmicznym, tekstu manifestującego materialność i wszechrelacyjność (Tkanka, tkanina, tlen), nie mogła napisać Szymborska. Nie oznacza to jednak, że zalążków tego typu myślenia nie da się odnaleźć w poezji noblistki – podkreśla ona przecież równość biologiczną człowieka z nie-ludzkimi bytami w kontekście samej ewolucji. Uwidacznia się to na przykład w tytułowym wierszu tomu Sto pociech, w którym ludzka ręka ma animalny rodowód (ledwie on [człowiek – dop. K.K.] wystrugał ręką z płetwy rodem / krzesiwo i rakietę). W Notatce ze zbioru Sól znajdziemy zaś opis ewolucjonistycznej lekcji, płynącej z wizyty w muzeum (W pierwszej gablocie / leży kamień. […] W drugiej gablocie / część kości czołowej. / […] Ubyliśmy zwierzętom. / Kto ubędzie nam), a w jeszcze innym utworze, Przemówieniu w biurze znalezionych rzeczy, opis doświadczenia jestestwa w perspektywie długotrwałej przemiany:

 

[…]

Zapadła mi się w morze wyspa jedna, druga.

Nie wiem nawet dokładnie, gdzie zostawiłam pazury,

kto chodzi w moim futrze, kto mieszka w mojej skorupie.

Pomarło mi rodzeństwo, kiedy wypełzłam na ląd

i tylko któraś kostka świętuje we mnie rocznicę.

Wyskakiwałam ze skóry, trwoniłam kręgi i nogi,

odchodziłam od zmysłów bardzo dużo razy.

Dawno przymknęłam na to wszystko trzecie oko,

machnęłam na to płetwą, wzruszyłam gałęziami.

[…]

Sama się sobie dziwię, jak mało ze mnie zostało:

pojedyncza osoba w ludzkim chwilowo rodzaju

[…]

 

Historia ewolucji u Szymborskiej opowiadana jest inaczej niż w tekstach Fiedorczuk. Tytułowe przemówienie ma miejsce w biurze rzeczy znalezionych – co nadaje tekstowi charakterystyczny akcent humorystyczny, kojarzony z poezją noblistki. Biurem okazuje się ludzkie ciało, a rzeczami znalezionymi – ślady prehistorii. Podmiotka przywołuje opowieść o dawnych bytach achronologicznie, wspominając porzucone futra, pazury, „skóry” i formy. To wszystko składa się na kształt obecnie mówiącego „ja”. Sama się sobie dziwię, jak mało ze mnie zostało, kwituje bohaterka wiersza. Pytania o aktualną postać człowieczego „ja” powracają w różnych tekstach Szymborskiej i zanurzone są właśnie w genealogii i ewolucji – w Zdumieniu z tomu Wielka liczba pojawiają się chociażby takie: Czemu w zanadto jednej osobie? / […] W skórze nie łusce? Z twarzą nie liściem?. W jeszcze innym wierszu, W zatrzęsieniu z tomu Chwila, znajdziemy zaś liczne stwierdzenia podszyte charakterystycznym dla autorki zdziwieniem: Jestem kim jestem. / Niepojęty przypadek / jak każdy przypadek. // Inni przodkowie / mogli być przecież moimi, / a już z innego gniazda / wyfrunęłabym, / już spod innego pnia / wypełzła w łusce. Fiedorczuk podejmuje rozmowę z noblistką – wybierając metaforyczny język, podmiotka w wierszu Jeden określa siebie powtórką na miedzy między / zderzeniem a echem. Mniej interesuje ją eksploatowany w poezji noblistki wątek wielu możliwości czy prawdopodobieństwa, bardziej – przywdziewanie odmiennych form bycia i relacyjność aktorów tego świata, czym manifestuje bioróżnorodność. U Szymborskiej wygrywa racjonalizm, u Fiedorczuk, szczególnie we wczesnych zbiorach, oniryzm. Współczesna poetka dużo więcej przestrzeni oddaje też obrazowości: Mam pokusę morza / W zielonych tęczówkach; będę koronkowym kwiatem / utkanym przez słońce; Blada gwiazda zjeżdża w wieczny śnieg. Podmiotka Fiedorczuk wybiega więc w marzenia, wyobrażenia, sny i światy niebyłe (co było / wyśnione, nadal takim jest), podmiotka Szymborskiej, nawet gdybając, trzyma się zaś (bodaj „jedną nogą”) realnego świata. Jeżeli oddaje głos innym bytom, jak w Tarsjuszu ze Stu pociech, to zabieg ten ma skłonić do refleksji nad ludzką etyką. Inaczej Fiedorczuk, u której nie tylko zwierzęta, ale też inne elementy świata, chociażby ziemia i jej składowe, muszą zostać aktywnymi aktorami świata – w jej wierszach czasem personifikowanymi, niejako dla wzmocnienia sprawczości czy większego podkreślenia ich indywidualnej podmiotowości.

Niniejsza analiza pozwala dostrzec dialogiczny charakter relacji między tymi projektami poetyckimi. Zapoczątkowana przez Szymborską refleksja nad znaczeniem pamięci ewolucyjnej historii zostaje przez Fiedorczuk podjęta i zaadoptowana w odmiennym kontekście epistemologicznym oraz kulturowym. Wiersze obu poetek łączy uwikłanie podmiotek w zewnętrzną – w stosunku do tekstu – rzeczywistość, nieufność wobec ostatecznych odpowiedzi oraz zainteresowanie światem nie-ludzkim i jego historią. To dowód na to, że poezja Szymborskiej stanowić może ważny kontekst dla twórczości współczesnych poetów i poetek piszących w duchu ekologizmów.

