Udostępnij:

MAJ 2019

ÓSMY ARKUSZ ODRY

 

 

 

Z MIASTA I ZE ŚWIATA

 

 

 

W majowym numerze kontynuujemy prezentację wierszy autorek z feministyczno-queerowego kolektywu Devil’s Dyke Network, z Brighton (tym razem w przekładach Tomasza Bąka i Marty Koronkiewicz). Druga część arkusza dla odmiany ma charakter lokalny, czytelnik znajdzie w niej zestaw wierszy uczestniczki wrocławskiego życia literackiego, Karoliny Kapusty, a także prezentację tekstów, które zostały nagrodzone w czasie V Turnieju Jednego Wiersza im. Tomka Pułki. Ponadto proponujemy recenzję książki ubiegłorocznego wrocławskiego debiutanta, Sławomira Hornika, o której pisze Jakub Skurtys. Na koniec zaś, w znanym już cyklu „slamowym”, rozmowa z ze zwycięzcą listopadowych europejskich mistrzostw slamu Péterem Molnárem. Tacy jesteśmy glokalni, a co.

Redakcja 8 arkusza

 

 

KOLEKTYW DEVIL’S DYKE NETWORK

odsłona II

 

(Część pierwsza prezentacji ukazała się w marcowym numerze „Odry”0

 

 

Nehaal Bajwa

 

Przepraszam, przepraszam pana, wydaje mi, że stoi pan na mojej stopie

 

Hm – przepraszam, przepraszam pana. Wydaje mi się, że stoi pan na mojej stopie.

Dziękuję. Tak – przepraszam! Jestem pewna, że to niechcący, oczywiście

Moja wina, to głupie, trzymać stopę w tym miejscu. Po prostu moje nogi

są jakoś tak, głupio wyciągnięte. Nie wiem jak to się… heh.

 

Dzień dobry! Przepraszam, że zawracam głowę, ale czy mógłby pan, hm

przesunąć stopę? Wydaje mi się, że stoi na mojej. Tak, jestem pewna, że nie – hm

tak, wydaje mi się – wydaje mi się, że to jednak pańska stopa. Nie, nie – jestem pewna,

że to nie moja własna stopa. Na moim dużym palcu. Dziękuję. Czy mógłby pan tylko

Może mógłby pan spróbować przesunąć nieco swoją i jeśli mój palec przestanie,

wtedy będziemy wiedzieć? No albo nie będziemy – musieli

już się tym zajmować. To znaczy – jestem – jestem raczej pewna, że to nie ja

następuję panu na stopę, ale oczywiście – najmocniej przepraszam – mogę

sprawdzić, oczywiście – ale nie, nie stoję nawet w jej pobliżu,

wie pan, nie umiem nie pomyśleć, że jednak wiedziałabym, gdybym…

gdybym to była ja. Na pańskim palcu. I że nie tłumaczyłoby to, czemu to mój palec

boli. To znaczy, to prawda, dużo tu w pobliżu stóp, pewnie rzeczywiście

trudno powiedzieć, chociaż. O, znalazł go pan, winowajcę! Świetnie, jestem

bardzo wdzięczna. Nie nie, proszę nie przepraszać, cieszę się, że udało się nam to rozwiązać.

Ale… jest pan pewien, że nikt nie stoi na mojej stopie? Nie chcę

zawracać panu głowy, ale wydaje mi się, że nadal stoi. Ktoś. Na mojej stopie,

na mojej stopie, tak tak. Nie… nie wydaje mi się, że to krzesło, to znaczy – czemu?

czemu miałoby to być krzesło, czy ktoś postawił krzesło na mojej stopie?

Czy może mogą… może mogliby je, hm, przesunąć? Dzięk – to znaczy dziękuję panu –

– nie pomyślałam o tym. Tak, naprawdę myślę, że to zrobi różnicę,

tak. Przepraszam. Dobrze… dobrze! Dobrze. Czy więc, może, mógłby pan spróbować –

po prostu spróbować ruszyć to krzesło? A, nie może pan, dobrze. A… a czemu? Przepraszam, czemu

nie?

 

A, siedzi pan na nim. Racja. Tak, absolutnie

musi pan – gdzieś – siedzieć. Rozumiem, tak, jasne. Ale – to znaczy,

czy to musi wypadać – na mojej stopie, to krzesło? Wie pan, jestem

pewna, że to właśnie ono opiera się na mojej stopie. Tak się wydaje, tak. Mógłby pan

tylko leciutko je ruszyć? Wiem, wiem – taaak, wiem, że gdzieś

musi pan siedzieć, oczywiście, pan – nikt nie będzie od pana oczekiwać –

żeby pan stał! Nikt panu nie zabierze krzesła! Obiecu–

to znaczy, ja na pewno nie mam w tym interesu – ale na moment, na

sekundę, mógłby pan tylko wstać? Tak, żebym mogła – żebym

mogła odzyskać stopę? Proszę.

 

Tak, boli. To taka, hm, mała – malutka bolączka. Haha, MALUTKA

BOLĄCZKA, zabawne – to znaczy – ja tak ogólnie to nie narzekam, to nic

SZALENIE bolesnego, tylko – troszkę – nie – nie wydaje mi się, żeby był złamany. Raczej –

bym wiedziała, wiem – naprawdę wiem, jak boli złamany palec.

