Udostępnij:

Dodano:

22.06.2017 11:01

6/2017: POLITYKA I WRAŻLIWOŚĆ

Umarł Tomasz Burek, krytyk literacki. Krytyk o dużych ambicjach i ważkich dokonaniach. Jego wzorami byli Brzozowski i Irzykowski. Urodzony w roku 1938, ukończył dziennikarstwo. Działalność krytyczną rozpoczął w latach sześćdziesiątych i od razu jego głos się liczył. Jego trybuną był miesięcznik „Twórczość”, dla opinii literackiej szczególnie miarodajny. Pisał o Andrzejewskim i Miłoszu, o Gombrowiczu i Różewiczu, Parnickim, Iwaszkiewiczu Buczkowskim, Herbercie. Był współautorem podręcznika literatury polskiej XX wieku wydanego przez Instytut Badań Literackich, w którym pracował. To on początek naszej nowoczesności cofnął do roku 1905. Z końcem lat siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych brał udział w ruchach opozycyjnych. Podpisał list w sprawie konstytucji, wykładał na tzw. „latającym uniwersytecie”. Wydał ważne książki krytyczne. W ostatnich miesiącach przed śmiercią wyszedł bardzo interesujący monograficzny numer „Toposu” poświęcony jego osobie, w związku z przyznaniem mu przez to pismo honorowej nagrody „Mistrz”. Otrzymał też medal Gloria Artis, a pośmiertnie prezydent Andrzej Duda odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Na tegoroczną Wielkanoc nie dostałem już od niego kartki, a przecież od tylu lat wymienialiśmy życzenia świąteczne.

Dawno poznałem Tomka, gdzieś na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, chodziliśmy wtedy, pamiętam, przez wiele godzin po Warszawie, rozmawiając, a Tomek mówił o tym, jakie na nim wrażenie w 1956 roku zrobił i co dla niego znaczył Poemat dla dorosłych Ważyka. Zapamiętałem to właśnie z długiej rozmowy, może dlatego że sam przyjąłem ten utwór bardziej krytycznie. Owe cztery lata różnicy wieku między nami jeszcze wtedy znaczyły. Nie piszę nekrologu Tomka ani artykułu o jego twórczości. Nie na to miejsce w tej notatkowej rubryce.

W roku 1980 byliśmy w Komisji Kwalifikacyjnej ZLP, której przewodniczył Andrzej Kijowski. A na początku lat dziewięćdziesiątych w Komisji Kwalifikacyjnej SPP, którą kierował Burek. Należeli wtedy do niej do niej między innymi Jarosław Marek Rymkiewicz, Tomasz Łubieński, Zygmunt Kubiak, Piotr Matywiecki. Wcześniej nieco Hanna Kral… Było to miejsce dyskusji, ocen, nie tylko wyrazistych gustów, ale przekonujących argumentów. Tomek swoje zadania traktował poważnie i spełniał je sumiennie. O przysłanych książkach kandydatów miał zawsze wyrobione zdanie. A przy tym – co podkreślano po jego śmierci – każda jego wypowiedź była skonstruowana, czy raczej konstruowana w toku mówienia. Uargumentowana, jakby gotowa do druku.

Nie lekceważył cudzych argumentów, zawsze podejmował dyskusję. Życie literackie, jak wszystko wtedy w Polsce, zmieniało się. Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, dziedziczące tradycje dawnego ZLP rozwiązanego w 1983 roku –  miało autorytet. Wydawało się, że jest on niejako naturalny, nie zostanie utracony. Były to, jak się potem okazało, błędne przewidywania. Przez wiele lat należeliśmy też do jury nagrody imienia Andrzeja Kijowskiego, wraz z Kazimierą Kijowska, Włodzimierzem Boleckim, Tadeuszem Nyczkiem, Martą Wyką i Dobrosławą Platt z ramienia Ossolineum. I znowu było to forum dyskusji. Jeszcze pani Kazia Kijowska wspominała z sympatią pierwszego laureata tej nagrody, Adama Michnika. Tomek był już z nim w ostrym konflikcie. Związał się z „Gazetą Polską”, pisał tam ostre felietony; ja nigdy nie byłem fanem tego środowiska. A równocześnie przez ponad 20 lat co tydzień brał udział wraz z Piotrem Matywieckim w prowadzonej przez Iwonę Smolkę znakomitej audycji „Tygodnik Literacki” w radiowej Dwójce. W każdej audycji omawiano jedną książkę. Te radiowe dyskusje, zwłaszcza wypowiedzi Tomasza Burka, wciąż się pamięta. Potrafił uchwycić to, co w książce jest ukryte, a często stanowi jej jądro. Był wspaniałym czytelnikiem; mówił o tym w tych dniach w radiu Piotr Matywiecki, wspominając szczególnie te audycje, w których głosy trojga uczestników się dopełniały, gdy czuli czytelniczą wspólnotę.