Na koniec przypomnijmy sobie wiersz Mikrokosmos, który noblistka poświęciła mikroorganizmom. Liryczne „ja” wyznaje w nim: Od dawna chciałam już o nich napisać, / ale to trudny temat, / wciąż odkładany na potem / i chyba godny lepszego poety, / jeszcze bardziej ode mnie zdumionego światem. / Ale czas nagli. Piszę. Wersy te można odczytywać w perspektywie współczesności – wiersze tworzone w czasach świadomego antropocenu stanowią przykład pojawiania się nowych języków, które służą do opowiadania o różnych organizmach tego świata oraz o ich związkach. Fiedorczuk na pewno jest jedną z tych, które tych języków – podobnie jak robiła to wcześniej Szymborska – szukają. Nie oznacza to jednak, że nie można dziś czytać z zainteresowaniem twórczości noblistki. Wiersz taki jak Mikrokosmos może stanowić na przykład świadectwo reakcji na coraz dokładniejsze narzędzia badawcze, które pojawiały się w różnych momentach historii. Kiedy zaczęto patrzeć przez mikroskop,/ powiało grozą i do dzisiaj wieje – wyznawała w tekście podmiotka. Świat, jakże już bogaty w istnienia o przeróżnych rozmiarach, wciąż potrafi zaskakiwać. Powiedzieć, że ich dużo – to mało powiedzieć. Im silniejszy mikroskop / tym pilniej i dokładniej wielokrotnie – a przecież jeszcze niedawno najmniejszymi ze stworzeń wydawały się „jakieś muszki, robaczki”. Osoby piszące współcześnie mają dostęp do coraz to nowszych dokonań nauki, a tym samym innej, bardziej szczegółowej wiedzy na temat czy to żyjących w sąsiedztwie z nami bytów, czy historii naszej niemłodej planety. W kontekście ekoposthumanistyki niezwykle interesująca może okazać się więc obserwacja tego, w jaki sposób kolejne osiągnięcia nauki wykorzystywane będą w tekstach poetyckich czy jak specjalistyczna wiedza koreluje ze światopoglądem mówiących „ja”. Ale to już temat na zupełnie inny tekst.

 

 

Julian Kazberuk

 

Tryptyk wschodni

 

(I)

 

Miałem w rodzinie płaczkę.

Tak widziałem pod powiekami

jak żal przygina babkę,

śpiewają: daj jej wieczne

dłonie znają młode, zielone,

policzone kłosy, a wszystkie

dzieci były roztańczone w trwaniu,

gdy trumna jej siostry wisiała dumna,

pamiętam jak Dj puszczał

anielski orszak (wersja karaoke).

– Kto słucha w 2026 niechaj słucha!

Jak te talerzyki w stypowych barach

czekają okrucieństwem.

– Co jest młody lej.

Leję.

 

(II)

 

Wojny trwają, a mury

wznoszą się pionem

z dwóch stron niewidome

lustro odbija nawet wiatr,

co niesie dźwięk niesłyszalnego:

krzyku i dźwięku bicia

z zewnątrz, gdzie króluje chłód

i głód czekania. Z wnętrza bije

rekultywowane ciepło

– to ten długo podtrzymywany,

palący gęstością płomień.

To tylko echo zwraca mi

mój ujadający głos przepicia,

– Hehe młody też pijesz!

Piję.

 

(III)

 

Mój spotify wrapped połyka czas,

który stał się broną – bronią,

wymierzoną w przestrzeń zieloną.

Cały świat to nowa busola,

a ja ślepy rysuję sobie terytoria

i wygwizduję sutrę. Bo to dzisiaj

zawłaszczamy kulturowo wschód,

więc daj pan panie generale ten kursor

na mapę troszkę dalej – bo tu za skromie.

– Młody! Co ci się ta ręka trzęsie,

jakbyś jej nie przyłożył.

 

 

Schowek

 

Śnię powtórzony sen, w którym zakładam zły but na nie tę nogę.

Zdejmuję go i zakładam zły but na nie tę nogę.

Usłyszałem, że można tak podkreślić własny komizm,

a on mnie ukryje, tak samo jak podczas pisania w trzeciej osobie.

Czy gdy schronię się w potakiwaniach – tych bardzo odległych słowach,

których odległość liczono w wiorstach – to one nie pofruną na tyle wysoko,

że ludzie powiedzą nie brzmią, a może z czasem to zjawisko

małych niemych narracji weszło w swoją partyturę zgiełku

i nie mogę już rozróżnić żadnego dźwięku w polifonii krzyku.

 

 

Bildungsroman

 

Kolejny bieg rozmywa wszystko,

rozciera nawet ślad wiersza,

w który wbiegam i akceptuję

jego utartą teksturę, ten przygaszony,

widmowy kadm na ścianach.

Ten pęd pusto powtarza:

gdy biegasz, zapominasz o Etruskach,

o wielkich pożarach bogini Maat.

Zamiast tego piszesz o ziomeczku,

który wiedzie prym w tym wyścigu

jak o jakimś herosie-hamulcowym.

Bo to trochę tak, że on ciągnie wajchę

do siebie, a jednak pchamy ten wagon

w przód, jakbyśmy wrzucali bieg ducha,

w jego głód. Puf, puf. To jedziem, w końcu

miejscem docelowym są konstelacje,

to w nich znajdę wszystkie te przystanki,

które rozmyłem w biegu.

 

 

Krzysztof P. Mierzejewski

 

Elegia do Zielonej Ziemi

 

Woda była ciemnobrązowa. Miała kolor czarnej herbaty. Brudnobursztynowy. Poczułem strach. Przez most przechodziło jeszcze trochę ludzi, ale nie widać po nich było napięcia. Jak gdyby byli zupełnie nieświadomi. Jakby dla nich nie wyglądało to jak apokalipsa.

– To przez podniesienie się temperatury – powiedział mężczyzna obok, na co ja potaknąłem.

Ale co to właściwie było? Zgnilizna? Martwe plechy i pozbawione życia, galaretowate ciała ryb? Rozpadające się w swoich okrywach włókniste pozostałości skorupiaków? Ciągnące się w rozkładzie mięczaki i mnóstwo tych niewidocznych istot, których życie właśnie zgasło, i które przez swój brak stały się widoczne? Czy ten kolor to był wywar z ich śmierci?

A może jakieś nowe, agresywnie rozprzestrzeniające się algi, które wcześniej wegetowały na jakimś marginesie, nagle zdominowały cały ekosystem, tak, że się zawalił i zanim one same przestały istnieć, przez krótki moment stały się jedyną żywą populacją w całym morzu?

Zdziwiony zauważyłem jednak, że wcale tak nie jest. W połowie drogi przez żelazny most zauważyłem, że w brunatnej wodzie, przy przybrzeżnych skałach, z których ustąpił lód, pływają jeszcze jakieś niewielkie rybki, wielkości płoci. Chciałem krzyknąć, że morze jeszcze nie umarło, że przecież coś tam żyje, a nikt z idących przez most tego nie widzi, ale tego nie zrobiłem. Zrozumiałem, że każdy z idących w tę stronę co ja, ku brzegowi, też to zauważył. Nikt jednak nie wołał. Wciąż żywe rybki w tej wodzie o kolorze śmierci, wyglądały jeszcze straszniej, niż gdyby w zbiorniku zalegał sam płyn. Bulion, ugotowany z życia.