Przełożyła Marta Koronkiewicz

 

Linda Paoli

 

Osad, który wytrącasz

 

Schodzę w dół dół dół W dół w osad, który wytrącasz Lepki bursztyn i cała przemoc,

której kiedykolwiek mogłaś potrzebować Kreślmy więc znaki na naszych plecach i będziemy mogły się Pieścić Teraz w dół do zasiedmiogórowego

domu tak wspaniałego, że nie wiem, gdzie kończy się on, a gdzie zaczyna się twoje ciało

 

Ostrzegałam, że tak będzie, że będę płakać i będzie mi z tym źle, a ty mimo wszystkich twoich

niepowodzeń i porażek, nigdy nie musiałaś się martwić, że skończysz jak jakaś Eddie z Szarych ogrodów, a ja,

ja kocham cię za to i pozwolę, byś odwiedzała mnie rankami, i nocami, i kiedybądziami… Bo

osad, który wytrącasz to osad, który tracę

 

– Czasami czuję się gorsza, bo ciebie nic nie zawstydza, a mnie zawstydza WSZYSTKO i czasem to sprawia, że robi mi to dobrze
– Wybacz, potrafię się jebać wyłącznie po angielsku i zwykle nie mieszam w to Boga, ja wiem, że

robiłabyś to inaczej – To kwestia smaku: smakujesz tak niesamowicie, smakujesz jakbyś nie była stworzona do

całowania – Czasami czuję się gorsza, bo ty niczego się nie boisz, a ja

boję się wszystkiego i czasem to sprawia, że robi mi to dobrze, bo, cóż, taka już jestem,

tonę aż po osad, który wytrącasz, bo chcę lepiej poznać siebie, ale także

podkradam prawa z nieprawej kieszeni, chyba przestanę zbierać cudze bilety autobusowe, by

mieć na fastfood, gdy ty tak doskonale kroisz w kostkę pomidory, i twoja mama

cię wspiera i żartuje z twoim kochaniem, a twojej siostry nie ma, ale wie o wszystkim,

także o tym, jak bardzo tandetna to scenka, i //tu wstaw symboliczny smaczek// i głos w mojej głowie mówi ACH TAK,

czy tak bardzo związałam się z moim głównym opiekunem // CHCĘ BYĆ TWOJĄ SIOSTRĄ!

Przełożył Tomasz Bąk

 

Nie wszystko miłość, co boli, szepcze geranium

 

Spoglądam z ukosa na geranium i widzę dumne zlepki płatków z węźlastymi grubymi łodygami i włochatymi liśćmi, udomowione doniczkowe rośliny, które przetrwały wiele zim bez wzdrygnięcia, wykurwiście czerwone, gdy jest ciepło, ale zawsze gotowe bluznąć swoim syfem na ludzi.

 

  1. I. Zamknijcie się do kurwy, kwiaty Dekady znoszenia ciężaru, jakim jest przebijanie kompozycji kwiatowych sąsiada Wsiąkły w wasze złe zgorzkniałe włókna Jeszcze nieuczciwe wyścigi, kiedy sąsiedzi bulili na nowe sadzonki każdej kolejnej wiosny, a babcia była sknerowata (czytaj: pobożna&skromna) Wiecie wydawało mi się, że to jest to co robią normalni ludzie, a teraz już nie jestem tego taka pewna. Łóżcie, Zamknijcie się do kurwy.

 

  1. II. Niedaleko od kwiatów i ode mnie, oddziały mężczyzn w celibacie, żyjących samotnie w domach po zmarłych rodzicach, robiących ogromne postępy w dziedzinie eksploracji analnej. Dolina rozświeca się nowymi sposobami bycia: na tyle, na ile im wiadomo, wynaleźli je wszystkie. Ale ja też, oczywiście, zaciskając uda, zwierając nogi aż będzie miło a potem nawet lepiej, i mówię sobie (15 lat temu) dobra, tylko dzisiaj (15 lat temu) tyle że to jest ten moment, kiedy robi się jeszcze lepiej, o, ale od jutra, och, cały miesiąc bez, och, przyrzekam, tak jak przyrzekałam wczoraj, ale, och, ale teraz naprawdę, o!

 

III. Mam dosyć tych hetero-nonsensu z wiejskim stylem życia, który przesłania mi oczy, ale kiedy trafiam na jego najbardziej chaotyczną neutralną formę, nie mogę się powstrzymać przed zaciekawionym podziwem, patrz, jak wącha własny tyłek i obraca się o 360, aż zalatuje pedalstwem, oj, przepraszam Pana, tu już zaczęłam projektować, czy chodzi o to, że chciałabym brykać po świecie, mając siłę porównywalną z siłą nienawiści, którą austriaccy pisarze rezerwują tylko dla siebie i swojego kraju? Wybrałam niewyobrażalne i, oczywiście, to działa nieźle w moich fantazjach. Patrz, jak wszystko, co nowe i radykalne, wysącza się z sennej wsi i się rozprasza Miłość nie jest jeszcze wolnością Miłość nie jest jeszcze wolnością Miłość nie jest jeszcze wolnością 🙁

 

 

  1. IV. Jeszcze trochę seksu, gdy palę papierosa na balkonie, a po drugiej strony doliny samochód dzieli noc na dwoje i po prostu wgapia się we mnie, by ostatecznie zatrzymać się na drzewnym ciemnym zakątku świata, ale ja (yeah) wiem, gdzie jest ten ciemny drzewny zakątek zaraz za polami, wciśnięty między monokulturową ludzką naturę, a pasmo lasu wilgocące stopy góry przytulnie w przewężeniu zatopione w wielkich cyckach świata Ludzie to założenie Falsyfikat W tej scenie chyba wiem, co oni, ten samochód, robią.

