Pocztówki literackie styczeń 2026
Kacper. Tylko nie kat, to po pierwsze. Po drugie: bardzo omylny, zwykły człowiek ze swoimi estetycznymi przesądami i masą innych ograniczeń. Tak odpowiadam na pańskie słowa: Kiedyś chciałbym jak poeta spojrzeć na ten świat / lecz zabierze mi to prędzej nieomylny kat. A po trzecie: jeśli ktoś naprawdę chce i rzeczywiście wierzy, to nikt mu nie może tego zabrać. Idź pan z tym swoim przekonaniem w świat, od czasu do czasu wyobrażając sobie, jak spogląda na życie cieśla, dekarz, pielęgniarka itd., to odświeża wszystkie nasze „chcenia”, ta prosta prawda o tych, którzy „chcą” obok nas. Jasne, że trzeba uważać na niebezpieczeństwa, które wylicza pan w utworze Bal straceńców. Co tam zbrukane miłości tkaniny, najgorsze są te sidła czyhające na młodego poetę. Cytuję: Ja, poeta, co mnie życiowej bezpieki sidła powzięły / W jasyr mroczny okrutny. To jest hazard, proszę pana, i może się skończyć tym, co pan sobie sam wyprorokował: Razem czy sam / Sobą czy nie / Znajdę się w bliskim końcu na dnie. Z całego serca życzę odbicia się od wspomnianego dołka, bo ileż można w tej pomroce siedzieć.
Michał. Bardzo dobre w bezceremonialny sposób spotyka się z kiepskim. Świadomość poetycka wydaje się pęknięta, rozłamana. Bardzo dobre Jak dobrze pójdzie, to ruch poprowadzi dzieci do / urn, kryjówek, gdzie ich nie widać, gdzie widzą / tylko to, co ruch chce skwitowane wątpliwym: A jeśli układ sił tego wymaga / zrzuci opończę oszczerstw. Niefortunnie zaczynający się tekst – na tarczy złotolice ryby, kończy się nieźle: Kosmetyki, / ciuchy, smakołyki, / wszystko w zasięgu karty. Złe Niech mnie całun ust okryje w obelgach próbuje sprostować nieco lepsze: Tylko ludziom w żyłach / wciąż płyną napoje / wyskokowe. Istny oczopląs. Może w tym jest metoda? Może pan właśnie taką poetykę zamierzył? Jednak zadbałbym o większy krytycyzm, stanowczą selekcję. Wtedy te pańskie surrealno-groteskowe wynalazki zabrzmią wreszcie czystym głosem.
Paweł Tomasz. W swojej twórczości splatam perspektywę egzystencjalną z surową estetyką somatyczną. Tak mi pan tymi słowami zabełtał w głowie, że nic, tylko szukałem tych styków, a właściwie splotów, w których wzmiankowana soma rwała się do egzystencji, a ta zaś, już ucieleśniona, znów szukała jakiegoś ciała, bo to wiadomo – głównie z Leśmiana – że rzeczywistość cięgiem by się chciała urzeczywistniać jeszcze bardziej. Spodziewałem się potężnego ruchu znaczeń, rozbestwionej metaforyki, dynamiki spiętrzeń i już, już ręce zacierałem, a tu, za przeproszeniem, nic innego jak felieton (może jednak esej) wlecze się w nieskończoność, mając się do poezji jak piernik do wiatraka. Wydaje się pan utalentowany, lecz przy tym sposobie pisania, przy tej rozwlekłości stylu raczej to bliższe prozy. Wytrwała lektura Norwida niewiele pomoże. Obawiam się, że tę rozwlekłość może pogłębić. Potrzeba panu coś bardziej skocznego, coś, co nie zwleka z emocjonalną reakcją poetycką. Może to pobudziłoby odpowiednie czynniki talentu. Albo zostawmy tak, jak jest – niech dalej pisze się ta eseistyczna proza.
Zuzanna. Jak niewiele brakuje tym wierszom… Odczuwam istnienie niezwykle kruchej ściany ze szkła, to ona oddziela mnie od mądrych przesłań pani tekstów. Nie wiem, jak to nazwać. Nie wiem, co to jest. Może barierą są podejmowane tematy, odległe, takimi nie zajmuję się na co dzień. Może mądrość, o której mówię, nie potrafi mówić prosto. Bo skąd te podejrzenia o wymyślność czy sztuczność? Coś jest na rzeczy. Może za dużo pytań i pytajników, może powtórzeń za wiele? Wiersze dały mi do myślenia. Bo to już są wiersze, i to już są przemyślenia. Ach, żeby gdzieś po drodze zgubić całą retoryczność, dodać więcej świeżości i prostoty. Niech zaiskrzą sytuacje, z których coś wynika. Mniej oświadczeń na temat!
Mariusz. Mierz siły na zamiary… Takie przesłanie towarzyszyło lekturze zapisów, które chciałyby być wierszami. Ich autor mniema, że wie, jak to się pisze: taki strumyk z góry na dół. Strumyk, a więc ciecze, spada sobie beztrosko ze stopnia na stopień (to o wersach). Bardzo jest pan sprawny w owym „cieczeniu”, opanował pan reguły tej sztuki. Zatem mamy już formę, kiepsko jednak z treścią. Nie można napisać, że to jest „o niczym”, o czymś to jednak jest. Na przykład o procesach poznawczych, które nie doszły do skutku. Zacytuję: dzisiaj / racjonalny jestem / w mym gruntownym / niezrozumieniu // zasad według których / dobieracie wasze / obuwie. Niezły wydał mi się utwór Rozrywka z powtórki. Początek wciągnął (każda generacja / zaczyna wściekle / od zera // błyski spawarek / spajające nowe idee), ale rozwinięcie i zakończenie – z przewidywalną, banalną puentą: historia naprawdę lubi się zabawić – rozczarowują. Dużo pracy przed panem. Trzeba najpierw dojść do poetyckiej powagi, zakrzątnąć się wokół sensu, wytrwać w nim, żeby następnie zabawiać się w ten sposób, jak pan przedwcześnie próbuje. Życzę powodzenia.
KM