Udostępnij:

Pocztówki literackie KM maj 2026

Krzysztof. Pisać się chce, wena wywiera presję i leją się słowa bez umiaru; same oczywistości. Po co właściwie spisane, po co pieczołowicie ustawiane w rządki? Kto to wie. Jest jakaś siła, która każe ludziom wyrzucać z siebie słowa w oczekiwaniu na cud albo traf. Więc tutaj nie trafia, bo nie może, mając do dyspozycji zgrane do cna banały. Nie przeczę, są urocze czy też świeże fragmenty, ale są tylko po to, by zaraz przepaść w jakimś nadmiarze. Tak, jakby ich twórca wstydził się tej chwilowej oryginalności i natychmiast, wraz z zawstydzonymi słowami, wracał do szeregu. Jakby wystraszył się naruszenia świętej normy, jakiejś gryzipiórczej poprawności. I tak coś drgnęło w moim, powiedzmy, surowym sercu na ten widok: Patrzę przez zroszone okno na świat, / który jeszcze niedawno tonął w kolorach, / był śmiechem, / radością życia, / towarzyską włóczęgą nad ranem, / po pijanemu, / bez planu. Właśnie, bez planu, spontanicznie, mówiąc pana językiem – po pijanemu; lecz to rzadkie chwile wolności i poetyckiego szczęścia, bo zaraz wewnętrzny cenzor stawia do kąta albo bije po łapkach i każe tak śpiewać: Mam dziwne wrażenie, / że wszystko ucieka. / Życie ucieka, / miłość przemija, / czas nie stoi – płynie, wymyka się z dłoni. Tak właśnie wymyka się z dłoni marzenie o prawdziwej poezji, tak roztrwania się wolność poetyckiego słowa. Tak zrywa się pępowina tolerancji, / a spokój staje się chaosem. I w końcu czytam, nie wierząc już w żadne światło: Dopiero tam, / w zakamarkach własnego serca, / w ciszy konfesjonału, / można spisać rachunek sumienia / i wyjść z otchłani przemijania, / niesiony nowym światłem.

Dominik. Przeleciałem nad tymi wierszami i nie zanudziłem się, w każdym było coś, co albo poruszyło, wzruszyło albo dało do myślenia. Jednak niektóre utwory rymowane nie wzbudzają entuzjazmu. Za dużo tych rymów i są zbyt dokładne, częstochowskie, przypominają piosenki z turystycznego śpiewnika albo wierszyki dla dzieci. Gdy rymów jest mniej bądź są bardziej delikatne, powstaje zupełnie inny efekt. Na tym rymowanym tle największe wrażenie zrobiły wiersze wolne, pozbawione oczywistych współbrzmień. Wysoko oceniam teksty: Rozmowa z tatą, Nie kochałbym, Tęsknię – stop, Marzenia, Inaczej nie będzie, Lubię, nie lubię. Jak pan widzi, niewiele ocalało z całego tomiku. Radzę wstrzymać się z jego wydawaniem. Za rok, poprawiony, będzie przedstawiał się o wiele lepiej.

Jan. Są fragmenty bliskie doskonałości, świadczące o tym, że wykluwa się nielichy talent. Oczywiście, z wykluwaniem różnie bywa, bo można zejść z właściwej drogi i zasilić wiadome szeregi. Wszystko zależy od tego, co zwycięży – rozkoszne gadulstwo czy rześki minimalizm. Ciągnie pana do obszernych wywodów, tłumaczeń, ledwie tłumi pan te narracyjne ciągoty, ale i w tych fragmentach raz po raz oko widzi zastanawiające lapsusy. Tak, lapsusy, jeśli chodzi o porządek opowieści, ale nie są nimi, gdy myślimy o poetyckiej pomysłowości. Niech one zwyciężą i zastopują chęć wodolejstwa. Na tym tle wyróżnia się i zadziwia Chronos – nie można tu już nic dodać ani też skreślić. Ale po chwili wracamy do rzewnej rozlewności: Spokojnie głaszcze wybrzeża / przypływ falami rubinowej rzeki / Krucze skrzydła granatowo lśniące / I ty, któremu nie pozwolą wprawdzie / zwilżyć niesforną łzą / Lepkim deszczem zmatowione usta. Szczególnie wrażenie zrobił na mnie wiersz zaczynający się od słów W górach Korei wioska. On pokazuje, w którym miejscu pan jest, ile już przeszedł w poetyckim samokształceniu, i ile jeszcze przed panem. Aż trudno mi sobie wyobrazić dalszy rozwój – jeżeli coś z tego wyjdzie, to klękajcie narody, pana przyszły debiut może wejść do historii najnowszej literatury. Niech się dzieje, co chce, niech się pisze. Ściskam kciuki, żeby nie poszło to w jakieś przeestetyzowane „cudne manowce”.

Karolina. A teraz mała lekcja dla początkujących na wiosnę, gdy człowieka tak ściska w dołku na widok wigoru starej matki natury. Wigor wigorem, motyle motylami, ale porządek musi być. Jak ująłby ksiądz Baka (ale to słowa pani Karoliny): Tulipan w rozkwicie. Wiosna w zachwycie. Dodałbym: „czas na okien mycie”, ale byłoby to zbyt trywialne i godziło w młodzieńcze uniesienia preferowane przez panią. Czytamy dalej: Wszystko dookoła zielone, słońcem okraszone. / Niebo w błękicie. / Trawa rosą spowita. Nie wiadomo, kiedy przeniosło nas do kiepskiej poezji dla dzieci i już tylko czekamy na „ptaszki”, bo jak wiadomo bez ptaszków „wiosenka” nie ma „smaczku”: Oskoła po korze płynąca, witalnie do życia budząca. / Ptaszki śpiewają. / Pączki pękają. Ta oskoła szczerze mnie zachwyciła, ten dendrologiczny szczegół w ogólnie rozmazanej, szczebiotliwej i naiwnej notacji. Potem zderzamy ww. treści z listem od autorki, w którym pojawia się passus: Dopiero zaczynam swoją przygodę z twórczością literacką, dlatego nie zamierzam poprzestawać na jednym dziele, tylko tworzyć dalej. Zabrzmiało to trochę jak groźba.KM

Poetów zainteresowanych radami i ocenami Karola Maliszewskiego prosimy o nadsyłanie wierszy (maksymalnie do 5) do naszej redakcji listownie lub mailem. Wybrane najlepsze z nadesłanych utworów będą publikowane na naszej stronie internetowej lub w „Ósmym Arkuszu Odry”.

Odsłuchaj treść artykułu
Przejdź do treści