Przełożyła Marta Koronkiewicz

 

 

Kat Sinclair

 

Wzór pogodowy

 

Serdecznie urękawiczniona, pod dzwonnym wiaduktem,

ale tego już za wiele, gardło przesuszone i nie sposób zwilżyć je śliną,

niepewna tego, czy dam radę, trochę popłakałabym,

stop, zazdrosna o kroplę deszczu, która spływa, gdy ją o to popłoszyć,

właśnie odjeżdża pociąg, patrz, tuż za rogiem

tępym – nazywasz mnie kochaniem i noc nam się sypie.

Dwóch mężczyzn gra w warcaby na moich plecach, delikatnie, delikatnie, ciekawe, kto wygra,

ten czy tamten, naskórnie czuję to całe dopingowanie,

mrowienie, też chciałabym mieć na to oko, ale jeśli obrócę głowę, by spojrzeć na planszę,

plansza przechyli się (mam oś do podtrzymania), wysuwam kandydaturę

moich trzewi i liczę na reelekcję, niespecjalnie wierzę w wyborczy sukces

i pierdoloną urnę na głosy, ale zrobili ze mnie kwadratowy kołek i ta kwadratowa dziura

może sprawić, że pogoda się wedrze, jeśli ja wywinę się z urny

choć całkiem, naga, wyjadając łyżeczką masło orzechowe ze słoika i dotykając się.

Cii, spokojnie, z paluszkiem na ustach, zrównałabym z ziemią ten dom,

ale wyglądam, jakbym miała inne wydatki i gdyby tylko było mnie stać,

zainwestowałabym w logopedię, żeby cała intonacja wznosząca poszła w cholerę i już nie mogłabym

poprosić o sałaaatkę bez pomidorów, albo przejaaaażdżkę, albo szmaciiiszcze na boku

w ultrafiolecie. Cebule pozostawione do skarmelizowania, zostałam rozproszona

– zasępienie zupełnie jak z katalogu, i – rozproszona – teraz myślę o poważnych rzeczach.

Jak widzisz stawka jest stosunkowo wysoka, a ów stos mało wygodny,

ale krzyżuję nogi, i jeśli odrobinkę schylę głowę,

zobaczę morze, i to wszystko to wakacje i w nich mieszkam.

 

Przełożył Tomasz Bąk

 

Helen Dixon

 

CyrkumCity

 

alex/ty na blackfriars [nieważne czy czarni brązowi czy biali] misjonarze ukrywający grzeszne ciała pod czarnymi pelerynami pamiątka konkwisty i tzitzimów to miejsce zbudowano na wyparciu najpiękniejsza stacja kolejowa świata liminalny węzeł przejścia przyjścia fluido flujo odejścia poza odgałęzienia lot flux ruchomy most ponad pływami rzeki biegnącej w obie strony w poprzek twojego [wielokierunkowego intersekcjonalnego] spojrzenia przez szybę podziwiającego

 

City odpowiada na twoje spojrzenie popatrz na siebie w lśniącym potrzasku podziwiającą widok wewnątrz niewidzialnych ścian twój paszport się przemknął

City neguje swój własny ruch [czas przyspieszył tu cyrkulacyjnie z cywilizowaną uprzejmością kołowrotka dla chomika] potrzebuje siły penetracji cementowej ejakulacji w zgwałconą ziemię ustalenia w wertykalne struktury brutalnych stolic o imionach jak echa z walkie-talkie stawiająca opór kpina włączone w miejski folklorystyczny afekt jako ich szklane domy aż po doki wschodnich indii nietknięte między archaicznymi fundacyjnymi kościołami i kolonialnymi pomnikami dla samouwielbienia dla boga zmyślonych pieniędzy dla zabójczej maszyny skazującej nas wszystkich na wygnanie

Przełożyła Marta Koronkiewicz

 

 

Karolina Kapusta

 

syn księcia wyjaśnia

 

rozpacz to nie jest najlepszy pomysł na młodość

– ziewa do mnie srebrzyście –

jest pierwszy dzień miesiąca

zrób coś ze sobą

zapomniałam

dzisiaj nowy dzień nowego miesiąca

znów się nie poukłada

znów nie będzie jakoś że umiesz / możesz

cokolwiek w ogóle kiedyś znowu nie teraz

rozpacz to nie jest najlepszy pomysł na młodość

choć jest to jakiś pomysł

na pewno lepszy niż rozciągnięte j u t r o

jak gumka w majtkach

(nic tak nie wnerwia jak za luźne gacie)

ja nie ziewam bo widać mi plomby i oregano

czkam od obgadywań i odbija mi się na ziołowo

w moim ulubionym śnie tarzamy się w oreganowych polach

nabijamy oregano do lufek i kręcimy skręty z oregano

słońce przypieka nas kiedy leżymy w oregano jak na wielkiej pizzy

plączę się w blond włosy jak w ser

i keczupowa krew i keczupowa śmierć

i oregano i majtki i haj

robię nic ze sobą i nic dla świata

każdemu po równo

każdemu według potrzeb

 

 

 

jesień we Wrocławiu

 

liście uciekają spod nóg

i chodnik ucieka spod nóg

zostawia się liście nie sprząta się miasta

to nawóz dla drzew na za rok

to nawóz dla życia

liści kupa

jasnotraw wyrósł i zniósł

obowiązujący stan nadrzeczny

jasnotraw obala rządy

jasnotraw obala prawo

jasnotraw pali się

ludzie nad rzeka chodzą

pijani od jasnodymu

ktoś się uśmiecha

 

 

