Udostępnij:

Dodano:

23.03.2018 11:15

ODRA 3/2018: Adam Chmielewski WINA, GODNOŚĆ I PEDAGOGIKA BEZWSTYDU

Adam Chmielewski

WINA, GODNOŚĆ

I PEDAGOGIKA BEZWSTYDU

 

Sejm, Senat i Prezydent Rzeczypospolitej poparli nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej zabraniającą szkalowania narodu polskiego przez pomawianie go o udział w Holokauście. Prawo to wzbudziło kontrowersje na całym świecie i doprowadziło do antagonizacji Polski z jej coraz mniej licznymi sojusznikami.

Głównym zarzutem, formułowanym zwłaszcza przez społeczności żydowskie na całym świecie, jest to, że nowa ustawa uniemożliwi Żydom ocalałym z Holokaustu oraz potomkom ofiar Holokaustu dawanie świadectwa temu, że cierpienia, jakich doznali, zostały im zadane przez osoby narodowości polskiej. Żydzi postrzegają to jako próbę założenia knebla świadectwu o prawdzie. Do cierpienia, jakiego doznali, dokłada się nakaz milczenia o nim. Chrześcijanie przez wieki zamykali Żydów za murami gett w całej Europie. Teraz polscy chrześcijanie chcą zamknąć słowa o żydowskim cierpieniu za prawnym murem getta milczenia.

 

GETTO DLA SŁÓW O CIERPIENIU

Trudno wyobrazić sobie boleśniejszy cios dla wrażliwości Żydów. Księga Hioba (16, 18) mówi bowiem: Ziemio, nie kryj mojej krwi, iżby mój krzyk nie ustawał! Te słowa zdobią niejeden pomnik pamięci ofiar Holokaustu. Z woli polskiego ustawodawcy ich krzyk ma być stłumiony. Żydzi nigdy się z tym nie pogodzą, ponieważ byłoby to równoznaczne z wyrzeczeniem się słów ich świętej księgi. Ta księga jest też święta dla chrześcijan.

Przyjęta nowelizacja została wzniesiona na konstrukcji złożonej z pojęć „narodu”, jego „niewinności” oraz „godności”. Uzasadnieniem dla ustawowej ochrony moralnej czystości narodu polskiego są hasła zerwania z „pedagogiką wstydu” i odzyskiwania godności narodowej. Ta konstrukcja jest wadliwa. Ułomnością ideologii unoszącej się nad tą ustawą jest kwestionowalne pojęcie „narodu”, niewłaściwe pojmowanie moralnej roli wstydu oraz błędne rozumienie godności. Wadą nowego prawa jest także posłużenie się terminem „fakty”, które jest szczególnie kontrowersyjne.

Polskie getto dla żydowskich słów o cierpieniu ma być zbudowane z faktów. Ustawodawca oparł się na założeniu, że istnieje zamknięty zbiór faktów, którego nie da się już poszerzyć i które wyznaczają granice nienaruszalności godności polskiego narodu. Za tym założeniem wydaje się skrywać wartościujący osąd, zgodnie z którym fakty w niepodważalny sposób stoją po stronie godności polskiego narodu.

Po pierwsze, „fakty” to bardzo ryzykowne pojęcie. Podstawowym przykazaniem metodologii historii jest, że to, jakie fakty wyłowi historyk z oceanu historii, będzie zależało od sieci, jaką sobie splecie. Pod tym względem nauka historii nie różni się od badania natury: jest skazana na teoretyczne przypuszczenia i empiryczne obalenia. Zarazem teorie są inspirowane empirią, zaś obalenia są kierowane przez teorię. Tej samozwrotności nauka, zwłaszcza nauka historii, nie może pokonać, a prawo nie może jej anulować.

Po drugie, ocean faktów jest niezmierzony. Nie istnieje bowiem zamknięty zbiór faktów dostępnych ludzkiemu poznaniu, które wyrażałyby pełną prawdę o minionych zdarzeniach. Prehistoryczna Homerowa legenda o Troi przestała być legendą i stała się zbiorem faktów dopiero w XIX stuleciu. Ten przykład, obok niezliczonych innych, wskazuje, że praca historyka nigdy się nie kończy. Jest tak w przypadku każdego wydarzenia z przeszłości.

