Udostępnij:

Dodano:

28.05.2017 11:24

5/2017: OBEJRZEĆ SIĘ NA WIDZA

Jacek Sieradzki

 

Intermedia

 

OBEJRZEĆ SIĘ NA WIDZA

W teatrach stają barykady. Nie, nie na scenie, jako, powiedzmy, dekoracje do Nędzników. W życiu pozascenicznym. Wokół zmian na stanowiskach dyrektorów teatrów – dokonywanych w związku z kończącym się kontraktem i najczęściej w drodze konkursu, czyli w sposób, zdawałoby się, najbardziej cywilizowany – ruszyły potężne batalie. Aktorzy i najbliżsi współpracownicy dyrektorów proklamują, że stoją za swoimi szefami murem. Na co kontrodezwy wydają inni: aktorzy pomijani w obsadach, ale też pracownicy techniczni i administracyjni. Nie pamiętam, a długo żyję, takiej skali emocjonalnych podziałów ludzi teatru na artystów i resztę. Czasem przyjmuje to formę epistolarnych pojedynków między organizacjami związkowymi, których zwykle na terenie teatru działa kilka. Zwaśnione strony wynajmują ekspertów prawnych do analizowania przebiegu konkursów; krzyczą, że pójdą do sądu. Jeśli tak się stanie, zapewni to scenom wiele miesięcy uroczej niepewności, a i bez tego atmosfera zdaje się nader odległa od skupionej, zespołowej pracy twórczej, niezbędnej do produkowania arcydzieł.

Komentować to? Widza interesuje rezultat: takie a nie inne przedstawienie, udany lub nieudany wieczór. Co go obchodzi zakulisowa naparzanka? Tyle że tu idzie o coś więcej, Może nawet o coś fundamentalnego: o model kultury teatralnej.

Dobiegł końca trzyletni kontrakt Pawła Wodzińskiego na stanowisku szefa Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Dyrektor stanął do konkursu na kolejną kadencję i zajął w nim drugie miejsce. Wygrał Łukasz Gajdzis, młody reżyser, ostatnio wicedyrektor w Gnieźnie. Prezydent miasta, dla którego rezultaty konkursu były tylko rekomendacją, przeprowadził rozmowy z obydwoma, po czym mianował Gajdzisa. Zespół wierny Wodzińskiemu już zapowiedział protesty. Co bardziej krewcy zaczęli puszczać w kierunku elekta inwektywy typu chcesz być drugim Morawskim? Wygląda na to, że nieszczęsny Cezary do wianuszka żałosnych ról, które teraz gra i w które sam się wrobił, dołączy jeszcze jedną: będzie dyżurnym młotem na wszystkich nominatów, którzy się komuś nie spodobają.

To jednak kompletnie nie ma sensu.

Sprawa Teatru Polskiego we Wrocławiu to całkiem osobny kaliber. Przez niekompetencję administratorów została zniszczona – dziś już wiemy, że niemal doszczętnie – jedna z najlepszych polskich scen i jeden z największych sukcesów rodzimej kultury. Przy czym, może to Czytelnika zdziwi, miarą tego sukcesu nie jest dla mnie ani poziom wielu powstałych tu inscenizacji – bo je krytykowałem, także na tych łamach – ani nawet nie prestiż otwierania Wycinką festiwalu w Awinionie. Coś zupełnie innego. Niedługo po premierze spektaklu Krystiana Lupy sprawdzając coś na stronie teatru zobaczyłem, że na przedstawienia w dniach 20-21 i 26-27 grudnia nie ma biletów. To są specyficzne dni – weekend przygotowań do Bożego Narodzenia i drugi oraz w tym wypadku trzeci (niedziela) dzień Świąt – kiedy większość scen, także komercyjnych, nie gra w ogóle, bo widownia ma w głowie coś innego niż teatr. Jeśli więc w te właśnie dni dwa tysiące osób postanowiło wybrać się na trudny, wielogodzinny spektakl o stanie współczesnej sztuki i społeczeństwa, to dali tym świadectwo niebywałej, niespotykanej mocy teatru. Powinno się to zjawisko objąć troskliwą opieką, hodować i pielęgnować. A urzędnicy i politycy z rzadkim bęcwalstwem machnęli na nie ręką.