 

południowa

 

narzekało tak na gorąco

 

ciało które potem wielbiło ukrop

wilgocią chwaliło

narzekałoś moje ciało

dlaczego wielbiłoś

dlaczego chwaliłoś

a potem wątpiłoś

ciało zanurzone po kolana w wodzie

klęczało na styku światów

ciało zanurzone po uda w wodzie

oddawało cześć gęsią skórką

ciało zanurzone po biodra w wodzie

woda zanurzona w połowę bioder

drżą palce na odpadach skał

i mokre ma czoło ciało moje

 

 

 

V TURNIEJ JEDNEGO WIERSZA

  1. TOMKA PUŁKI

 

Nagroda I – Marcin Mokry

 

Od red: Ze względu na swoją długość i graficzną złożoność, wiersz zostanie opublikowany osobno, w jednym z najbliższych numerów

 

Nagroda II – Jakub Pszoniak

 

Neolingwiści powołują niezależny samorządny związek frazeologiczny

 

międzynarodówka nacjonalistów ustala wspólne stanowisko
w sprawie ograniczenia swobody wypowiedzi

postkomuniści walczą o reprywatyzację mienia

oraz uczciwe zarobki dla katechetów

chrześcijanie uczą się przeładowywać broń dla Jezusa

 

neoliberałowie postulują włączenie zwrotu „umowa śmieciowa”

do ustawy o obrazie uczuć religijnych

rząd USA wyraża skruchę i zobowiązuje się wypłacić odszkodowania
żołnierzom, którzy ucierpieli w skutek zrzucania przez siebie Agent Orange

ONZ wyraża zaniepokojenie swoim zaniepokojeniem

 

Ateny płyną na Troję by znaleźć broń masowego rażenia

konserwatyści żądają zaprzestania islamizacji dzieci nienarodzonych

potomkowie chorych na hiszpankę umniejszają liczbę zmarłych na malarię

organizacje kobiece walczą o nierealizowanie swoich postulatów
odnajdując w nich mechanizm wypychania kobiet z rynku pracy

 

reprezentanci bitcoin generation wykopują międzypokoleniowy rów

reprezentanci 8-bit generation prowadzą 3,5 calowy dyskurs
na temat starych dobrych czasów

zdobywcy tytułu „zadłużony dla polszczyzny” wiodą spór o to
czy blanty stanowią koszt uzysku

 

pracownicy wydziałów matematyki żądają klauzuli sumienia

wójt z proboszczem piszą ustawę o administracyjnym podziale gamet

25-lecie świeckości państwa sejm czci poprzez dodanie prefiksu „staro”

Matka Boska z Częstochowy zostaje patronką Matki Boskiej z Piekar

w rok rodziny syn od biskupów przedstawia Instrumentum Laboris

 

młodzi chasydzi żądają koszernego haszu

młodzi szyici żądają pornografii halal

młodzi katolicy żądają bezglutenowej hostii i farb do malowania aquafaby

młodzi hindusi żądają marvelowskij adaptacji upaniszad

Alexander Fleming reinkarnuje się jako bakteria z rodzaju Staphylococcus

 

zwolennicy płaskiej ziemi zdobywają posłuch naokoło globu

Dominika Kulczyk w zupełnie zwykłym bloku jedzie windą wprost do Rwandy

by nauczyć biedne dziecko że dzięki wierze w wiarę w siebie
pomnoży majątek ojca swojego ojca

który płynie tratwą by zabrać ci pracę i zasiłek dla bezrobotnych

 

ruch wiarołomców zdradza swoje plany

Rudi Kurniawan w więziennej stołówce fałszuje zbożową kawę

przedsiębiorcy wyklęci żyją prawem Wilczka:

nie ma darmowych lanczy na darmowych stażach

duch przedsiębiorczości wstępuje po dług swój i oblicza wartość twej ziemi

 

pracownicy działów HR wystawiają umowę-zlecenie na twarz

pracownicy niższego szczebla zrobieni na ubóstwo
idą świętować rekordowy wzrost PKB

pracownicy marketing budują pomnik trwalszy niż ze spiczu

prekariusze wszystkich działów łączą się w bólu

 

neolingwiści powołują niezależny samorządny związek frazeologiczny

 

ruch protestu nie o taką Polskę sprząta po psie

ruch protestu nie o taką Polskę oddaje nieważne głosy

ruch protestu nie o taką Polskę kłóci się przy stole

ruch protestu nie o taką Polskę unika płacenia podatków

ruch protestu nie o taką Polskę z Giertychem skacze hop hop hop

 

jest listopad, może marzec. rwę żyłki żółtym liściom

w księdze skarg i zażaleń nic nie pisze o miłości

mówię i czekam
aż powiesz: jest

napisane

 

 

Nagroda III – Paweł Majcherczyk

 

jeśli wszystko jest dla nas wszystkim

w biedronce przy kasie
staje się ostatnim rzutem na taśmę
więc ostatnim rzutem na taśmę szukam
co przyda się rano popołudniu wieczorem przed pracą i po pracy
dla zabicia czasu i jego odzyskania

szukam z przyzwyczajenia ibupromu bo to jedyny znieczulacz oprócz wódki
której przy kasie nie ma

nie ma ibupromu
lek leczy teraz bóle matrycy osób które ostatnim rzutem na taśmę odczuwały chęć znieczulenia

rytuał brania produktów
nabijanie cen
nabijanie promocji
nabijanie ludzi w butelkę
pakuję się w zakupy
odkładając kłopoty na później

płacę
automat wypluwa paragon
nie biorę go

bo ostatnim rzutem na taśmę
obserwuję jak zwinna wyćwiczona ręka
chwyta go zgniata uśmierca i wyrzuca
gotowa już i czysta
do obsługi następnego klienta

