Udostępnij:

Dodano:

16.10.2018 10:56

Odra 10/2018: Radosław Wiśniewski NOTATKI Z UNDERGRUNTU ALBO SŁOWO PRZECIW PROMOCJI CZYTELNICTWA

Radosław Wiśniewski

 

NOTATKI Z UNDERGRUNTU

ALBO SŁOWO PRZECIW PROMOCJI CZYTELNICTWA

 

Twój język cię zdradza!”

(tak powinien brzmieć jeden z wersetów Dobrej Księgi, ale co dziwne, nie ma takiego zdania)

 

1.

Nie lubię dyskusji w czasie imprez literackich. Zawsze tłamsi je ograniczony czas podzielony przez ilość zaproszonych gości, z których każdy chciałby zabrać głos, żeby nie okazało się, że wziął pieniądze za nic. Zazwyczaj to oznacza, że gdy jest pięć czy sześć osób, to każda może odezwać się dwa, góra trzy razy i dorzucić ze dwa zdania w nawiązaniu do czyjejś wypowiedzi. Takie są brutalne prawa statystyki. Tak się złożyło, że zostałem zaproszony w ramach jednego z wydarzeń literackich w Polsce tej jesieni do dyskusji na temat „czy potrzebna nam promocja czytelnictwa?”. Układałem sobie w myślach dwie, trzy sensowne wypowiedzi które trzeba będzie dopasować do biegu dyskusji i uznałem, że w zasadzie wystarczy jedna wypowiedź, za to obszerna, która otworzy i zamknie dyskusję. Co więcej – ponieważ dyskusja będzie miała miejsce w końcu września, a ten tekst ukaże się na początku października, to pomyślałem, że nie stanie się nic złego, jeżeli to wszystko, co chciałbym wypowiedzieć w dyskusji, dla bezpieczeństwa wypowiem na papierze i  po części zachowam dla potomności. Tym bardziej że dyskusja potoczy się swoją drogą, a ja chciałbym zwrócić uwagę na rzecz, która w jej ferworze może mi umknąć. Otóż czasami nawet nie waga merytoryczna argumentów, ale język, jakimi są formułowane, mówią więcej o problemie. I jeżeli diagnoza zostanie postawiona przy użyciu niewłaściwych pojęć – nie ma możliwości, by znaleźć prawidłowe rozwiązanie problemu. Wydaje mi się, że tak właśnie jest i tym razem. W związku z tym odpowiedź na pytanie, czy potrzebna nam jest promocja czytelnictwa, w moim odczuciu zawiera się w gromkim: „Nie!”. I to wcale nie dlatego, że uważam, że zupełnie nic nie ma do zrobienia wokół książek, tekstów i ich recepcji, legitymizacji w społeczeństwie. Oczywiście rozmaite formy wspierania istnienia literatury, obecności książki, słowa pisanego są niezbędne, ale nie promocja czytelnictwa, bo to nie jest dobre sformułowanie i trochę nie ma sensu. Nie jest potrzebna chociażby dlatego, że mimo przeprowadzenia wielu akcji pod hasłem promocji czytelnictwa, ba, nawet czytelnictwa poezji – czytelnictwo wciąż spada, a szczególności spada czytelnictwo literatury, o poezji nawet nie wspominając. Być może złe postawienie problemu ma coś wspólnego z marnymi efektami realizacji strategii. Nie jest to nic pewnego, chociaż mnie się wydaje całkiem prawdopodobne.

 

2.