W Bydgoszczy było inaczej. Przed trzema laty Paweł Wodziński zaproponował program, który na własny użytek nazywam artystyczno-akademickim seminarium. Zapraszano widzów na przedstawienia tworzone z reguły przez tandemy reżysersko-dramaturgiczne, podnoszące obiegowe tematy dysput polityczno-kulturowych. Upadek Detroit i płynąca stąd krytyka kapitalizmu. Pamięć historyczna na przykładzie sprawy wołyńskiej. Romowie w Polsce. Kariera Andrzeja Leppera. Tadeusz Kantor i amerykańska awangarda. Wykluczeni. Uchodźcy. Wojny i ich fałszywy obraz w naszych głowach. Post-humanizm i badanie wrażliwości zwierząt. Niespłacone winy kolonizatorów w Afryce. Czyż to nie piękna lista… tematów zajęć fakultatywnych do wyboru przez studentów wydziałów humanistycznych? Wolna wszechnica w Polskim zdobyła sobie niezłą rzeszę wiernych słuchaczy z całej Polski. Nie starczyło ich jednak, by na co dzień wypełniać nawet malutkie, kilkudziesięcioosobowe widownie sceny kameralnej; spora liczba pustych krzeseł na spektaklach, które widziałem, kłuła w oczy.

A miasto szemrało, że ma dość chodzenia na uteatralizowane wykłady, zbyt często doktrynerskie i nudne jak flaki z olejem. Że teatr powinien dbać o różne potrzeby widzów, a nie ćwiczyć ich jak żaków. Hasłem rozszerzenia oferty Łukasz Gajdzis wygrał konkurs.

Pawłowi Wodzińskiemu trzeba oddać, że przez trzy lata prowadził najbardziej konsekwentny programowo, najprecyzyjniej wymyślony od strony idei teatr w Polsce. Tylko czy to jest wartość bezwzględna? Jeśli się chce realizować misję – dydaktyczną, modernizacyjną, akademicką, kaznodziejską – wtedy pewnie tak. Głosimy swoje, idziemy do przodu, szukamy sprzymierzeńców. Ale teatr, zwłaszcza jedyny w mieście, to trochę co innego. Owszem, wciąż można głosić swoje, ale na tych, którym się służy, trzeba do diabła przynajmniej się obejrzeć. Pomyśleć, co im jest potrzebne! Nie tylko nam. Teatr to nie tylko dyskurs i wymiana myśli. To też emocje. To mądre rozluźnienie w sztuce, w dobrej sztuce. To wspólnota. To obcowanie z kunsztem. To dobrze spędzony wieczór. Oczywiście można machnąć ręką, że to jakieś tam ciepełko TKM, czyli teatru kulturalnego miasta, jak to kiedyś ironicznie nazwał Dariusz Kosiński, a my tu mamy rzeczy ważniejsze: swoje debaty i swoje idee. Tylko co z tego, gdy kulturalne miasto przestaje chcieć za nimi gonić?

Sześć lat temu oglądałem Klub kawalerów, starą, konwencjonalną krotochwilę Michała Bałuckiego, jedną z pierwszych reżyserii młodziutkiego aktora, Łukasza Gajdzisa. Nie było w niej nic z bałucczyzny, z pluszowych kanap i nie wietrzonych starych kostiumów. Spektakl szedł w kierunku groteski, poczynając od scenografii Mirka Kaczmarka, lokującej akcję tej komedyjki o kłopotach matrymonialnych wśród manekinów w strojach ślubnych, monstrualnych tortów weselnych i innych, jurniejszych atrybutów pierwszej nocy. Gajdzis, by tak rzec, odpoczciwiał perypetie nieśmiałych żonkosiów i zawziętych (do czasu) sufrażystek, łamał konwencje, włączając do akcji na przykład piosenki od Starszych Panów, ale nade wszystko pozwalał lekko bawić się swoimi postaciami Michałowi Czachorowi, Karolinie Adamczyk, Magdzie Łaskiej. Gwiazdom Teatru Polskiego w Bydgoszczy, bo to tu powstał ten spektakl, choć ja go oglądałem w Brodnicy. Został bowiem zakwalifikowany do prestiżowej akcji „Teraz Polska”, w ramach której teatr dostaje subwencje na obwiezienie wybranego widowiska po miastach, gdzie niechałturniczy teatr zagląda rzadko.