Wyróżnienie – Bartek Horyza

***

Paradoks 1, Krok 372, 4 innych człapiących, na jednym podwórku

dziedziniec jest kwadratowy a myśli na okrągło za krokami krążą w kółko przyczyniając się do rozmywania rozumowania lania wody wylewania oleju z głowy gdzie zostają tylko klekoczące talerze całe ich szumy ożywiane sztućcami które się starają próbują wygrzebać chociaż trochę chociaż odrobinę gryza

puste naczynia

Paradoks 2, cela 17, cyfry na metce 22512, i kubki też stukają odkładane ciągle się przypomina niedorzeczność okrągłej krawędzi kubka w kwadratowej celi

nie do pomyślenia nie do pomylenia bo tu się nic nie wyjaśnia

czasem się człowiek zastanawia

przepustka

– idę na krótko

mówi zawsze trzeba powiedzieć

i nie wiadomo chodzić gdzieś

bo tu się stoi tramwajami a chwytaki wyglądają jak pętle na szyje

Paradoks 3, było łatwiej, cela 17, 7 na 4 kroki, 2 łóżka po prawej, 2 łóżka po lewej

można było chodzić z zamkniętymi oczami

geometryczne zasady nieprzynależności

i czasem się człowiek zastanawia

w głowie w sercu oceany

albo chociaż morza podmywają stopy

plan zaplątany w bosy palec

ostra muszla wbijająca się w piętę

wreszcie.

 

 

Wyróżnienie – Karol Knapiński

 

Ich brakowało

 

pamiętam że jak już przyjechaliśmy nad Bałtyk

spadł grad i powiał wiatr był wrzesień

i wszystkie dzieci wracały w czapkach ze szkoły

kiedy na tej samej plaży my mieliśmy

pierwszy tego roku urlop nad morzem

 

miasteczko pełne było zabitych witryn

przecenionych kaszubskich pierdółek a morze

właśnie zbierało się na sztorm (i może

gdybyśmy tam zostali nie brakowałoby nam tych

drobniaków zostawionych w ostatnim rybnym barze)

 

 

 

Jakub Skurtys

Szwa (שווא)

 

Widzę takie miejsca, w których debiutancki tom Sławomira Hornika mógłby się ukazać i nie przepaść, a przy tym zyskać jakieś estetyczne opracowanie (na pewno lepsze niż rentgenowskie zdjęcie klatki piersiowej). W pierwszej kolejności byłaby to wrocławska Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza, bo nikt tak dobrze nie łączy typograficznie minimalizmu ze wzniosłością, a tego właśnie potrzebowały Szwy od wydawcy. Dodajmy, że autor mieszka obecnie we Wrocławiu, więc ten wybór byłby naturalny. Następnie na myśl przychodzi Austeria, która co prawda poezją zajmuje się rzadko, ale za to doskonale odnajduje się w judaikach, odpowiada za rodzimą recepcję Edmonda Jabesa, a do Szwów pasowałaby choćby wydawana przez nią seria notatników–„książek do pisania” o nieco widmowej estetyce, raczej tej od późnego Derridy, spłacającego dług wobec mesjanizmu i Paula Celana. Trzecim naturalnym sojusznikiem debiutu Hornika wydaje się lubelski Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, nie tylko dlatego, że z niszową poezją ma już doświadczenie (piękna seria „Biblioteki Zapomnianych Poetów”), ale też z racji unoszącego się nad całym wydawnictwem patronatu Władysława Panasa i jego kabalistycznych poszukiwań.

Szwy wyszły jednak w Łodzi, pod koniec 2018 roku, nakładem Stowarzyszenia im. K. K. Baczyńskiego, jako ostatni laureat konkursu (stowarzyszenie zawiesiło potem działalność), a Hornik otrzymał nagrodę TETIS za formalne i językowe nowatorstwo. Autor nie zabiega specjalnie o uwagę, wydawnictwo nie ma siły przebicia i zdolności „konwojowania” tomu przez krytykę i media, więc Szwy skazane są na milczenie. Choć może to dobrze, bo jest to tom składający się z 31 krótkich medytacji, które rodzą się z milczenia i w milczenie się zapadają (Tak długo trzymać język w sobie, aż zapomni / liter, alfabetu. Wyćwiczyć się w milczeniu, // rabbi). Relacja między głosem, oddechem (tchnieniem właściwie, biblijnym ruah), pismem i obecnością (a raczej nieobecnością, bo to ona jest głównym tematem) wygrywana jest na wysokim C, w zgodzie z jakimś metafizycznym paktem, który zastępuje w Szwach codzienną komunikację.

Nie znaczy to jednak, że Hornik jest niekomunikatywny czy niezrozumiały. W duchu Celana rozmawia raczej z Ruinami lub w stylistyce Jabesa z samym Słowem. Każda z medytacji ma ciężar ostatecznych rozstrzygnięć, ale też specyficznej celebracji momentu, która charakteryzuje judaistyczne kryptoteologie. W pewnym sensie hagadyczna rama zabezpiecza wiersze Hornika przed nawiązaniem relacji z czytelnikiem, przed potraktowaniem tych tekstów jako językowego tworzywa. Bo jak ustosunkować się do wiersza, który wybrzmiewa między Alef i Taw, pierwszą i ostatnią Literą? Jak rozmawiać w sytuacji, gdy jedynymi partnerkami tej rozmowy są Saraj i Awiszag (Abiszag), a ramy porozumienia wyznacza Pięcioksiąg?