Przed nami widać było lód, nawet całe góry lodowe. Przed dziesiątkami lat musiałbym mieć chyba na sobie puchową kurtkę, tak samo jak ci wszyscy ludzie, którzy też podążali na stację, po drugiej stronie mostu. Ale wszyscy mieliśmy na sobie co najwyżej bluzy albo dość cienkie wiatrówki. Jedna dziewczyna nosiła jeansową kurtkę, taką, którą moja matka nazywała „kataną”. Kiedy przeszedłem już przez połowę długości mostu, dostrzegłem też, że pociąg już czeka. Wagony wyglądały całkiem zwyczajnie, niebieskoszare, z dachem o przekroju spłaszczonego kapelusza jakiegoś grzyba. W każdym razie zawsze mi się z tym kojarzył.

Na końcowym odcinku mostu poraził mnie widok błękitnego jeziora, które właściwie ciągnęło się jak kolejne morze. Było tak czyste i nieskalane, że obudziło we mnie jakiś najpierwotniejszy rodzaj nadziei. Podobno moimi przodkami były zwierzęta, które pewnego dnia wyszły na ląd, a ich dzieci, czy raczej dzieciichdzieciichdzieciichdzieciichdzieci się na nim zadomowiły. Zrozumiały, że na lądzie może nawet da się oddychać i znaleźć pożywienie. Teraz sam stałem przed tym jeziorem, które przypominało mi o dawnym domu istot, które w jakiś niewyobrażalny sposób były ze mną związane i z których podobno się wziąłem. Teraz ja chciałem się zanurzyć i odkryć w tej kałuży czystej wody to, co one odkryły kiedyś, stąpając po ziemi. W przeciwieństwie do nich nie miałem jednak tyle czasu.

Bazaltowe skały nie różniły się za bardzo od powierzchni mostu. Szło się po nich tak samo. Były tak samo twarde, dawały takie samo wrażenie stabilności. Wydawały się jednak cieplejsze. Nie czułem ciepła, ale to, jak widziałem światło słońca ocierające się o ich wybrzuszenia i wlewające się w ich bruzdy, sprawiało, że było w nich coś miłego i przyjemnego.

Nie pamiętam już, po co miałem wsiąść do pociągu. Stał za mną, sapiąc i chrzęszcząc, kiedy maszynista sprawdzał przed odjazdem sprawność mechanizmu. W razie czego mogłem szybko podbiec i wsiąść do wagonu, choćby tuż przed samym odjazdem. Nigdy specjalnie nie przejmowałem się przepisami bezpieczeństwa. Wiadomo, że były trochę na wyrost, a ja dodatkowo nie potrafiłem poczuć, że to, przed czym mają chronić, zagraża także mi. Miałem przecież swoje własne kalkulacje. Odszedłem jeszcze od torów, zbliżając się do krawędzi skał, które tworzyły urwisty brzeg jeziora.

Najpewniej był tam kiedyś lodowiec. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłem na wschodnim brzegu ludzi, którzy w miejscu, gdzie brzeg był niższy, skakali i wchodzili do wody. Było tam nawet trochę lodu, który wyznaczał granicę ich kąpieliska. Nikt nie nurkował pod lodem. Niektórzy mieli na sobie gumowe płetwy i czepki. Z daleka sprawiali wrażenie nowego rodzaju ludzi, idącego za myślą, która pojawiła się także w mojej głowie – że można jeszcze po prostu zanurzyć się w wodzie. Że można jeszcze wrócić.

Ewa ubrana była w pasiasty sweter i ocieplane jeansy z podwiniętymi nogawkami. Włosy splotła w warkocz. Zauważyłem, jak nadchodzi, kiedy półleżałem, opierając się o bazaltową skałę i próbowałem odłamać z niej coś, co wyglądało jak skamieniała odbitka prehistorycznego zwierzęcia, które w momencie śmierci znajdowało się na czymś, co przypominało plechę albo liść. To zabawne, że nawet teraz chciałem to posiadać. Nie wiedziałem nawet, czy to zabronione, bo w końcu nie byłem w swoim kraju, a nawet jakbym był, to takie rzeczy chyba należą do państwa. A przynajmniej rości sobie ono prawo do tego. Tworzy prawo do tego.

– Zobacz, to chyba amonit albo coś w tym rodzaju – powiedziałem w momencie, kiedy prawie udało mi się oderwać tę odbitkę od reszty skały, zupełnie jakby naprawdę była czymś zupełnie odmiennym.

– Dużo tu tego. Cały brzeg jeziora to jakieś skamieniałości – zgodziła się ze mną.

W końcu mi się udało. Sam byłem zaskoczony, bo przecież nie miałem ani narzędzi, ani nadludzkiej siły, żeby odłamywać skały od innych skał. Już samo takie stwierdzenie brzmi jak opis mocy jakiegoś herosa czy półboga. Trzymając w rękach odbitkę, zagłębiałem w niej swoje palce. To było jak forma do odciskania kształtów, puste rowki, z których jakby coś wyparowało. Nasze dłonie spotkały się w jednym z nich, a nasze kciuki stykały się na chropowatej odbitce plechy albo liścia. Spojrzałem jeszcze w górę. Po drugiej stronie jeziora szczyty gór były nagie i czarne, ale za nimi wyróżniał się zestalony błękit góry lodowej.

Kiedy usłyszałem kolejne sapnięcie lokomotywy, stwierdziłem, że jednak wsiądę.  Czułem, że zdążę przed odjazdem.

 

 

Szymon Horała

 

Morze

 

Wykręciłem oko do wnętrza czaszki

Puściłem je w podróż w rejon

Gardła, krtani, cofam

Przełyk. W uszy igiełki

 

Powoli coraz mocniej wbijają się

Na skutek tegonocnych

Pisków, skowytów, alarmów

 

Krwotok zewnętrzny, ciało

Zbrukane czystymi intencjami

Ich efektami, limfa, nafta, krew

Opada i kręci się, wierci wciąż

 

Żywy język między nogami

Ociera się koniuszkiem o

Kostkę, w dół na piętę

 

Ostatnie podrygi dzisiejszego

Słońca stopiły się z

każdym poprzednim dniem

W ruinach rozumu

 

Ostatnie czym karmiło mnie

Niebo nie nadawało się

Do spożycia,

a

jed

nak

 

 

Zde(r)material

 

Urodziłem się czysty i w czystości żyłem. Nigdy nikomu nie podkładałem nóg, jak coś nie mojego znalazłem, to zgłaszałem, że chętnie oddam. Ostatecznie oddałem też to, co moje i co mnie tworzyło. Rozczłonkowałem się i dałem zamiast sznura pereł sznur zębów (przeżartych i niedoleczonych), dałem paznokcie na broszce, rzemyk z własnych włosów. Moje mięso pojedli, z kości szpik wyssali. Sprowadzili mnie do roli czystoastralnego bytu lub subatomowej istoty. Dalej jestem czysty.