Bydgoski teatr przeżywał wtedy, za dyrekcji Pawła Łysaka, wspaniałą passę. Może w znacznej mierze właśnie dlatego, że dbał o balans i produkując wiele mocnych, prowokacyjnych spektakli (dzieła Mai Kleczewskiej), usilnie pracował nad tym, żeby widz czuł się tu dobrze, bezpiecznie, akceptował i doceniał przekaz. Myślenie Pawła Wodzińskiego było z gruntu inne; pamiętam z nim rozmowę, gdy właśnie zmieniała się dyrekcja, a Teatr pokazywał na Festiwalu Prapremier serię monodramów o epizodach bydgoskich dziejów pisanych dla konkretnych aktorów przez Artura Pałygę. Ja lubiłem ten liryczno-ironiczno-melancholijny cykl a Wodziński mówił, że on nie chce takiego teatru, bo widz z niego wychodzi niczym nie dźgnięty, nie poruszony, nie obudzony, nie zmuszony do refleksji, do zajęcia stanowiska. I rzeczywiście przez całą swą kadencję konsekwentnie owego widza dźgał pytaniami, problemami, prowokacjami, dysputami. Aż dźgany z pokłutą sempiterną zwiał mu z teatru. Przesadzam i żartuję, proszę nie brać tego literalnie. Ale jednak się zżymam, kiedy słyszę – nie od Wodzińskiego, ale od jego obrońców i załamanych współpracowników – że znów magistraccy urzędnicy nie rozumieją nas, artystów. A czy artyści zadali sobie aby na pewno wystarczający trud rozumienia kogokolwiek poza sobą?

 

Dlaczego w tej relacji z bydgoskiego frontu nie ma miejsca na scenę, która zda się oczywista, która powinna zdarzyć się od razu i może by skutecznie, jak to się mówi, deeskalowała napięcie? Puśćmy wodze naiwnej wyobraźni. Dyrektor elekt G. dzwoni do dyrektora W. i mówi: deklarowałem w swoim programie, że cenię wiele z tego, co teatr zrobił w poprzedniej kadencji, nie chcę tego odrzucać. Umówmy się: niech w przyszłym sezonie dwie czy trzy premiery będą kontynuacją dawnej linii i niech to będzie jasno powiedziane widzom. Miłośnicy dotychczasowego praktyki będą mieli swoje, ja rozszerzę ofertę dla innej widowni, a w przyszłości, wolno mieć nadzieję, podziały będą się zasypywać. Najważniejsze, żeby widz przyszedł do teatru i miał do niego zaufanie.

Dlaczego to tylko marzenie ściętej głowy? Niech sobie każdy sam odpowie na to pytanie, wędrując wzdłuż barykad wznoszących się masowo na ulicach, w gabinetach, na widowniach i w salach plenarnych.

Jacek Sieradzki

AKTUALNOŚCI

Dodano: 01.06.2020 11:38

Zasady dotyczące funkcjonowania OKIS w trakcie epidemii COVID-19 w Polsce

Zasady dotyczące funkcjonowania OKIS w trakcie epidemii COVID-19 w Polsce mające na celu zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom i współpracownikom pokaż więcej »

Dodano: 16.03.2020 08:12

Ograniczenie bezpośredniego dostępu oraz kontaktu z biurem OKiS w związku z istniejącym zagrożeniem zakażenia koronawirusem SARS-COV-2

Szanowni Państwo, w związku z istniejącym zagrożeniem zakażenia koronawirusem SARS-COV-2., w trosce o Państwa zdrowie i bezpieczeństwo: ograniczamy bezpośredni dostęp do biur OKiS i wprowadzamy wyłącznie zdalną obsługę naszych współpracowników oraz partnerów w całym Ośrodku Kultury i Sztuki we Wrocławiu. pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 10:00

Zmarł Ludwik Flaszen

Z przykrością przyjęliśmy informację o śmierci Ludwika Flaszena, wrocławskiego wybitnego krytyka literackiego i teatralnego, eseisty, bliskiego współpracownika Jerzego Grotowskiego. pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 09:00

„CZASY ŻYWE” Marzeny Sadochy – premiera

29, 30 października 2020, godz. 19.00, Sala Teatru Laboratorium, Rynek Ratusz 27, Wrocław pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 08:00

Pomiędzy [w dobie Covid 19]/Between [in the era of Covid 19]

30 października - 27 listopada 2020, Galeria FOTO-GEN, pl. bpa Nankiera 8, Wrocław pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 07:00

Premiera LOTERII Stanisława Moniuszki w reż. Roberto Skolmowskiego

30 października 2020, Kudowa Zdrój, wstęp wolny pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 06:00

XIII MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL HAŁDA JAZZ WAŁBRZYCH 2020

31 października - 1 grudnia 2020, Wałbrzych pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 05:00

IMPERATYW

5 listopada - 11 grudnia 2020, Galeria Miejska we Wrocławiu, ul. Kiełbaśnicza 28, Wrocław pokaż więcej »

Zapisz się do naszego newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych (pokaż całość)