Udostępnij:

Katarzyna. Skądinąd niezły pomysł, świadczący o erudycji i oczytaniu, żeby uczynić sławnych filozofów poetyckimi personami, uwikłanymi na co dzień w dość trywialne zajęcia. Chodziło pani o zderzenie wzniosłości ich wywodów z życiową przyziemnością. Zdaje się, że to dość stara tradycja relatywizowania mądrości płynącej z góry. To coś takiego, jak gdyby Szwejk komentował Platona, a w innym wymiarze Sancho Pansa dogadywał Don Kichotowi. To, co plebejskie, chce jakoś ugryźć to, co nazbyt wyniosłe i retoryczne, oderwane od życia (w mniemaniu ludzi prostych). A przecież słowa filozofów da się interpretować jako wywodzące się prosto z życia, mocno przy nim stojące. Tak to jest, gdy zaufamy pozorom w imię dobrego samopoczucia. Także klasowego. Być może i mnie się to przytrafia, gdy czytam wiersze i daję się zwieść pozorom. Mnie jednak obliguje konkluzja, a tutaj będzie ona taka: bardzo dobrze radzi sobie pani z tą specyficznie podaną „plebejską krytyką”, kontrą ze strony prostego życia, gorzej wypada reprezentowanie filozoficznych tez, bowiem nie znalazła pani poetyckiego, obrazowego ekwiwalentu dla zbyt sucho brzmiących teorii i definicji.

Andrzej. Nie ma dziś większej nudy, jak przyglądanie się scenie, na której miota się ktoś mieniący się „poetą przeklętym”. Scena, która kiedyś była tragiczna czy posępna, teraz jawi się jako zgoła burleskowa. Proszę wybaczyć dygresję… W młodości roniłem łzy i natychmiast chciałem wybiegać z domu, by udawać się w bliżej nieokreśloną dal. W niej miały się z wolna ujawniać zagadki egzystencji, w niej miała się kręcić jakaś pętla (ale to w skrajnych przypadkach). Teraz pęka się ze śmiechu, gdy człowiekowi przyjdzie czytać coś takiego: na mych nadgarstkach brakuje czułych miejsc / dla ciebie, wszędzie blizny, / twardną tam w ciszy. Jeżeli psychoterapeuta zalecił panu pisanie wierszy, a panu to w czymś pomaga, to ja bardzo przepraszam. Czytelnik nie musi o tym wiedzieć, gdy bierze do ręki wiersz, literacki produkt. Może papier nie jest wart pańskiego cierpienia, może lepiej je zostawić w spokoju, w ciszy. Jeśli jednak mus pisania nie daje panu żyć, proszę troszkę z nim poigrać, rozluźnić te zbyt histeryczne więzy. Z góry przepraszam za nietakt.

Magdalena. Tylko dwa teksty, ale zajmujące tyle miejsca, co siedem innych, bardziej zwartych, wypowiedzi. Tu czynię aluzje do przesadnej nadmiarowości utworów, leją się bez umiaru. Nie wiem tylko, czy umiar załatwiłby sprawę, jeszcze przydałby się rozsądek, a także wyczucie. Proszę myśleć o odbiorcy, o jego cierpliwości, o wątpliwej gotowości bycia z panią przy tych rzewnych, rozległych monologach. Pani ma tę wiedzę, lecz ją głęboko chowa: wenę łatwo mieć wtedy gdy nie potrzeba / gdy nijaka bez sensu i wszystko jedna / błąka się od słowa do słowa / chciałaby opaść ale ucieka // a kiedy chcę uczucia opisać / tak pochwycić wziąć w garść / i przelać na papier to co uwiera / wtedy ona rezygnuje umiera”. Wszystko jasne. Autorka zdając sobie sprawę z wrodzonej skłonności do wodolejstwa, dalej tej skłonności hołduje. Autorka nie może się oprzeć. Czytelnik wcale się nie opiera. I jeszcze to rozdwojenie – jedna osoba idzie za myślą, coś tam duka w miarę sensownie, zaś druga uparła się, by rymować, i tak mijają się wytrwale. Czytelnik zgrzyta zębami; sunę ja na jej fali a ona / niesie mnie podnosi kołysze / już dawno jest noc / a ja ciągle tylko piszę i piszę / zatracam poczucie czasu / zanurzam się po uszy w ciszę. Krótko: zapał jest, coś tam płonie, ale gadulstwo skutecznie to gasi kolejnymi wiadrami mętnej wody. Zalecam czasowy odwyk i wzmożoną lekturę współczesnej poezji.

Krystian. „Chciałbym zmieścić świat…” Piękny program poetycki. Na razie nie do zrealizowania. Świat przerasta bohatera, bo ten za dużo chce na raz. Żeby wprowadzić jakąś sugestywną, oryginalną prawdę o świecie, trzeba skupić się na detalu, naświetlać rzeczywistość punktowo. A najlepiej – stwarzać ją na nowo. Pan na razie myśli kategoriami ślepego odtwarzania, sztuka stwarzania leży poza pana zasięgiem. To brzmi zbyt teoretycznie, a prawda jest dość zwyczajna i wyraża się w słowie „rozdźwięk”. Wszystko nie tak. Przykład z pierwszego tekstu, chodzi o ślady kocich łap na śniegu. Świetny początek, można by z tego zrobić niezłą perełkę. Ale to w innym świecie, w innym języku, przy innych predyspozycjach. U pana pada coś takiego: czarne plamiszcze hasa w świętym gaju. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Potem jeszcze rany chrystusa w tym śniegu, w tym gaju. Zaniemówiłem. Paradoks w zupie dostanej na kweście, o, z tego też dałoby się coś fajnego zrobić, ale nie, trzeba to zdeptać, unicestwić niewypałem. Ma pan nieraz zastanawiająco świeże skojarzenia, jednak najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy. Materiałem słownym rządzi przypadek. Poszukiwany jest sprawca sensu, autor.

KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem. Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „Ósmym Arkuszu Odry”.

Odsłuchaj treść artykułu
Przejdź do treści