Jest to prawda obowiązująca szczególnie w kontekście Zagłady. By znów sięgnąć do księgi Hioba: teraz przemawiają do nas fakty, „rzeczy dokonane”, które jeszcze niedawno milczały przykryte ziemią, zamknięte w bańkach na mleko, spopielone, zamknięte w archiwach. Dzięki pracy badaczy Holokaustu, w tym polskich, zostały one odkopane, odkryte, otwarte i zrekonstruowane. I zaczynają do nas mówić. Informują o tym, czego wcześniej nie wiedzieliśmy.

Po trzecie, prawda o żydowskim cierpieniu wzbogaca się o nowe fakty i będzie nadal się wzbogacać głównie dlatego, że wielu ludziom, zwłaszcza Niemcom, głównym jego sprawcom, mocno zależało na ich ukryciu. Temu służyły piece krematoryjne. Jednak nawet spalone, zostawiły po sobie czytelne ślady. „Fakty” są więc ryzykowne nie tylko z powodu ich nieusuwalnej metodologicznej ambiwalencji, ale także ich zdolności do zmartwychwstawania.

Trzy powyższe argumenty wskazują, że zbiór faktów o Holokauście nie jest zamknięty; ustawodawca nie może więc budować prawa na założeniu, iż tak nie jest.

 

NARÓD JAKO ZBIOROWOŚĆ

W publicystycznych próbach uzasadnienia tej prawno-moralnej konstrukcji dominuje indywidualistyczne rozumienie narodu, które definiuje to pojęcie jako „zbiorowość jednostek”. Jest to rozumienie zbieżne z zawartym w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, która w swoich pierwszych słowach zawiera stwierdzenie: My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej. Jest to inkluzywne rozumienie narodu, oparte na pojęciu obywatelstwa. Obrońcy przyjętego prawa, uznawszy takie rozumienie narodu, mogą przyznawać, że niektóre z jednostek wchodzących w skład indywidualistycznie rozumianego narodu polskiego dokonywały najpodlejszych czynów wobec Żydów: odbierały im życie, niekiedy w nieopisanie brutalny sposób. Indywidualistyczna koncepcja narodu pozwala im jednak zarazem twierdzić, że nawet jeżeli niektórzy członkowie narodu polskiego dopuścili się zbrodni, to fakt ten nie kładzie się cieniem moralnym na pozostałych jego członkach.

Taka obrona tego prawa jest przeciwskuteczna. Jakkolwiek indywidualistyczne pojęcie narodu ma tę zaletę, iż umożliwia twierdzenie o niewinności większości Polaków w stosunku do Żydów w czasie Holokaustu, to jest zarazem obarczone nienaprawialną wadą. Unieważnia bowiem „ilościowy” argument moralny, zgodnie z którym Polacy są najliczniejszą grupą pośród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Obrońcy kontrowersyjnego prawa interpretują to trafne stwierdzenie tak, jak gdyby miałoby z niego wynikać, że pozostała część narodu ma prawo do czerpania szczególnej satysfakcji moralnej z postawy niektórych spośród jego członków. W niektórych interpretacjach można się nawet doszukać sugestii, jakoby liczba bohaterskich Sprawiedliwych równoważyła, a nawet anulowała podłe czyny niektórych innych Polaków wobec Żydów, w tym 60 tysięcy kolaborantów Gestapo. Siła tego argumentu słabnie również wobec faktu, że na liście Sprawiedliwych wśród Narodów Świata jest sześciuset Niemców. Jeżeli z tego faktu nie może wynikać zwolnienie z winy pozostałych Niemców, to z podobnego zwolnienia nie mogą korzystać również Polacy, którzy dokonywali przestępstw wobec żydowskich sąsiadów.

Jeżeli indywidualistyczno-agregacyjne rozumienie narodu ma tę zaletę, że nie pozwala na przenoszenie winy niektórych członków narodu na pozostałych, to zarazem ma tę wadę, że nie pozwala również na przenoszenie zasług moralnych niektórych członków tak rozumianego narodu na pozostałych. Z punktu widzenia indywidualistycznego rozumienia narodu nosicielem zasługi, godności i winy mogą być tylko poszczególne jednostki. Tak pojmowane pojęcie narodu redukuje się do propagandowego zaklęcia lub, w najlepszym razie, metaforycznego skrótu.

 

NARÓD JAKO CAŁOŚĆ

Aby obrona przyjętego prawa miała większy sens, musiałaby szukać wsparcia w esencjalistyczno-holistycznym rozumieniu pojęcia narodu. Polski naród w tym znaczeniu odnosiłby się do unikatowej ponadindywidualnej substancji, w której każdy Polak miałby jakoś uczestniczyć, a jego polskość wynikałaby z jego udziału w owej narodowej substancji. Takie rozumienie narodu jako uzasadnienie kontrowersyjnego prawa byłoby jednak nie tylko przeciwskuteczne, ale i niebezpieczne.