Otóż, paradoksalnie, można. Zachęcony fragmentem 21., puentą: „Tiqqun de la noche, nocą naprawiać / świat, będą mówiły twoje dzieci, od spodu”, podejmuję wyzwanie. Zaprasza nas bowiem Hornik w głąb judaistycznego mesjanizmu, w tikkun olam, myśl o naprawie świata, a właściwie odpowiedzialności za tę naprawę, która spoczywa na barkach przyszłych pokoleń i całego narodu Izraela (od XVI wieku istnieje też ortodoksyjny zwyczaj nocnego studiowania Tory w czasie święta Szawuot). Sama fraza, w zacytowanej tu postaci, pochodzi jednak z późnej interpretacji i jest tytułem autorskiego posłowia/postylli do Wspólnoty, która nadchodzi Giorgio Agambena. Tiqqun usamodzielnił się filozoficznie, wykroczył poza ortodoksyjny judaizm i związany został z każdą mesjańską obietnicą odrodzenia, resztką, na której zasadza się ontologia życia jako-takiego. Tikkun, naprawa i odkupienie (…), nie są działaniem, lecz szczególnym rodzajem szabasowego próżnowania, które, choć nie do ocalenia, umożliwia ocalenie, choć nie do naprawienia, pozwala nadejść odkupieniu (przeł. S. Królak). Tyle Agamben. Hornik oczywiście uprawia pewien rodzaj hermeneutycznej żonglerki, cóż bowiem ma znaczyć dodane na końcu dopowiedzenie „od spodu”? Kim są dzieci i kim jest adresatka („córka morza”)? To „od spodu” może działać w dwóch trybach: spod ziemi, z wnętrza, jak robaki lub krety pracujące w glebie, poza zasięgiem naszego wzroku, ale też od spodu, tzn. od stóp (skoro sen / przychodzi od stóp, w górę, aż do serca). Ten świat – Prawa i Hagady – zaczyna się od Słowa, a zatem to właśnie słowo trzeba by odsłonić i przenicować, żeby pozwolić nadejść odkupieniu, a w przypadku Hornika również jakiejś pracy żałoby: Skowyt: takie nadaje ci imię. Nie dlatego, że / odszedłeś, ale że nie ma wyjścia z tego dźwięku”. Tak kończy się ten poemat, dźwiękiem zamiast słowa, imieniem bez treści, uwolnionym od władzy, hierarchii i jakości.

Jeśli jesteśmy jednak przy Agambenie i jego tiqqun, musimy pamiętać, jak istotnym kontekstem jest dla włoskiego filozofa pojęcie profanacji, czyli zwrócenia tego, co święte, sferze użytkowej. Wspomniałem, że język u Hornika jest zabezpieczony apokryficznym tonem, że komunikuje się ponad głowami przechodniów. Ale sam autor zdaje się zachęcać nas do takiej właśnie, z ducha Agambenowskiej profanacji – nie zbawienia, lecz ponownego włączenia, użycia. Spójrzmy na te wiersze bez ich metafizycznej otoczki, nie jak na gnomy, lecz na ekscesywne ruchy języka, który nie wie jeszcze, w jakim kierunku zmierza, jaką podmiotowość i wspólnotę powoła: Pies, który rozumie: / kiedy nie ma ciała, / pozostaje zapach.; Bławe nity. Źdźbło. Żółć. Przezroczyste / pasmo z południa na północ, tam rośnie / drzewo z kurzu i popiołu; Wąż chowa się w sobie. Cienie, o powiekach / białych jak grudniowe mleko, schodzą się zewsząd; W kącie oka cała jest opowieść twoja, kontynent, ohel / murowany oddechem, po ziemi chodzi osaczone zwierzę / z grudką śniegu pod żebrem, albo i to:

Ciało to wnętrze granatu. Otwarta:

Ciało to przestraszony lis.

czerwona gardziel. Żywić się tą krwią.

Czytać z ruchu traw.

Językiem. Mięsem. Pozdrawiać ciemności.

Szybko. Łakomie.

Jest w tym oczywiście Celan, jest przywołana w motcie niezasklepiająca się, egzystencjalna rana z późnych wierszy Krynickiego, jest coś z Nie i krótkich form Góry. Może dlatego, że wszystkie te teksty mówią w bezpośredniej obecności śmierci, zagrożone niemotą. Brzmi to mocno, ryzykownie, więc czasem narażone jest na upadek, na zbyt łatwe puenty, na topikę snu i uogólnienia. Ale równocześnie jest  j a k i e ś , w przeciwieństwie do poszukiwanego przez Agambena życia poza formą – konkretne, ostre, odważne nawet. Jak na razie, jest to książka zupełnie przeoczona, a warto czekać na kolejną, która – mam nadzieję – będzie rozwijać wątki z publikowanej już gdzieniegdzie prozy poetyckiej, oplatającej się wokół kolejnych liter hebrajskiego alfabetu (fragmenty choćby w „Helikopterze” 2019, nr 2).

 

Sławomir Hornik: Szwy. Stowarzyszenie Literackie im. K. K. Baczyńskiego, Łódź, 2019, s. 40.