 

 

Zagrywanie na pięć lat do tyłu 

 

Wije się psem w

Łóżku pościeli wszech

Wiedzących oczach wszech

Świata całego wpatrzonych

 

Jak dusza ulatuje przez oczy

Usta i nos, pustoszenie

Głowy wietrzenie jak

Pomieszczenia po nocach

Śniące sny o metrach kwadratowych

 

Wyję do dłoni ścian z

Palcem dla oka uchylonym

Drzwi wpuszczają więcej powietrza

Równoważy się stosunek

Tlen dwutlenek

 

Młyn miele nie synteza

Wtapiam się w materac

Ślady tkanek w bawełnie

Rozdrapane resztki spod

Paznokci się sypią

Młyn mielenie synteza

Upłynniam się pod szklanki

Szukając kształtów wygodnych

Nurtów spokojniejszych

Młynmielenie synteza

Przechodzenie w pokoje

Przedpokoje, wieszaki

Rumowiska ze ścian

Młynmieleniesynteza

Pościelenie

Pościelenie

 

 

Postmortem

 

Spojrzeć słońcu w oczy wejść mu

w drogę i cień, od ciem uczyć się

Tańca na chwałę iskier ostrości

dać odejść, dać się zgubić

przestać

 

 

Piotr Dardziński

 

Niebieskie Jordany

 

Ostatnia zima. To, jak idziesz w tych swoich nowych niebieskich Jordanach. Tak pięknych butów nigdy nie widziałaś. Długo na nie zbierałaś, trochę ci dołożyłem. Idziesz, ostatni śnieg topnieje przy drodze. Zostało go jeszcze trochę po bokach, ale zgarnia się go za każdym razem, gdy pada…

Widzę to wyraźnie, tak jak teraz widzę rowerzystę, który musi trochę zwolnić, bo ktoś postawił hulajnogę w poprzek parkowej alejki. Gdybym wówczas wiedział, że to ostatnia nasza zima… Ale nikt nie wie takich rzeczy. Codzienne sprawy, brak uważności podyktowany pędem życia, czymkolwiek, żeby tylko nie być tu i teraz. Co by to wtedy nie było, nie miało szans z tym, co u mnie. Niepowtarzalne. Żadne z twoich miesięcy, tygodni i dni poprzedzających tamten czerwiec nie mogło takie być w moich oczach.

Można przegapić życie, nie tylko z powodu nieuważności.

Nigdy bym się nawet nie zbliżył do takiej myśli, że może to być twoja ostatnia zima. Choć możliwe, że ty już wiedziałaś. Stąd te buty. Dlatego chciałaś wyjątkowej oprawy, oczywiście nie ze względu na buty, tylko na siebie.

Zasługiwałaś na wieczny błysk trwania. Zawsze. Dla mnie jednak ta sytuacja wtedy nie była czymś szczególnym. Ot, normalne, zimowe popołudnie. Siedemnasta w nocy. Gdzieś wychodzisz.

Pytasz się: No i jak te buty?

Ja coś tam kiwam głową, ale głową jestem w innych fabułach.

A, to dobra, odchodzisz, kryjąc smutek z powodu braku zainteresowania twoim światem. Jakbyś dobrze rozumiała, że są inne uniwersa oprócz twojego i to właśnie do nich mi spieszno. Do tych innych narracji, których za cholerę nie możesz zrozumieć, masz dopiero dziewiętnaście lat.

Dziś wiem, czegoś zabrakło. Pauzy, przekierowania myśli, popatrzenia na siebie dłużej… Znalazłem później taki wiersz Kamili Janiak:

 

jeśli wierzyć drzewom, nie mamy się co

spieszyć.

czubek topoli za oknem widział na tyle

dużo,

że radzi nam spokojnie czekać.

zjedzmy więc razem obiad i jeszcze chwilę

popatrzmy na siebie.

 

Jeśli wierzyć drzewom, Zuzia, to tamta chwila położy się cieniem na moich dalszych losach…

Ale daj już spokój, tato! Luz. Nic się nie położy cieniem na twoim dalszym życiu, jeśli teraz mnie uważnie wysłuchasz. To były tylko głupie buty, a ty wjeżdżasz mi tu od razu z wierszem o drzewach, które każą czekać, jeść obiad i długo się patrzeć na siebie. Głupie buty. Nie było dla nich wystarczająco miejsca. Nie było już jak mnie upchać w tobie. I tyle! Inaczej nie umiałeś. Teraz próbujesz nadrobić tamto i jeśli ci to pomaga, okej, choć dla mnie nie ma to już żadnego znaczenia.

Dobra, dość już o tym!          

Powiem ci lepiej, co u mnie: jak żyję, kiedy już nie żyję; kiedy nie mam otwartych oczu i ust. Powiem ci, co można widzieć, gdy jest się takim mną.

 

Łódź, 09.02.2026, godz. 11:45

 

 

Andrzej Leraczyk

 

*** (słuchajcie)

 

słuchajcie

tego wrażliwego chłopca

który dostał nagrodę

za bycie chujem

słuchajcie jego słów

subtelnych i gładkich

z których każde jest

gówno warte

słuchajcie jego

piosenki:

przebacz mi ojcze

mam grzech

 

 

*** (źrenice)

 

ukradkiem

zaglądam ci w oczy

jakbym w dekolt

patrzył

bardziej sobie wyobrażając

niż widząc

źrenice

sutki

 

 

skóra

 

nie jestem opowieścią

jestem plamą

zbiorem plam na twojej skórze

reakcją alergiczną

stary nubuk

niedbale wyprawiona skóra

tropikalnego kota albinosa

twoja skóra

pod którą buzuje brudne mięso

dzikiego źrebaka

 

 

pale blue eye

 

nie przyszedłem się kochać

przyszedłem rozpętać wojnę

spalić twoją wieś

zapomnieć wszystko

nie będzie mi lou reed pieprzył

o „pale blue eye”

nie będzie pojedynczych westchnień

wyrównanych oddechów

spodziewała się tego

 

 

skóra 2

 

jędrek skóra jestem

pusty, źle wydrążona tykwa

stojąca na regale znajomych ojca

przywieziona z kontraktu w libii

wypatroszony karaś, okoń

z tymi zdziwionymi oczami

że już

nie napiszę dzisiaj niczego dobrego

ani złego, bo pusty jestem

blaszana puszka po towocie

 

 

Emilia Gorzel

 

Sfera pozaziemska, odbiór

 

Wydanie Solaryszy Marcina Mokrego (2025) i sformułowanie idei muzyki ambientowej przez Briana Eno (1975) dzieli pięćdziesiąt lat – wystarczająco, żeby paralele między nimi uznać za retrofuturystyczne (ponieważ zarówno Mokry, jak i Eno czerpią z futurystów w równym stopniu) i odnieść je do świata podlegającego nieustannym transformacjom. Czytane na głos wiersze z czwartej książki poety zgrzytają w zębach i brzmią jak zacinająca się płyta. To punkt wspólny z Eno, który w zakłóceniach dźwięku wydawanego przez szwankujące stereo odnalazł nowy sposób słuchania muzyki.