Byłoby przeciwskuteczne dlatego, że jeżeli obrońcy tego prawa przyznają, iż byli Polacy, którzy dopuścili się zbrodni na Żydach, to z konieczności muszą zarazem przyznać, iż ich czyny nie pozostały bez wpływu na jakość owej ponadindywidualnej substancji narodowej. Musieliby przyznać, że podłe czyny indywidualnych Polaków zatruły moralnie tę narodową substancję, a tym samym cały naród i wszystkie jego części składowe. Co więcej, sam fakt, iż niektórzy Polacy okazali się zdolni do skrajnej ludzkiej podłości, można by odczytywać jako świadectwo skażenia złem samej tej ponadindywidualnej substancji narodowej. Gdyby ustawodawca posłużył się esencjalistycznym pojęciem narodu, nie zaś indywidualistycznym, to wówczas realizacji jego intencji sprzyjałoby raczej przyjęcie prawa nakazującego ujawnianie i ściganie tych części składowych narodu polskiego, na których, z racji popełnionych przez nich zbrodni, spoczywa wina moralnego zatrucia jego substancji. Byłoby to niezbędne w celu jej moralnego oczyszczenia.

Uzasadnienie przedmiotowego prawa, oparte na odwołaniu się do substancjalnego rozumienia narodu, byłoby jednak również niebezpieczne. Niebezpieczeństwo to ma źródło w tym, iż brzmiałoby niepokojąco analogiczne do pojęcia Deutsches Volk, którym posługiwali się nazistowscy ideologowie niemieccy, właściwi inicjatorzy i sprawcy Holokaustu, motywowani dążeniem do anihilacji narodu żydowskiego, Vernichtung des jüdischen Volkes i zniewolenia narodu polskiego. Tym, co upodabnia takie rozumienie narodu polskiego do nazistowskiego, jest to, że w owej ponadindywidualnej substancji polskości nie może uczestniczyć nikt inny. W przeciwieństwie do indywidualistycznego esencjalistyczne rozumienie narodu jest rasistowskie i ekskluzywne, ponieważ pozwala odmawiać polskości innym, zwłaszcza Żydom, który byli i są obywatelami państwa polskiego. Odmówienie im polskości to pierwszy krok w kierunku odmówienia im innych praw. Jakkolwiek jest to asocjacja, której obrońcy tej nowelizacji z pewnością woleliby uniknąć, to w obecnych debatach to rasistowskie rozróżnienie na Polaków i Żydów funkcjonuje nawet w słowach przedstawicieli państwa polskiego, wzniesionego na obecnie obowiązującej inkluzywnej Konstytucji.

 

WSTYD I MORALNOŚĆ

W naukach pedagogicznych wzbudzanie poczucia wstydu jest często przedmiotem krytyki. Wskazuje się mianowicie na szkody, jakie poczucie wstydu wyrządza w swobodnym rozwoju jednostki. Istotnie, wstyd tłumi poczucie własnej wartości i osłabia zdolności twórcze. Człowiek, który wstydzi się siebie samego i za siebie, tego, kim jest, swojego wyglądu, swoich myśli, swoich celów, nie ma śmiałości, aby powiedzieć to, co myśli, uczynić to, co chce, zaprotestować, gdy uważa, że tak należy. Wstyd skłania do mimikry, naśladownictwa, przeciętności i potulności. Odbiera ludzkiej istocie jej poczucie sprawczości i jej zdolność do samodzielnego działania.

Krytyka pojęcia wstydu pomija jednak jego kluczową rolę w rozwoju moralnym człowieka. Gdy odczuwam wstyd, znaczy to, że jestem świadom, iż zaniedbałem swoją powinność, nie wywiązałem się z tego, co było moim obowiązkiem, nie dorosłem do oczekiwań stawianych mi jako człowiekowi, że powinienem był się starać bardziej, niż to uczyniłem. Wstydzić się znaczy mieć świadomość, że zasłużyło się na naganę lub karę. Celem zawstydzania nie jest karanie jednostek kary za popełnione złe uczynki, lecz wpajanie im przeświadczenia, że złych uczynków nie należy popełniać. Wstyd więc ma siłę edukacyjną, wychowawczą i motywującą. Nade wszystko wstyd ma siłę moralną: hamuje bowiem ludzką podłość, ponieważ podłość nie zyskuje aprobaty w oczach innych ludzi.