 

 

SLAMOTEKA XVI

Rozmowa z Péterem Molnárem, zwycięzcą European Slam Championship 2018

 

Rozmowa miała miejsce podczas Ogólnoeuropejskich Mistrzostw Slamu Poetyckiego w Budapeszcie w listopadzie 2018 roku. Natomiast już 18 maja 2019 . na dziedzińcu Centrum Kultury Zamek w Poznaniu odbędzie się trzeci finał mistrzostw ogólnopolskich. W eliminacjach do nich, w dziewięciu miastach, biorą udział dziesiątki performerów starających się o tytuł Mistrzyni Polski uprawniający m.in. do reprezentowania kraju na kolejnych mistrzostwach ogólnoeuropejskich.

 

Maciej Mikulewicz: Jak opisałbyś związek między twoimi występami na Ogólnoeuropejskich Mistrzostwach Slamu i trwających antyrządowych manifestacjach, m.in. w obronie Central European University?

Péter Molnár: Niekoniecznie chciałbym skupiać się na codziennych problemach, ale raczej na długotrwałych sprawach, a nawet bardzo dawnych, historycznych tematach. We wszystkich tekstach, które dzisiaj mówiłem, wspominałem Central European University lub naszego aktualnego premiera [Viktora Orbána] i nie zwracałem się do niego we wrogi sposób, co było świadomą decyzją z mojej strony. Pierwszy z tych tekstów nosił początkowo tytuł Slamowy list do mojego ojca i starego przyjaciela. Pod koniec występu zwróciłem się do niego z pytaniem, czy gdyby musiał wybierać, to raczej zostałby afroamerykańską slamerką, turecką muzułmanką albo studentem CEU? To oczywiście odnosi się do tego, co dzieje się z CEU[1]. W drugim tekście bardzo chciałem unaocznić wysiłek, jaki podejmują studenci CEU. Zorganizowali energiczną manifestację w ostatnią sobotę, od tamtego czasu prowadzą też przez 24 godziny na dobę Wolny Uniwersytet przed siedzibą parlamentu. To przykłady tego, co chciałem naświetlić.

W drugim z tekstów wyraziłem za to zdanie, że jeśli ktoś milczy w sytuacji, w której powinien podnieść głos, to staje się jej współwinny. Wiele o tym myślałem i uważam, że to bardzo ważne zagadnienie dla wszystkich pisarzy, slamerów czy przedstawicieli teatru inkluzyjnego, czym m.in. zajmuję się na CEU. Widzę w tym osobisty dylemat, ponieważ badam naukowo możliwe odpowiedzi na tzw. mowę nienawiści i wierzę, że każdy z nas powinien mieć swobodę wypowiedzi, także artystycznej, ale częścią tej wolności jest też np. czyjaś niechęć do rozmawiania o sprawach społecznych, ale skupianie się na, załóżmy, tematach romantycznych. Jednocześnie przed tymi z nas, którzy są w pozycji, w której mogą wypowiadać się z wykorzystaniem jakiegoś spotęgowania swojego głosu, jak na slamie, stoi praca do wykonania. Od siedmiu lat organizuję ze studentami cykl Hate Speech Monologues, tak więc to kluczowe pytanie, na które nie znam ostatecznej odpowiedzi, ale czuję, że powinniśmy podnosić swoje głosy. Kiedy panuje mróz, a na ulicach pełno jest bezdomnych, to mnie to porusza. Jeśli slamer stwierdza wtedy: – A po co miałbym o tym mówić? – to mam dla niego w odpowiedzi pytanie: – Jak możesz o tym nie mówić, kiedy masz taką możliwość? – I wtedy, bo tu pojawia się dylemat, wracając do wolności wypowiedzi, jej częścią jest wolność do niemówienia.

– Mówiąc o otaczających nas problemach społecznych na slamie, tworzysz sytuację wyraźnie polityczną. Czy uważasz, że slam może bardziej przekonywać niż inne formy wypowiedzi?

– Nie uważam, żeby slam poetycki był narzędziem służącym do jakiegoś konkretnego celu, to by tę formę ekspresji poniżało. Tak jak widzę slam na swój własny użytek, do tej pory, to jest on sposobem uczenia się lepszego wyrażania swoich myśli. W tej chwili chcę jedynie pisać ładne, znaczące, przemyślane, pełne miłości wersy. Czasem wersy złości, ale nie wrogości, z pewnością nie nienawiści, będąc świadomym ich wpływu na publiczność, także w sprawach społecznych. Będąc świadomym wyboru. Tego, że jeśli moje wersy nie dotykają ważnych tematów społecznych: praw człowieka, konstytucyjnych ograniczeń władzy, ochrony środowiska naturalnego, to jest to mój wybór. Cisza jest wymowna i jestem tego bardzo świadom. Jestem jednocześnie aktywistą organizującym demonstracje, przemawiającym na nich, jest to więc moja codzienność. Protesty przeciw łamaniu praw człowieka, protesty w obronie środowiska. Doświadczam tych spraw, więc przenikają one do moich występów slamerskich. Oczywiście mam w tym swój cel, chcę włączyć kolejne osoby, co nie jest łatwe. Może być wręcz kontr skuteczne.

– To znaczy, że chcesz być przekonujący.

– Wolałbym raczej powiedzieć, że chcę inspirować słuchaczy, aby pomyśleli o tych kwestiach przez pryzmat swoich poglądów i wtedy się zaangażowali, włączyli. Podczas jednego z niedawnych turniejów zbieraliśmy np. pieniądze na organizację pomagającą bezdomnym.

– Co na to Republika Czeska?