Burek kochał literaturę, ale także kochał idee, jakie, według niego, literatura powinna wyrażać. Pragnął i żądał, aby odnosiła się ona do Absolutu pisanego od dużej litery. Był wrogiem postmodernizmu, powierzchowności, pozornej elegancji. Łączył wybory ideowe z wyborami politycznymi.

A przy tym uwierał go brak kontaktu; chciał, aby istniały fora dyskusyjne, gdzie ścierają się opinie i opcje, a komuś o odmiennych zapatrywaniach nie odbiera się racji moralnych. Niestety okazywało się to trudne, niemal niemożliwe. Z jury nagrody im. Kijowskiego odszedł najpierw Tadeusz Nyczek, potem umarła Kazimiera Kijowska. Dobrosława Platt kieruje teraz polską biblioteką w Londynie. Odeszła z jury Marta Wyka, a nieco wcześniej odszedłem ja. Podział Polski na dwa obozy – w dużej mierze tak intelektualnie, jak i emocjonalnie  – zaostrzał się. Czytając poświęcony Burkowi zeszyt „Toposu”, rozpoznawałem w wywiadzie, którego udzielił Przemysławowi Dakowiczowi, Tomka, człowieka o szerokich horyzontach, jasnych, mocnych poglądach na świat i literaturę. Kiedyś (nie zawsze szczęśliwie) lewicującego, potem (często nieszczęśliwie) prawicującego. Można by powiedzieć, bardzo upraszczając, że jego postawy ideowe były kategoryczne, dwuwartościowe. Natomiast przenikliwe literackie analizy wskazywały na zalety duchowych komplikacji, powikłane motywy i niepokoje. Literatura tak dwudziestego, jak i dwudziestego pierwszego wieku tym właśnie stoi. Wolałem Tomasza Burka piszącego o książkach, które go poruszyły, porwały, niż ideologa-pamflecistę, a pamflet jako formę wypowiedzi on cenił. Właściwych dla gatunku pamfletu określeń negatywnych, kpiących, szyderczych jest w naszym życiu publicznym przesadnie dużo.

Umarł pisarz wybitny, krytyk przenikliwy, którego dzieło sprawiedliwie odczytane zostanie nie dzisiaj, ani jutro, ale po dłuższym czasie. Z tej samej radiowej wypowiedzi Piotra Matywieckiego, o której wspomniałem, dowiedziałem się, że Burek prowadził przez wiele lat dziennik lektur. Kiedy zostanie wydany, będzie zapewne jedną z najważniejszych polskich książek współczesnych.

Polityka miesza się do naszych lektur, tych bardzo ważnych, nie od dzisiaj i nie od wczoraj. Częściej w okresach klęsk, w chwilach przełomów, w czasach totalnych zniewoleń umysłów. W 1952 roku, roku ostrego, autentycznie totalitarnego stalinizmu, kiedy wszystko w literaturze, łącznie z wierszem sylabotonicznym, było wartościowane jako postępowe lub wsteczne, student drugiego roku, w akademiku przy ulicy Kotsisa we Wrocławiu czytałem wiersze Tadeusza Gajcego, wydane wtedy po raz pierwszy przez Instytut Wydawniczy PAX. Ta publikacja poezji, dalekiej od realizmu socjalistycznego i od dopuszczanej przez socrealizm wąziutkiej dwudziestowiecznej tradycji, wydawała się w owym roku zgoła nieprawdopodobna. Nieco wcześniej przeczytałem Baczyńskiego Śpiew z pożogi. „Lepiej nie czytajcie tego, kolego” – radził mi pewien ówczesny aktywista młodoliteracki z prawdziwą troską. Te wiersze powstały pod ciśnieniem historii, a to więcej niż ciśnienie polityki. Baczyński i Gajcy polegli w powstaniu warszawskim – wówczas zaledwie przed kilku laty. A więc tak można  przeżywać świat, przeciwstawiać zniewoleniu wolność poezji, panującemu złu – immanentne dobro poetyckiego słowa, łącząc wzniosłą wizyjność, dziedzictwo polskiego romantyzmu z  groteskowym ujmowaniem świata rodem z dramatów Witkacego. W takim stalinowskim bezwzględnym i totalitarnym czasie – nie ja jeden – z zachwytem czytałem te książki. Potem dopiero dowiedziałem się o „Sztuce i Narodzie”…, Falandze…, politycznych powiązaniach Gajcego. A jeszcze później o żydowskiej rodzinie matki Baczyńskiego. Oczywiście moja lektura była wpisana w polityczny kontekst początku lat pięćdziesiątych, w tym sensie była polityczna. Ale była dla mnie, i nie tylko dla mnie jednym z objawień, lekcją wewnętrznej wolności, świadectwem, że jest coś, co politykę – nawet najgorszą, najstraszniejszą –  przerasta, i może być, by zacytować innego poetę, rzutem w przyszłość..