Bezspornie przesadna skłonność do wstydu działa obezwładniająco na człowieka. Lecz brak zdolności do odczuwania wstydu, skłaniając do samozadowolenia, działa nie mniej obezwładniająco: człowiek niezdolny do odczuwania wstydu z powodu własnych niedociągnięć i postępków nie zna także poczucia winy i popada w nie mniej destrukcyjne samozadowolenie, tracąc motywację do poprawy i doskonalenia.

 

WINA I GODNOŚĆ

Zasadność nowelizacji ustawy o IPN należy rozważyć także w świetle istotnego elementu, który pojawił się w toku polskiej dyskusji na ten temat. Elementem tym stało się jednoznaczne, ponowne publiczne uznanie niemieckiej winy za Holokaust przez niemieckiego ministra spraw zagranicznych Sigmara Gabriela oraz kanclerz Angelę Merkel.

Publikacja oświadczenia oficjalnych przedstawicieli Niemiec nie rozwiązuje jednak problemu polskiej ekonomii emocjonalnej, wykreowanej przez zaproponowane prawo. W mniemaniu obrońców problematycznej nowelizacji oświadczenie to nie uczyniło tej legislacji bezprzedmiotową. Nie poprawiło także sytuacji intelektualnej tych, którzy chcą nie dopuścić, by mówiono o winie jakiegokolwiek Polaka. Stało się tak dlatego, że ponowne uznanie niemiecki winy za Holokaust przez wysokich przedstawicieli państwa niemieckiego, w tym przez potomka nazisty, okazało się aktem godności sprawcy zła.

Przyznanie się do winy nie jest jedynym sposobem obrony godności sprawcy. Jest jednak najważniejszym, jaki ma do dyspozycji. Gdy sprawca zaprzecza swojej niepodważalnej winie, dokonuje aktu samoponiżenia. Czyniąc tak, sprawia, że będąc potępiony za wyrządzone zło, sam siebie skazuje na dodatkowe dwie kary: na poniżenie w oczach innych oraz w oczach własnych. Zaprzeczając swej winie, do występku dołącza świadectwo własnej deprawacji i demoralizacji.

Wiedzie to do wniosku, że integralną częścią podmiotowości ludzkiej jest umiejętność przyznawania się do porażek moralnych – do winy. W tym tkwi ludzka godność – w szczerości wobec innych i siebie. Dlatego godność i odpowiedzialność są częścią ludzkiej podmiotowości.

 

POLSKA NIE-PODMIOTOWOŚĆ I OŚMIELANIE PODŁOŚCI

Ludność polska nie była podmiotem zdarzeń II wojny światowej. Była ich przedmiotem. Nie wykazała się podmiotowością także później, gdy nie chciała dopuścić do uznania tej cząstki winy, jaką zgodnie z faktami można by przypisać niektórym spośród jej członków. Obecna państwowo-prawna próba niedopuszczenia do tego, aby ktokolwiek miał możliwość mówienia o polskiej winie, nie jest aktem obrony godności ludności polskiej. Jest kolejnym aktem unikania podmiotowości, a tym samym jest uchylaniem się przed szansą odzyskania godności, jaka pojawia się wskutek otwarcia się na rozmowę o możliwej winie i odpowiedzialności któregoś z naszych przodków.

Nie byliśmy podmiotami moralnymi w czasie II wojny światowej. Dziś, popierając tę nowelizację, dowodzimy, iż nadal chcemy unikać podmiotowości. Polityczne i społeczne poparcie dla środków prawnych, które ostatecznie mają temu służyć, jest najbardziej dramatycznym aktem ucieczki przed podmiotowością.

Uświadamiając sobie sens uznania niemieckiej winy przez Niemców, nie możemy nie dostrzegać w nim godności. Chcąc bronić swojej godności za pomocą chybionego prawa, sami ją sobie odbieramy. Nikt tak bardzo nam tego nie uświadamia, jak uczynili to niemieccy dostojnicy. Ich zachowanie pokazało nam, że oni, potomkowie sprawców zła, mają większą zdolność do godności niż my, którzy chcemy jej bronić.

Wina Niemców za Holokaust nie podlega zakwestionowaniu. Obrońcy kontrowersyjnej nowelizacji prawa o Instytucie Pamięci Narodowej nie uznali, że niemieckie potwierdzenie swej winy unieważnia sens tej nowelizacji. Żaden z nich jednak nie wykorzystał tej sposobności, aby wskazać, że na Niemcach spoczywa nie tylko wina za Holokaust. Spoczywa bowiem na nich jeszcze jedna wina. Kluczem do zrozumienia tej drugiej winy jest ważka prawda moralna, która głosi, że wstyd hamuje ludzką podłość, podły przykład zaś ludzką podłość ośmiela i ujawnia.