Dla ambientu kluczowe jest napięcie między pustką a pełnią. Na poziomie muzycznym osiąga się je poprzez wykorzystanie w kompozycjach dźwiękowych skrajnych częstotliwości – bardzo niskich albo bardzo wysokich. Tworzą one ramę utworu, pozostawiając równocześnie lukę po obszarze, gdzie zwykle pojawia się melodia i wokal. Użycie takiej techniki pozwala na uzyskanie wrażenia otwartej przestrzeni, a przecież ambient jest z etymologii i definicji: muzyką otoczenia. Utwory zamieszczone w Solaryszach także operują zarówno pełnią, jak i pustką. Teksty gromadzą się na dwóch marginesach – górnym i dolnym. W wolną przestrzeń pomiędzy nimi Mokry wkomponowuje minimalistyczne struktury, literackie partytury, które przerywają ciągłość opowieści ulokowanych nad i pod nimi równanych do lewej, paragrafowych wierszy:

 

Ułożone w konstelacje słowa: audialnie – trzeszczą, a wizualnie – szumią. Przywodzą na myśl, generowany przez różnorodne urządzenia: analogowe, cyfrowe, a nawet generatywne, medialny szum informacyjny, którym interesowano się zarówno w czasach świetności Eno, jak i dziś, gdy pisze Mokry.

W latach sześćdziesiątych Arno Penzias i Robert Wilson odkryli, że szum wychwytywany przez anteny radiowe nie jest prostym zakłóceniem odbiorników, ale elektronicznym odbiciem Wielkiego Wybuchu. Okazało się, że to, co widzimy na ekranie telewizora, kiedy znajduje się w stanie zawieszenia pomiędzy nadawaniem programu a byciem wyłączonym, to echo początku istnienia Wszechświata. Podobną metaforę z powodzeniem wykorzystuje Mokry, czyniąc ze swojego tomu projekt quasisolarpunkowy, w którym wizja rzeczywistości opiera się na połączeniach między ludzkością, technologią a naturą, wpisanych w media cyfrowe od ich powstania – jak biały szum w działanie telewizora:

 

Różanopalca jutrzenka naszej pracy nad światłowodami prowadzącymi do końca. Duszące architektury informacji otwieramy oknami na świat i pytamy czatbota, jak można pomóc mu kaleczyć się o źdźbła, gdy wreszcie poczuje zmęczenie. Zbiory treningowe wyłożymy zbiorami, które będziemy jedli. Niech zakwitnie kwiat. I Michalina, Michalina, Michalina. Mama rozpylona przez płonący po kuchenkach gaz. Tadeusz, którego dawno nie widzieliśmy w łodygach solaryszy, będzie wołał nas po imionach. Anatol. Rozsierdza gniew kwitnący kwit, którym ozdobimy skały narzutowe za tysiąc lat.     

 

Podmiot Solaryszy to zarówno obserwujący przyrodę i rozmawiający z dziećmi ojciec, jak i transhumanistyczna hybryda człowieka, maszyn i kosmosu. Wektor jej rozwoju w toku narracji (bo tom trzeba potraktować jako poemat) kieruje się coraz bardziej w stronę bytu uformowanego raczej na kształt czegoś w rodzaju wielkiej zbiorowości materii niż pojedynczego istnienia. Sugeruje to nie tylko warstwa tematyczna Solaryszy, ale też sposób jej organizacji. Nazwy poszczególnych części: Retencje, Antropiki, Emiter, Migracje i Solarysze, mapują proces transformacji świata (Antropiki-Solarysze), wskazują na próbę zatrzymania przekształceń (Retencje) i zaznaczają nieunikniony charakter zmian (Emiter-Migracje). Tym samym Mokry po części wpisuje w Solarysze również futurystyczną cyberpunkowość: o ile technologia komputerowa i informacyjna nie zniszczy całkowicie świata, jaki znamy, na pewno bezpowrotnie i drastycznie go zmieni. Czy pozostanie w nim miejsce na nadzieję? Wierzę, że tak. Autor Solaryszy pisze przecież z nieskrywanym sentymentem o przyrodzie i człowieku, pomijając w tych fragmentach technologię. Ostatecznie, zamiast apokaliptycznego obrazu zagłady ziemskiej egzystencji, kreuje raczej wizję współistnienia naszego życia z innymi formami bytu – nie zupełnego zniknięcia, ale jedynie zmiany kształtu. Dlatego wierszem otwierającym ostatnią część tomu, tytułowe Solarysze, jest optymistycznie wybrzmiewające Płodzeńe Aleksandra Wata:

 

Na pszestszeńah kosmicznyh, wśrud rodzącyh gwiazd

rozłożymy szpitale i domy rodzeńa,

na psześćeradłah lazuruw ńebieskih

będżemy tryskać kształtami, hwaląc ćę, płodzeńe!

 

Wszak świat jest olbżymią mleczną bryłą

o ńeskończonej liczbie bżuhuw,

gwieźdźistopierśną dojną kobyłą,

ktura karmi kamieńe, rośliny, zwieżęta, ludźi i duhuw.

 

On tryska kształtuw niezliczonośćą […].