„Twój język cię zdradza!” – Biblia powinna zawierać takie zawołanie, a jeżeli nie Biblia to jakaś inna prorocza księga. To, jak się mówi, zawiera czasem więcej informacji niż to, co się mówi. Czyż nie? Jeżeli bliżej przyjrzeć się temu, jakie zaplecze wprowadza do rozmowy o literaturze zbitek słowny „promocja czytelnictwa”, okaże się, że słownictwo związane z obrotem towarowym, marketingiem, sprzedażą i handlem. I warto przy tym zwrócić uwagę, że nie chodzi tutaj jednak o promocję literatury, kultury, ale czynności czytania; chodzi o to, żeby dużo ludzi czytało. Cokolwiek. To zrozumiałe, ludzie dużo czytający cokolwiek są idealnym klientem, można im wciskać byle co, w dużej ilości i ogłaszać sukces. Ostatecznie czytelnictwo rośnie. Co z tego, że książek kucharskich. Miał być wynik? No i jest! Promocja to przecież nakłonienie nabywcy, aby nabył, a skoro nabędzie, aby nabywał znowu i znowu. Pytanie, czy naprawdę o to chodzi? To pytanie zasadne nie tylko dlatego, że jakoś trudno się nie zgodzić, że zaczynamy bardziej myśleć w kategoriach obrotu towarowo-pieniężnego, a nie o synergii i wymianie idei. Także dlatego, że samo czytanie nie przynosi łatwych, prostych korzyści. Nie można powiedzieć np.: przeczytałem i dostałem lepszą pracę, podwyżkę, zwiększyłem marżę, lepiej trafiłem w target. Nie pomoże też czytelnictwu przekonywanie, że jest ono konieczne dla gospodarki opartej na wiedzy. Zaraz bowiem okaże się, że chodzi wyłącznie o czytelnictwo podręczników programowania albo instrukcji obsługi pojazdów małolitrażowych. Oczywiście poziom czytelnictwa jakoś dziwnie jest skorelowany dodatnio z ogólnym poziomem kreatywności społeczeństwa, ale czyta się nie po to, by wspierać gospodarkę opartą na wiedzy. Czyta się po to, żeby czytać. Tak jak uzasadnieniem dla uprawiania nauk podstawowych nie jest fakt, że z obserwacji tego, jak nocne motyle próbują zmylić nietoperza, wyrosła inspiracja dla systemów walki radioelektronicznej AWACS. Tak było, ale uzasadnieniem dla nauki i zdobywania wiedzy jest głód wiedzy i potrzeba poznania, a nie jedno czy drugie zastosowanie wyników jakichś badań. Setki innych wyników nie znalazły praktycznej, utylitarnej aplikacji, a jednak posunęły naprzód naszą wiedzę, na przykład o owadach. I działo się to dla wiedzy samej. Tak samo obcowanie z kulturą, sztuką, literaturą jest ważne samo w sobie, a nie ze względu na mniej lub bardziej utylitarne korzyści, jakie z tego odnosi państwo, społeczeństwo. Lepiej się żyje wśród ludzi kulturalnych; obcowanie z kulturą i sztuką oraz ludźmi, którzy z nimi obcują, jakoś współgra z wieloma innymi pozytywnymi cechami rozwoju społecznego w długim horyzoncie czasowym, to prawda. Ale nie ma bezpośredniego sprzężenia. I nie o to chodzi.

 

3.

Być może trzeba by wyrzucić z naszej optyki samo „czytelnictwo”, jako coś, czemu należy się wsparcie. Czy czytelnictwo na poziomie Paolo Coehlo lub Stephanie Meyer musi doprawdy być czymkolwiek wspierane? A jeżeli tak, to po co? Co takiego zyskuje społeczność z przeżuwania nieświeżej papki? Może zamiast czytelnictwa należałoby wspierać po prostu literaturę w różnych jej przejawach? I dalej – jeżeli uznamy, że kultura, w tym literatura, nie tyle jest towarem (chociaż nim bywa), ile przede wszystkim jest dobrem, to możemy się zastanowić, co z tego wynika. Towar należy sprzedawać, reglamentować, wyceniać oraz – a jakże! – promować. Dobrem ogólnym należy się dzielić i je upowszechniać, czynić dostępnym, zachęcać do jego pomnażania. Zatem może nie brakuje nam „promocji czytelnictwa”, lecz „upowszechniania dóbr kultury”, w tym także literatury. Niby nic, a jednak zmienia optykę. Upowszechnianie zakłada aktywność nadawcy i jego ruch w kierunku odbiorcy, promocja zakłada, że jak się wypromuje, to ludzie, nabywcy sami się pojawią. Na przykład na festiwalu, spotkaniu, raucie, wręczaniu. Moim skromnym zdaniem jednym z efektów promocji czytelnictwa i braku upowszechniania literatury są coraz bardziej dęte gale, coraz bardziej wypasione i liczne nagrody literackie, przy równoczesnej atrofii życia literackiego. To sprawia że ledwie kilka – kilkanaście kilometrów od miejsca wręczania nagrody czy wielkiego festiwalu literackiego na spotkanie autorskie nawet całkiem znanego autora czy autorki przychodzi pięć, sześć osób. Symbolicznym wydarzeniem w dziejach stopniowej zmiany paradygmatu wsparcia publicznego dla inicjatyw literackich było utrącenie w 2009 roku przez Instytut Książki z założenia multilokalnego, transregionalnego festiwalu „Cztery pory książki” na rzecz kolejnych festiwali w puchnącym od nich Krakowie. To nie była przyczyna, ani końcowy akt katastrofy, nie. To było jedno z wielu zdarzeń w logicznym ciągu. Skutek tego ruchu był taki, że zamiast wianuszka lokalnych, bardzo czasem dziwnych koalicji na rzecz literatury rozsianych po rozmaitych miejscowościach wybrano jedną dużą imprezę, no może dwie, osadzoną w mieście, które i tak nie ma problemu ani z dostępem do literatury, ani z jej odbiorem. Kłopot polega na tym, że na najświetniej wypromowaną imprezę we Wrocławiu czy Krakowie nie przyjedzie czytelnik z Sycowa, Świdnicy czy Mszany Dolnej z prostego powodu – ostatnim pismem literackim, jakie mógł przeczytać i to nawet nie ten dzisiejszy czytelnik, ale jego starszy brat był zamknięty  w 1998 roku „Nowy Nurt” i są to całe rejony Polski, które pozostają poza zasięgiem literatury od lat. I trzeba te połączenia odbudować od podstaw. Obawiam się, że jeżeli będziemy ciągle gadali o promocji czytelnictwa, a nie upowszechnianiu literatury – to się nie zdarzy.