Mimo nikczemności antysemityzmu Polaków przed II wojną światową, mimo niechęci i nienawiści do Żydów, rozmaitych incydentów antyżydowskich, ówczesnej sytuacji nie da się porównać z morderczym zachowaniem licznych Polaków, którego się dopuszczali na Żydach wraz z momentem agresji niemieckiej na Polskę. Przed niemiecką agresją Polacy mieli dość wstydu, który zazwyczaj, choć nie zawsze, hamował ich zachowania w stosunku do Żydów. Winą Niemców, którzy dokonali agresji na państwo polskie, jest to, że dali przykład, który ludzką podłość w niektórych Polakach ośmielił i wyzwolił.

 

PEDAGOGIKA BEZWSTYDU

Zadaniem moralnym człowieka jest wykorzenianie podłości z własnej duszy, a przynajmniej panowanie nad nią i nieujawnianie jej. Albowiem własnej podłości należy się wstydzić, nie zaś dawać jej upust. Forsowane prawo jest nie tylko źle skonstruowane. Jest ono także moralnie złe, dlatego że obecnie dla niektórych Polaków stało się przykładem, który ponownie zwolniwszy hamulec wstydu, na nowo ośmielił antysemityzm i wyzwolił nienawiść do Żydów.

Obrony godności nie da się pogodzić z ośmielaniem podłości. Stając w obronie godności narodu, przedstawiciele polskiego państwa uprawiają pedagogikę bezwstydu.

Adam Chmielewski

AKTUALNOŚCI

Dodano: 05.09.2018 14:23

WE WRZEŚNIOWYM NUMERZE „ODRY”

ŁUKASZ TURSKI: Jak uczymy dzieci • SURDYKOWSKI o wolności SZKOŁA: Jerzy Stempowski i jego dzieło • URBANEK o prof. Weiglu POKOJSKA: Koło ratunkowe N. Ní Dhomhnaill • CITATI: Ulisses Polscy pisarze w Norwegii • SIERADZKI: Polityka historyczna pokaż więcej »

Dodano: 17.09.2018 06:00

HORTE! – instalacja i performans Tomasza Domańskiego

20 września 2018 i 21 września 2018, godz. 11:00, 13:00, 15:00, 17:00, Centrum Sztuki WRO, ul. Widok 7, Wrocław pokaż więcej »

Dodano: 17.09.2018 05:15

Uwaga, uwaga, tu Obywatelka! Spektakl muzyczny Karoliny Micuły

21 września 2018, godz. 19:00, Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, Rynek 39 pokaż więcej »

Dodano: 17.09.2018 05:00

Wystawa e-Glass 2017. Kulturowe Złoto Dolnego Śląska we Lwowie

21 września – 6 grudnia 2018 | Wernisaż: 21 września 2018, godz. 17.00 | Muzeum Szkła we Lwowie, Rynek 2 pokaż więcej »

Dodano: 17.09.2018 05:00

Negocjowanie tożsamości. Między realnym a wirtualnym w fotografii XXI wieku

24 sierpnia 2018 – 12 października 2018, Galeria FOTO-GEN, pl. bpa Nankiera 8, Wrocław, wernisaż: 24 sierpnia 2018, godz. 18.00, oprowadzanie kuratorskie: 22 września 2018 o godz. 12:13 pokaż więcej »

Dodano: 15.09.2018 06:30

Collegium Musicum. Patrząc na obraz, słyszę muzykę.

15 września 2018, godz. 16.00, Klub Muzyki i Literatury, pl. Kościuszki 10, Wrocław, wstęp wolny pokaż więcej »

Dodano: 14.09.2018 07:00

WRZEŚNIOWE POKAZY SPEKTAKLU POSTAĆ DNIA TEATRU POLSKIEGO – W PODZIEMIU

14-15 września 2018, godz. 18:00 16 września 2018, godz. 19:00 Sala Laboratorium, Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Rynek Ratusz 27, Wrocław (Przejście Żelaźnicze) pokaż więcej »

Dodano: 13.09.2018 09:05

75. ANTYKABARET DOBRY WIECZÓR WE WROCŁAWIU

13 września, 19:30, Vertigo Jazz Club & Restaurant pokaż więcej »