 

Transformacja podmiotu z jednostkowego w zbiorowy przeobraża też sposób odczuwania ciała z punktowego w rozproszony. Rezygnujemy z uprzywilejowania zmysłu wzroku na rzecz polisensorycznego odbioru przestrzeni, która może zostać wykorzystana akustycznie – trochę tak, jak byśmy znaleźli się nie na zewnątrz, ale w środku kamery otworkowej, będącej niczym innym, jak rodzajem pudła rezonansowego – jeśli pomyślimy o jej kształcie, a nie pierwotnym przeznaczeniu. Początki nowych mediów wiąże się z fotografią – nie dziwi więc, że to właśnie ona jest w znacznej mierze odpowiedzialna za zmianę percepcji. Zwrot z wizualnego w audialne opiera się nie tyle na użyciu medium dźwiękowego, ile wykorzystaniu mediów wzrokocentrycznych na sposób muzyczny. To, co naprawdę się zmienia, to perspektywa: nie jesteśmy już na zewnątrz wydarzeń, ale w środku nich (eksplorujemy wnętrze camery obscury, oglądając obrazy, doświadczając ich w trójwymiarze, w którym powstają). Akustyczne ujmowanie przestrzeni przybliża nas do zauważenia jej pełnego potencjału, oddalając od jej biernej obserwacji. Migawka aparatu zachowuje się jak cyfrowa powieka, a pierwszym krokiem w stronę transhumanizmu jest moment, w którym fotografik bierze w ręce kamerę. Podmiot Mokrego na początku zdaje się widzieć i pokazywać świat w podobny sposób: jako pocięte, prześwietlone lub niedoświetlone kadry. Szybko władzę przejmuje jednak dźwięk (ptaków, natury-materii, przesyłów danych i pracy urządzeń) i to on wyznacza warunki istnienia tego nowego „ja”.

Podmiot, jako powstała ze wszystkich napotkanych na drodze przemian wielka postcyfrowa materia, sytuuje się dużo bliżej ujęć ekokrytycznych, niż mogłoby się wydawać. Jego byt opiera się na zasadzie zachowania masy i energii, co pozwala wpisać tom w dynamicznie rozwijający się nurt energy studies. To w sytuacji ekokryzysu, również w kontekście węglowego Śląska, z którego poeta wyemigrował, właściwie całkiem pozytywna prognoza. U Mokrego na końcu czekają nas światłowody, kwiaty rosnące bez akumulatorów, druga ręka, kłącze, łącze, kliknięcia, odbiorniki, życie „pośród” i „las porost ludzki”:

 

i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i,   […]   o, o, i, i, i, i, i   […]   i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i   […]   o, o   […]  ‘ , ‘ i, i, i, i i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i, i  […]  o o o o o o o o ……………………..

 

Finał Solaryszy do złudzenia przypomina graficzną interpretację telewizorowego białego szumu w bardzo dużym powiększeniu. Nie twierdzę, że Mokry w Solaryszach odkrył tajemnicę Wszechświata, ale muszę przyznać, że coś w tym znajduję – jeśli nie nagi sens, to konkretne kosmogoniczne wrażenie odbiorcze.

 

Marcin Mokry, Solarysze, Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. T. Karpowicza, Wrocław 2025.   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

AUTORKI I AUTORZY NUMERU:

 

Katarzyna Koza – doktorantka, asystentka w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Zajmuje się ekoposthumanistyką.

 

Julian Kazberuk – poeta, z wykształcenia prawnik, student filozofii, z zawodu bibliotekarz. Laureat nagrody specjalnej w Ogólnopolskim Konkursie im. Jacka Bierezina. Współzałożyciel stowarzyszenia Fundamenty, współtworzy kolektyw organizatorsko-kuratorski Społem fest, współpracuje z grupą teatralną Sedno. Pasjonat literatury, sztuk wizualnych i ich wzajemnych przenikań.

 

Krzysztof P. Mierzejewski – z wykształcenia biolog, student skandynawistyki na UG. Marzy o pracy tłumacza literatury fińskojęzycznej. Pisze prozę i poezję.

 

Szymon Horała – urodzony w Poznaniu, osiadły we Wrocławiu. Publikował m.in. w „Notatniku Literackim”, „składce” i „Fudze”. Z wykształcenia polonista i kulturoznawca, z pasji ornitolog. W ostatnim czasie zainteresowany sound studies, animal studies, a także field recordingiem, który sporadycznie uprawia.

 

Piotr Dardziński – absolwent filozofii i teologii. Mieszka w Łodzi. Były perkusista, obecnie nauczyciel i trener kreatywności. Autor Trucizn, Będzie dobrze i kilku opowiadań.

 

Andrzej Leraczyk – pisarz przed debiutem. Student Studiów Literacko-Artystycznych UJ.

 

Emilia Gorzel – studentka Uniwersytetu Wrocławskiego. Debiutowała tekstem Wenus z obiektywem w „Dzienniku Literackim”. Laureatka Turnieju Jednego Wiersza organizowanego w ramach inicjatywy Las Literatury Księgarni Dosłownej w Lublinie. Miłośniczka beckettowskiego teatru, ambientu i Pomorza.

 

Redakcja ÓSMEGO ARKUSZA ODRY:
Kaja Kędzioł, Zuzanna Madurska, Jakub Famulski, Kamil Figas
Kontakt: osmy.arkusz.odra@gmail.com

 

KWIETNIOWY NUMER „ODRY” 4/2026

HAUSNER: Świat napędzany chciwością • Trumpiści made in Poland

GUGAŁA: Wychodzenie z mgły • MACHEJ: Jerzy Pilch vs Czesław Miłosz

SZACIŃSCY: Rodzina fotografów • Mój wiersz (seria 3): MATYWIECKI

Ameryka na haju • DYMKOWSKI • Poezja: BRZOSKA, HALL i GIMENO

BIELECKI, CZAPLIŃSKI, SŁODCZYK: Sztuka opowiadania o sztuce

 

 

Spis treści 4/2026:

2 ŚWIAT NAPĘDZANY CHCIWOŚCIĄ Z Jerzym Hausnerem rozmawia Piotr Gajdziński

9 Maciej Dymkowski: JAKIEJ TOŻSAMOŚCI POLACY POTRZEBUJĄ

14 Piotr Gajdziński: TRUMPIŚCI MADE IN POLAND

22 Jarosław Gugała: WYCHODZENIE Z MGŁY

30 Jacek Kubitsky: TO NIE JEST KRAJ DLA DON KICHOTÓW

36 Paweł Kwiatkowski: AMERYKA NA HAJU

40 EUROPA BĘDZIE NASTĘPNA Z Andrew Kolodnym rozmawia Paweł Kwiatkowski

43 Piotr Matywiecki: MÓJ WIERSZ

45 Zbigniew Machej: JERZY PILCH I CZESŁAW MIŁOSZ ALBO NIEOBJĘTA POWIEŚĆ

60 Wojciech Brzoska: WIERSZE

62 Łukasz Suskiewicz: PAZ ETERNA

66 Jorge Gimeno: WIERSZE

69 Tomasz Dalasiński: OPOWIADANIA

75 Phil Hall: WIERSZE

80 Ewa Kozłowska: SZACIŃSCY

90 Artur Bielecki: POLIFONIA ROZMÓW

94 Jędrzej Soliński: 1984 POWODY, BY ZNÓW CHODZIĆ DO NORWIDA

97 Lesław Czapliński: POD ZNAKIEM CHOREOGRAFII I PUBLICYSTYKI

100 Rozalia Słodczyk: O SZTUCE OPOWIADANIA HISTORII

104 Marcin Adamczak: ELŻBIETAŃSKI PHARMAKON

107 Jan Miodek: RENESANS SPÓJNIKA ACZKOLWIEK

109 Jacek Sieradzki: EUROPA SIĘ WĘDZI…

112 Marta Mizuro: MIŁO I PRZYJEMNIE

114 Radosław Wiśniewski: NOTATKI Z UNDERGRUNTU

116 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: REFLUKS

117 Mariusz Urbanek: POKOJOWY NOBEL DLA TRUMPA. SUBITO!

NAD KSIĄŻKAMI

119 Ewelina Adamik: NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO „PONIEMIECKIE”

121 Mirosława Szott: POEZJA JAKO NIEŚMIERTELNIK

123 Julia Kardas: DO ZAKOCHANIA JEDEN KROK

125 Joanna Ośka: NA MORZU, WŚRÓD OBCYCH

126 Anna Karczewska: BARDZO DŁUGA ROZPRAWA MIĘDZY

131 W OFICYNIE

132 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

133 SYGNAŁY: NOWY McEWAN, KATASTROFA.DOK, CMENTARZE DOLNOŚLĄSKIE

141 WERNISAŻE

145 8 Arkusz: ZIELONOŚĆ

 

Odrę można czytać także online na www.e-kiosk.pl www.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

MARCOWY NUMER „ODRY” 3/2026

odra– to już 65 lat • Nagroda „Odry” dla Bohdana ZADURY

GADACZ: Kryptofaszyzm Trumpa • SZUBARTOWICZ: W co gra Nawrocki?

MACIEJEWSKA: Od Breslau do Wrocławia • Wielka miłość Gałczyńskiego

BARAN: dziennik i rozmowa • WITKOWSKI: fragment powieści

Wśród MIKROŚWIATÓW • SZPAKOWSKI i DRÓŻDŻ: niezapomniani

 

Spis treści 3/2026:

2   odra    – TO JUŻ 65 LAT

4 NAGRODA „ODRY” 2025

5 Karol Maliszewski: ZAZNACZENIA I SPROSTOWANIA

10 Bohdan Zadura: WIERSZ

12 Bohdan Zadura: HEJ, KOLĘDA, KOLĘDA…

16 Marta Mizuro: SŁOWA UZNANIA

20 Mariusz Urbanek: KRÓTKI KURS HISTORII „ODRY”. CIĄG DALSZY

24 TRUMPIZM, CZYLI PROTOFASZYZM Z Tadeuszem Gadaczem rozmawia Piotr Gajdziński

32 Przemysław Szubartowicz: WIELKA GRA

37 Leszek Waligóra: SEKSMISJA 2.0, CZYLI GDZIE CI MĘŻCZYŹNI?

42 Paweł Kwiatkowski: PIESKI ŚWIAT

49 Beata Maciejewska: ZMARTWYCHWSTANIE MIASTA

58 Wojciech Łuczak: PREDATORZY W AKCJI

64 Józef Baran: Z TYŁU WIDAĆ LEPIEJ

70 WYCIĄGAĆ SIEBIE Z SIEBIE ZA WŁOSY Z Józefem Baranem rozmawia Mirosława Szott

75 Annabelle Despard: WIERSZE

79 Mariusz Urbanek: ALRAUNE, CZYLI DZIEWCZYNKA HAFTUJĄCA ORNATY

85 Marek Zybura: WITOLDA GOMBROWICZA POCZĄTKI NIEMIECKIEJ

85 „WALKI O SŁAWĘ”

92 Michał Witkowski: SUBSTANCJA

101 Marcin Baran: WIERSZE

103 Olgerd Dziechciarz: PALENIE MOSTÓW

112 Ilias Stanekzai: WIERSZE

114 Elżbieta Łubowicz: SZPAKOWSKI I DRÓŻDŻ

120 Elżbieta Binswanger-Stefańska: DOM DOBRY – W PUŁAPCE STEREOTYPÓW

120 LEPSZOŚCI

124 Rafał Augustyn: TRÓJKĄT WENECKI

128 Marcin Adamczak: DOM DOBRY ZA OCEANEM

131 Jan Miodek: OD KSIĘGOWEJ DO BLIŹNIEJ

133 Jacek Sieradzki: Z PACZKOMATÓW PAMIĘCI

136 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: SZLAKIEM TADZIA

NAD KSIĄŻKAMI

137 Andrzej Juchniewicz: JAK UWIEŚĆ CZYTELNIKÓW?

138 Mariusz Urbanek: CZY BÓG JEST? I PO CO?

140 Karol Maliszewski: W SZOPCE, W RUCHU, W LITERATURZE

142 Jerzy Lengauer: ŁASKA PAŃSKA

143 Jarosław Petrowicz: MESJASZ Z DROGÓWKI I OBRYWANIE GUZIKÓW

148 W OFICYNIE

149 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

150 SYGNAŁY: AUTOBIOGRAFIA ATWOOD, HOCKNEY, MIKROŚWIATY W MUZEUM NARODOWYM

157 WERNISAŻE

161 8 Arkusz: ROZRUCHY, VOL. 1

 

Odrę można czytać także online na www.e-kiosk.pl www.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

LUTOWY NUMER „ODRY” 2/2026

Wiersze z UKRAINY: w czwartą rocznicę agresji • SOLSKA o długu

W polityce: SURDYKOWSKI o głupocie, BULSKA o braku zasad

NIAKLAJEU i KUPAŁA: Białoruskie losy • GOMBROWICZ i wydawcy

Deadpool, Batman, indianiści i inne plemiona • GRYNBERG i CHWIN

DOMAŃSKI: Eroticon • Lwowsko-śląskie pejzaże • 8 Arkusz

 

Spis treści 2/2026:

2 Serhij Rybnycki: WIERSZE

5 MIĘDZY POLITYKĄ A MORALNOŚCIĄ Z Dominiką Bulską rozmawia Piotr Gajdziński

12 Jerzy Surdykowski: CUDA NAD WISŁĄ

19 Joanna Solska: BOMBA DŁUGU JUŻ TYKA

24 Robert Kośka: GIEŁDOWY ZAWRÓT GŁOWY

29 Michał Wolski: WAKACJE Z DUCHAMI

37 Krzysztof Mączkowski: INDIANIE ZNAD WISŁA RIVER

43 Henryk Grynberg: ZAPISKI Z JESZCZE JEDNEJ ŻYDOWSKIEJ WOJNY

55 ŻYCIE ALBO NIEPEWNOŚĆ ISTNIENIA I INNE TAJEMNICE Ze Stefanem

47 Chwinem rozmawia Sergiusz Sterna-Wachowiak

64 Tomasz Bąk: WIERSZE

67 Marek Zybura: NIEMIECKIE PERYPETIE DZIENNIKA WITOLDA GOMBROWICZA

75 Olga A. Wiewióra: KUPAŁA I NIAKLAJEU: BIAŁORUSKIE LOSY

77 HISTORIA NIE JEST TYM, CO BYŁO, ALE TYM, CO O NIEJ NAPISANO…

63 Z Uładzimirem Niaklajeuem rozmawia Olga A. Wiewióra

84 Uładzimir Niaklajeu: GAI BEN HINNOM

89 Jolanta Stefko: WIERSZE

91 Antoni Wilgusiewicz: ZE LWOWA NA ŚLĄSK

96 Marta Hożewska: PEJZAŻ

99 Marek Śnieciński: SFERA, KTÓRA WYMYKA SIĘ NAZWANIU

105 Jędrzej Soliński: PLĄDROTEATR PAMELI LEOŃCZYK

108 Marcin Adamczak: SPÓR ILUZJI I MIMESIS

111 Jan Miodek: JESTEŚ SAMOWTÓR, WSZEDŁ SAMOTRZEĆ

113 Jacek Sieradzki: ŚCIEŻKĄ PRZEZ PROZĘ

116 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: NIEDŁUGA ZIMA

117 Mariusz Urbanek: I TY MOŻESZ ZOSTAĆ POLSKIM MADURO

NAD KSIĄŻKAMI

119 Paweł Kuligowski: ENIGMAT BOGA, CZŁOWIEKA I ŚWIATA

121 Karol Maluszczak: Z BRUKU DO DRUKU

123 Andrzej Juchniewicz: RZECZNICZKA POKONANYCH

125 Lesław Czapliński: JULCIA, CZYLI JÓZIO

126 Karolina Kozakiewicz: NAUKA BEZ ZNACZENIA

131 W OFICYNIE

132 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

133 SYGNAŁY: GOSPODZIN W GOSPODZIE, DWA RAZY TYM, FRA ANGELICO

141 WERNISAŻE

145 8 Arkusz: PODSUMOWANIA I PROGNOZY

 

Odrę można czytać także online na www.e-kiosk.pl i www.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

STYCZNIOWY NUMER „ODRY” 1/2026

GRYNBERG: Nowa wojna żydowska • Pułapki myśli: fake i matrix

BONIKOWSKA: Koniec pięknego snu • Rozmowa z CHWINEM

WiP walczący • Niemiec, prawie Polak • Felieton MIODKA (stały!)

Biennale Musica ’25 • WOJTKIEWICZ i ENSOR • Medytacja sztuką

Poezje: KITSCH, ELKINS, GALUS • Proza: JAKŚ JAIJAJSKI

 

Spis treści 1/2026:

KONIEC PIĘKNEGO SNU Z Małgorzatą Bonikowską rozmawia Piotr Gajdziński

8 Paweł Kwiatkowski: FAKE I MATRIX

17 Tomasz Brycki: PUŁAPKI MYŚLENIA

21 Henryk Grynberg: ZAPISKI Z JESZCZE JEDNEJ ŻYDOWSKIEJ WOJNY

32 Wojciech Łuczak: CZESKI SPLEEN

38 Marek Orzechowski: NIEMIEC, PRAWIE POLAK

45 Piotr Gajdziński: WiP W WALCE O WOLNOŚĆ I POKÓJ

46 Adam Chmielewski: ŻĄDANIE NIEMOŻLIWEGO

50 Piotr Czauderna: PRAKTYKA WOLNOŚCI – SZTUKA POKOJU

54 TO JEST INWESTYCJA W NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ Z Matthiasem Polityckim

54 rozmawia Marek Zybura

56 Matthias Politycki: WIERSZ

57 Matthias Politycki: REDUKCJA & TEMPO

62 Ansel Elkins: WIERSZE

65 ŻYCIE ALBO NIEPEWNOŚĆ ISTNIENIA I INNE TAJEMNICE

65 Ze Stefanem Chwinem rozmawia Sergiusz Sterna-Wachowiak

74 Kamil Galus: WIERSZE

76 Alhierd Bacharewicz: POKÓJ KOMAROM

79 Michał Kłobukowski: WYZNANIA MITOCHONDRYKA

81 Jakś Jaijajski: OPOWIADANIA

84 Zofia Żurawska: KSIĘGOWY W SERCU WSZECHŚWIATA

88 Rafał Augustyn: W MROKU GWIAZD

94 Samantha Kitsch: WIERSZE

97 Krystyna Kuczyńska: MEDYTUJĄC SZTUKĄ

104 Marta Mizuro: DZIWNY NIEZNAJOMY

109 Marcin Adamczak: NOWE KINO PARANOI

111 Jan Miodek: „DŻORDAN PARK”, „NAJMS” I HUBERT CLUB W ALTANCE

113 Radosław Wiśniewski: NOTATKI Z UNDERGRUNTU

115 Jacek Sieradzki: QUE SERA SERA

118 Hubert Klimko-Dobrzaniecki: ZEMSTA?

119 Mariusz Urbanek: VETO, ORZEŁ BIAŁY I POSEŁ SICIŃSKI

NAD KSIĄŻKAMI

121 Karol Płatek: PISANE WSTYDEM

123 Karol Maluszczak: DROB(NIC)A I NIEWIELE (WIĘCEJ)

125 Gabriel Leonard Kamiński: POETYCKA SZKOŁA SNU

127 Radosław Wiśniewski: BEZ USTANKU ROZUMIEĆ

128 Wojciech Kaliszewski: W ŚWIECIE BEZ IMIENIA

132 W OFICYNIE

133 POCZTÓWKI LITERACKIE KAROLA MALISZEWSKIEGO

134 SYGNAŁY: D1. PIEŚŃ O AUTOSTRADZIE, MIERZEJEWSKA, LOSY OPERY WROCŁAWSKIEJ

141 WERNISAŻE

145 8 Arkusz: ZJAWY CODZIENNOŚCI

 

Odrę można czytać także online: na www.e-kiosk.pl i www.nexto.pl

 

Wydawcy:
Instytut Książki
Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego

Projekt wydawniczy pod nazwą „Ósmy Arkusz ODRY” w miesięczniku „Odra” dofinansowano przez Miasto Wrocław

Przejdź do treści