Udostępnij:

Pocztówki KM czerwiec 2026

Grzegorz. „Nazywam się Grzegorz (17) i w chwili natchnienia piszę wiersze, czasami w różnych okolicznościach”. Nazywam się Karol (65) i zupełnie bez natchnienia odpisuję na listy z wierszami. Natchnienie i okoliczności, no tak, ale ważniejsze jest to, że wspomina pan o miłej polonistce, która zachęciła do wysłania utworów do „Odry”, a ta, jak wiadomo, cierpliwa jest, wszystko przyjmie; jednak płacą mi, żebym nie owijał w bawełnę. Więc do roboty: na razie to wszystko dość mizerne, prostackie rymy, banalne konstatacje. Miejscami szalona logorea, czyli bełkot (i to z gramatycznymi błędami): Strug samochodów / Napędza do działania, / Jednak brak możliwości / Wzbrania od wyzwania. // Mijania zaangażowanych, / Tych, co tworzyć mogą; / Wydłubać chciał oczy / Innych zapomogą. // Nieważne jest w tym słowo, / Lecz przekazu wartość dana, / Dostarczana na łamach ziemi / Przez marskość kapitana. Zafrapowała mnie ta „marskość kapitana”. Czy chodzi o alkoholowe skłonności ww. matrosa? Aluzyjnie wspomina pan o stanie jego wątroby? I jeszcze ta zapomoga służąca do wydłubywania oczu… Zupełnie nie rozumiem. Wydaje mi się, że powinna być chyba „granica bitu”, przepraszam, „bicia”. I pan o tym wie, zadając pytanie – Gdzie granicę bicia tętna postawić?. Jakaś próba pomysłowości czy oryginalności w Hiobie, ale to też jakby przypadkiem. Koncept „Hioba w husarskiej zbroi” bardzo mi się spodobał, już mniej realizacja. Nie wiem, czy mam zachęcać pana do dalszych prób, ale dobra, uczynię to, bo na tym polega moja rola, każdy powinien dostać drugą szansę. Czas, cierpliwość, samokształcenie, dużo czytania. Pozdrowienia dla pani polonistki. Aha, jeszcze w tym ma pan rację: Niekiedy przez dziurawisko padają kosmyki światła słonecznego, a zatem więcej światła, całego w kosmykach, a mniej tych wstrętnych „dziurawisk” życzę.

Wiktor. W porównaniu z tym, co wyżej, nastała jasność: gramatyczna, logiczna, poetycka. Coś wreszcie po polsku. Czytelnik odnosi wrażenie, że jest w stanie objąć to refleksją. I oceną. Na razie nie będzie wysoka, ale jakaś będzie; dostateczna na pewno, a za krótki, kończący prezentację tekst jeszcze i plus. Krótko: dostateczny z plusem. Próbuję pan sił w różnych poetykach, zmienia maski i twarze – wszystkie te same, patetyczne, wzniosłe, nadmiernie natężone. Nie wołaj też. Jest cisza nocna, czas pokoju / A ty krzyczysz zza drzwi, przedstawiasz się / Imionami tutaj zakazanymi, Imionami / Które stanowią jedynie podpisy w księdze / Do której żal zaglądać, ale mimo wszystko / Próbujesz mi je wcisnąć. I nagle na koniec pewien drobiazg, a w nim cień szansy na dalszy rozwój: Krótka fraszka o pękniętym lustrze // Jest pęknięte zgrabną pajęczyną / I w każdym odłamku byłem inny / Inaczej w każdym twarz mam wykrzywioną / I w każdym jest ktoś inny / Tylko nie ja.

Dominik. Przeleciałem nad tymi wierszami i nie zanudziłem się, w każdym było coś, co albo poruszyło, wzruszyło, albo dało do myślenia. Jednak niektóre utwory rymowane nie wzbudzają entuzjazmu. Za dużo tych rymów i są zbyt dokładne, częstochowskie, przypominają piosenki z turystycznego śpiewnika (Jestem takim siedzącym obieżyświatem/ Nie idę tam dokąd poniosą mnie nogi/ Jest barw ludzkich pasjonatem/ Słów i uczuć pożogi) albo wierszyki dla dzieci. Gdy rymów jest mniej bądź są bardziej delikatne, powstaje zupełnie inny efekt. Na tym rymowanym tle największe wrażenie zrobiły wiersze wolne, pozbawione oczywistych współbrzmień. Wysoko oceniam teksty: „Rozmowa z tatą”, „Nie kochałbym”, „Tęsknię – stop”, „Marzenia”, „Inaczej nie będzie”, „Lubię, nie lubię”. I jeszcze „Adenozynotrifosforan” z takim oto początkiem: Nazywam się Adenozyna. Moi rodzice (gorszych miała chyba tylko Julia) / Adenina i najstarszy syn starej Rybozy z Nukleotydowej 7, / zdecydowali, po uzgodnieniu z rodzicami przyszłego męża, / o związaniu mnie z Trójfosforanem. Jak pan widzi, w sumie niewiele ocalało z całego tomiku. Radzę wstrzymać się z jego wydawaniem. Za rok, poprawiony, będzie przedstawiał się o wiele lepiej.

KM

Odsłuchaj treść artykułu
Przejdź do treści