Stanisław Bereś wydał w wydawnictwie Czarne bardzo grubą książkę zatytułowaną  Gajcy. W pierścieniu śmierci. Pisze tam o wierszach Gajcego, o jego życiu, o kontekstach historycznych, kulturowych, o programie Konfederacji Narodu, o antysemityzmie i Imperium Słowiańskim. Wszystko to ocenia jednoznacznie. Zebrał wielki materiał faktograficzny, dokonuje analizy pism Gajcego, a zwłaszcza poezji. Wspomina też na marginesach o dziwnych zbiegach losów i krzyżowaniu się ludzkich szlaków. Na przykład matka Gajcego, ceniona położna, odbierała poród bliźniaków Kaczyńskich, a potem szczęśliwa ich matka zapraszała ją na kawę. W 4. numerze „Odry” ukazała się obszerna recenzja książki Beresia, napisana przez Jakuba Skurtysa, w której sugeruje on, że ta informacja jest nacechowana politycznie. Bereś chciał się podlizać Prezesowi?  Krytyk – zapewne nie bez ironii –zapytuje: „To tylko polityczno-historyczna ciekawostka, uzasadniona detektywistycznym trybem książki, czy raczej wzmianka, mająca zarysować ciągłość tradycji i pokazać spadkobierców poetyckiego dziedzictwa autora Widm?”

Wcześniej wspominał Bereś że Gajcy w Liceum ojców Marianów był w jednej klasie z Wojciechem Jaruzelskim, nawet przytoczona została opinia generała o wzajemnej między nimi sympatii. Nie dowiedzieliśmy się, komu tą z kolei informacją Bereś schlebia. Nie dajmy się zwariować. Badacz proponuje też przeciwstawienie lewicowego poety Baczyńskiego prawicowemu nacjonaliście Gajcemu, jako zasady opisu i interpretacji twórczości młodych poetów Warszawy. Jest to propozycja fatalna. Nie tylko dlatego, że ich poglądy, wybory, podporządkowania w konspiracyjnych strukturach politycznych i wojskowych były złożone, ulegały przemianom, o czym także Stanisław Bereś pisze wystarczająco szeroko i kompetentnie. Przede wszystkim jednak miałoby to być przeciwstawienie sobie dwóch jakoby kontrastujących ze sobą poetyckich dzieł.  Postępowe wizyjność Baczyńskiego, wsteczna Gajcego? Nie, panowie, stop! Oczywiście da się to zrobić. Widzę to oczyma duszy. Praca będzie solidna, z wieloma przypisami, terminologicznie spójna. I będzie można też zająć się interpretacją polityczną tego, że inni poeci ze Sztuki i Narodu (Stroiński, Bojarski) nawiązywali w swoich wierszach do zupełnie odmiennej niż Gajcy i Baczyński tradycji – awangardowo-konstruktywistycznej. W ich wykonaniu musiało to być jednak wsteczne. Czysta dialektyka. Tak to się przynajmniej nazywało przed laty.