Radosław Wiśniewski

 

 

AKTUALNOŚCI

Dodano: 09.12.2018 15:26

Międzynarodowe Seminarium Translatorskie „Tłumacze bez Granic”

od 9 do 16 grudnia 2018 w Zamku na wodzie w Wojnowicach koło Wrocławia. pokaż więcej »

Dodano: 04.12.2018 12:40

W GRUDNIOWYM NUMERZE „ODRY”

Po wyborach: GAJDZIŃSKI, ALBERSKI • Ze STĘPNIEM o sądach ORZECHOWSKI: Mistrz i Małgorzata (Merkel) • O Lwowie z Londynu CITATI: Cisza i otchłań • Francuskie reminiscencje: Barthes, Ribot, Cendrars SCHUDY: Przyroda a literatura • Być artystą w Polsce: DWURNIK • MOORE • SENDECKI • AUGUSTYN • 8 Arkusz: Pocztówki literackie 2018 pokaż więcej »

Dodano: 10.12.2018 13:00

GÓRNICZA ORKIESTRA DĘTA W SZCZAWNIE-ZDROJU

10 grudnia 2018, godz 15:00, Dom Zdrojowy Szczawno-Zdrój, wstęp wolny pokaż więcej »

Dodano: 10.12.2018 08:16

Koncert poświęcony pamięci Jana Kaczmarka

10 grudnia 2018, godz. 19.30, Kawiarnia Literatka, Rynek 56/57, Wrocław, wstęp wolny pokaż więcej »

Dodano: 10.12.2018 08:15

„Szlak do wolności 25 lat Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej”

11 grudnia 2018, godz. 18.00, Miejski Ośrodek Kultury w Nowej Rudzie, ul. Strzelecka 2A, Nowa Ruda pokaż więcej »

Dodano: 10.12.2018 08:10

Spotkanie promujące książkę i wystawę „Tomasz Domański. Pomniki Czasu”

12 grudnia 2018 (środa), godz. 18.30, OP ENHEIM, Plac Solny 4, Wrocław, Salon Herz, 5. piętro, Wstęp wolny! pokaż więcej »

Dodano: 10.12.2018 08:00

78. Antykabaret Na Biegunach – Dobry wieczór we Wrocławiu

13 grudnia 2018, godz. 19:30, Vertigo Jazz Club&Restaurant, ul. Oławska 13, Wrocław pokaż więcej »

Dodano: 10.12.2018 07:50

Wystawa malarstwa Witolda Liszkowskiego „Moje Struktury”

Otwarcie wystawy i spotkanie z artystą 14 grudnia 2018 roku, godz. 18.00 14 grudnia do 23 grudnia 2018 Centrum Kultury Zamek, plac Świętojański 1, 54-076 Wrocław pokaż więcej »