Anatol Svahilec[2]: Czechy pewnie będą jak Węgry w ciągu pięciu lat. Rozmawiałem dziś z wieloma osobami o wyniku dzisiejszego wieczoru [Péter Molnár zdobył tytuł Mistrza Europy – przyp. M.M.]. Różne języki, różne tematy, różne style, ale twój [Péter] występ był właśnie najbardziej autentyczny. Niektórzy mówili, że miałeś lepsze przyjęcie na scenie, że zająłeś sporo czasu przed samym występem…, ale, cholera, to jest rytuał! Poważna sprawa! Trzeba brać to na serio. Także w kontekście obecnej sytuacji politycznej, która przypomina naszą pod tak wielu względami, że mnie to przeraża. Cieszę się, że akurat ten styl zwyciężył, nawet jeśli to była właściwie wypowiedź polityczna, ale nie mam nic przeciw temu, ta platforma służy również do tego.

– Anatol nazwał to trafnie. Slam jest platformą komunikacji, a każdy, potencjalnie, jest slamerem. Slam poetycki jest wyjątkowym ruchem społecznym właśnie ze względu na swoją wyjątkową otwartość. Ludzie przychodzący na turnieje posłuchać występów mogą w przyszłości wejść na tę samą scenę, żeby opowiadać swoje historie, ponieważ budujemy zawsze z cudzych słów. Opowiadałem przed chwilą Anatolowi, jak bardzo podobał mi się jego tekst o windzie połączony z odpowiednim rytmem i ruchem… na prawdę inspirujący.

– Mnie natomiast uderzyło zasłyszane dziś określenie slamu jako metody kształcenia, samodoskonalenia się, wzajemnej edukacji… Na co dzień większość z nas nie ma wielu sposobów na to, aby uczyć się lepiej wyrażać, komunikować.

– Rozumiem, co masz na myśli, prowadzę, jak wspominałem, występy studentów z CEU – Hate Speech Monologues, w których opisują swoje doświadczenia z uprzedzeniami i mam takie wrażenie, że każdy ze studentów mógłby w nich wystąpić… Każdy ma swoje historie. Oczywiście, jeśli są przedstawicielami grupy większościowej w swojej społeczności, to mogliby powiedzieć, że nie byli ofiarami prześladowania czy uprzedzeń, ale mają rodziny, znajomych, znajdują się w sytuacjach, kiedy ktoś w ich obecności staje się ofiarą. Pytanie wtedy, czy milczeli, czy jakoś reagowali, z czym wiązał się ich wybór w konkretnej sytuacji? Także myślę, jak to Anatol powiedział o wychodzeniu na scenę, że slam poetycki to poważna sprawa, inkluzyjne, demokratyczne ucieleśnienie wolności słowa.

Muszę jeszcze powiedzieć, że to był wspaniały tydzień świętowania slamu. Zastanawiam się też skąd tak wielka jego popularność na Węgrzech i myślę, że wynika ona między innymi z tego, że społeczeństwu brakuje wolności słowa, duża część mediów jest pośrednio i bezpośrednio kontrolowana przez rząd, a slam stał się bardzo cennym kanałem komunikacji. Powinniśmy być świadomi tak tego, jak i jego wartości dla krajów Europy środkowej i wschodniej.

 

AUTORZY NUMERU:

Péter Molnár – jeden z oryginalnych założycieli, wraz z Viktorem Orbánem, niezależnej organizacji młodzieżowej, a następnie partii Fidesz (w 1988 roku), był członkiem parlamentu przez osiem lat, pracuje jako badacz wolności prasy, jest założycielem Földalatti Slam (Underground Slam), prowadzi audycję radiową w Tilos Rádió, wykłada na Central European University, jest reżyserem serii przedstawień spoken word Hate Speech Monologues, wydał powieść i sztukę na jej podstawie pt. Keresők (Searchers). Jeden z najaktywniejszych slamerów węgierskiej sceny od czasu jej powstania. Zwycięzca European Slam Championship 2018 w Budapeszcie.

 

 

Karolina Kapusta – uro­dzo­na w la­tach 90., po­cho­dzi ze Ślą­ska, stu­diu­je we Wro­cła­wiu, a naj­le­piej czu­je się nad mo­rzem. Publikowała w „Odrze” (w cyklu „Pocztówki literackie Karola Maliszewskiego”) oraz „Helikopterze”.

 

Maciej Mikulewicz – ur. 1986, absolwent filologii polskiej na UAM. Redaktor i składacz. Organizator i konferansjer podczas turniejów slamowych w Poznaniu, w tym Pierwszych Ogólnopolskich Mistrzostw Slamu Poetyckiego.

 

Jakub Skurtys – ur. 1989, krytyk literacki, asystent w Instytucie Filologii Polskiej, często publikujący m.in. w „Odrze”.

 

Redakcja ÓSMEGO ARKUSZA:

Paweł Kaczmarski i Marta Koronkiewicz

pawel.kaczmarski@przerzutnia.pl

 

Wydawnictwo dofinansowane z budżetu Województwa Dolnośląskiego.
Publikacja ukazała się dzięki wsparciu miasta Wrocław.

 

 

[1] W wyniku zmian w węgierskim prawie, których krytycy widzą w nich celowy atak przeciw prywatnej, amerykańskiej uczelni, jaką jest CEU, uniwersytet jest zmuszony przenieść ok. 80 proc. swoich zajęć do Wiednia. Nowe przepisy uniemożliwiają bowiem uczelni przyznawanie zagranicznych stopni naukowych.

[2] Slamer z Pragi, uczestnik warsztatów i wielojęzykowego performansu w reżyserii Marca Smitha, z którym rozmowę przeczytać można w poprzednim wydaniu „Slamoteki” w 8. Arkuszu Odry.