W życiu wewnętrznym człowieka, nawet w najgorszych historycznych okresach, są kwestie od polityki, jeśli nie niezależne, to zależne inaczej, jakby wprost od historii. Rozgrywające się na innym piętrze. Jakby od polityki większe, ją przezwyciężające. To bywa udziałem poezji. Bywa, bo to niełatwe i rzadko się udaje. Wiersze tych dwóch poetów wizyjne, obrazowe metaforyczne, patetyczne i ironiczne zarazem, czerpiąca z tradycji polskiego romantyzmu – przeciwstawiały się okupacyjnej nocy, zbrodniom, upodleniu i  eksterminacji. Gajcy, Baczyński, którzy wtedy ledwie przekroczyli dwudziestkę, wierzyli, że musi się im udać i udało się im takie przeciwstawienie. Udało, zanim polegli w tej samej walce, z tym samym wrogiem w powstaniu skazanym na klęskę, wszczętym przecież za aprobatą polityków wskutek błędnej politycznej prognozy. Pozostawili to „większe”. a ich twórczość oddziaływała także później, na parę literackich generacji. Również – bywało – jako remedium na eskapizm i pięknoduchostwo. Zajmowali się tymi poezjami  krytycy, historycy literatury, badacze kultury. Poprzez ich analizy lepiej się te dzieła rozumie, ale nigdy nie pojmie do końca. Zawsze pozostanie nadwyżka zwarta w celnej metaforze, rytmie, cytacie, aluzji, nie dających się przełożyć na mowę dyskursywną..

Łączę w tym samym odcinku „notatek”  te dwa nierównej wagi wydarzenia, śmierć wybitnego krytyka i recenzję pewnej biograficznej książki – trochę przypadkiem, a trochę naumyślnie.

Jacek Łukasiewicz

 

POWRÓT DO CZYTELNI

AKTUALNOŚCI

Dodano: 01.06.2020 11:38

Zasady dotyczące funkcjonowania OKIS w trakcie epidemii COVID-19 w Polsce

Zasady dotyczące funkcjonowania OKIS w trakcie epidemii COVID-19 w Polsce mające na celu zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom i współpracownikom pokaż więcej »

Dodano: 16.03.2020 08:12

Ograniczenie bezpośredniego dostępu oraz kontaktu z biurem OKiS w związku z istniejącym zagrożeniem zakażenia koronawirusem SARS-COV-2

Szanowni Państwo, w związku z istniejącym zagrożeniem zakażenia koronawirusem SARS-COV-2., w trosce o Państwa zdrowie i bezpieczeństwo: ograniczamy bezpośredni dostęp do biur OKiS i wprowadzamy wyłącznie zdalną obsługę naszych współpracowników oraz partnerów w całym Ośrodku Kultury i Sztuki we Wrocławiu. pokaż więcej »

Dodano: 27.10.2020 13:06

Dolnośląski Klucz Sukcesu dla Miesięcznika Odra!

Z radością informujemy, że Miesięcznik Odra, który wydajemy wraz z Instytutem Książki, został uhonorowany Dolnośląskim Kluczem Sukcesu za rok 2020 za  wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury i sztuki. pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 10:00

Zmarł Ludwik Flaszen

Z przykrością przyjęliśmy informację o śmierci Ludwika Flaszena, wrocławskiego wybitnego krytyka literackiego i teatralnego, eseisty, bliskiego współpracownika Jerzego Grotowskiego. pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 09:00

„CZASY ŻYWE” Marzeny Sadochy – nowy termin premiery

Z przykrością musimy Państwa poinformować, że premiera "Czasów żywych" w reż. Marzeny Sadochy nie może odbyć się w październikowym terminie. O nowej dacie poinformujemy niezwłocznie po jej potwierdzeniu. Zwrot biletów zakupionych przez system ekobilet.pl odbędzie się automatycznie. Więcej informacji już wkrótce. pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 08:00

Pomiędzy [w dobie Covid 19]/Between [in the era of Covid 19]

30 października - 27 listopada 2020, Galeria FOTO-GEN, pl. bpa Nankiera 8, Wrocław pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 07:00

Premiera LOTERII Stanisława Moniuszki w reż. Roberto Skolmowskiego

30 października 2020, Kudowa Zdrój, wstęp wolny pokaż więcej »

Dodano: 26.10.2020 06:00

XIII MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL HAŁDA JAZZ WAŁBRZYCH 2020

31 października - 1 grudnia 2020, Wałbrzych pokaż więcej »

Zapisz się do naszego newslettera

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych (pokaż całość)