Pocztówki literackie październik 2026
Barbara. W pierwszej chwili – genialne, a po kolejnej lekturze: to jednak grafomania w mistrzowski sposób zachowująca pozory literackiej poprawności. Krótko mówiąc, prowadzący tę rubrykę jest w rozterce. Prawdopodobnie spotkał się z czymś, co go przerasta. I tak go zostawmy. Muszę się jednak wytłumaczyć z niesmaku. Nie rażą mnie turpistyczne drastyczności charakterystyczne dla tych wierszy, razi mnie brak wyczucia czy raczej umiejętności zarządzania drastycznościami. To wszystko dałoby się jakoś pogodzić, ale rzecz w tym, że pani nie chce godzić, pani celowo jątrzy i jeszcze się tym upaja: Gdzieś w domu ryczą węże./ Na parapecie, odpoczywają trzewia. / Robię z jelit babkę z piasku. I pośród tego estetycznego niechlujstwa (to być może są świadome prowokacje) nagle coś do przyjęcia, bo choć chropawe, to świeże (trochę martwi zwichnięta interpunkcja): A gdzieś na balkonie, pośród starych płyt. / Wisiały różowe majtki. / Oblizałeś drewnianą łyżeczkę z sernika. To, co genialne, zostawiłem na koniec: Tonę we własnych scenariuszach. Naucz się proszę Boże. Próba nauczenia czegoś Boga jako jedna z wielu wersji możliwych scenariuszy, no tak. A tych interpretacji może być tu jeszcze kilka, wtedy mówię o genialności.
Jarosław. Wywołał pan we mnie gotowość do ponownej, odwiecznej, refleksji na temat tego, co jest poezją, a co nią, mimo wielu starań, nie jest. Co epoka, moda i środowisko, to inna odpowiedź. Powiem więc, że w tej mojej bańce bardzo słabo odnajduje się to, co pan uważa za poezję: ona odsuwa od siebie złudzenia / skrywa drżenie głosu / w melodii słów. Tak jakbym w starym radiu szukał znajomej fali, magiczne oko mruga, odbiornik trzeszczy, a ja niczego znaleźć nie mogę. Ani muzyki, ani mowy, ani nawet czegoś pomiędzy. Te blady zapisy są poza moim odbiornikiem. Może po prostu są tak bardzo wsobne, prywatne, może tu leży przyczyna nieudanego odbioru. Chyba jednak nie o to chodzi, sprawa jest głębsza i dotyczy dyskusji w stylu, czy to jest o niczym, czy raczej o czymś; potem ona wraca / już nic nie mówi / odkłada klucze / kasztany / i poprawia włosy. Pisze pan wiersze tak nieważkie, tak „niewidoczne”, że brakuje słów. Niech to będzie ich największą pochwałą. Pochwałą wypowiedzianą przez sceptyka.
Joanna. „Przesyłam moje debiutanckie wiersze. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z nimi”. A ja serdecznie panią zachęcam do złamania pióra. Na rok, na dwa… Potem będzie można do tego wrócić. Spojrzy pani z uśmiechem i łezką w oku na okropne juwenilia, i rzeknie – no cóż, stary redaktor miał rację: W głowie, w myślach bezdenna pustka. / Kompletny brak pomysłów, bezsilność. / Wytężam umysł i nic… Pustka. A z pustki to i Salomon nie wykrzesze. Nie ma pani tematów, nie ma obserwacji, nie ma celu, nawet obsesji nie ma. Za wyżej wymienione imponderabilia podstawia pani pozorne: Dusza, ciało musi być wolne. / Biec, uciekać, czym prędzej. / Nie dać się, walczyć. Taki jest cel. Teraz mnie pani przeklnie, ale kiedyś będzie wdzięczna. Nie chodzi o kompromitację (bo kto to czyta, kto zadaje sobie trud identyfikowania osób ukrywających się za imionami), chodzi o zdanie sobie sprawy, postawienie pytania, w którym miejscu jestem i czego chcę od tego uporczywego zaczerniania notatnika. Życzę przejścia na drugą stronę mocy (świadomości) i zrozumienia, że odpowiedź nie mogła być inna. Zresztą i tu dostrzegam pierwsze promyczki: Pytam się dlaczego? Brak odpowiedzi. / Ciężar ciszy przytłacza. Unoszę go lekko. / Nie zniechęcam się, nie poddaję. / Wiem, że nadejdzie lepszy czas, zniknie… Pustka. Pustko, znikaj! I jak najmniej oczywistości, banalnych konstatacji w stylu: Kolejny rok minął niczym mrugnięcie okiem. / Ulotny czas pędzi nieubłaganie. / Łapię łapczywie każdą chwilę, / zanim umknie bezpowrotnie.
Jakub. Proszę wybaczyć, tym razem nie potrafię niczego wybrać. Stało się to zbyt rozgadane i sentymentalne. Serdecznie pozdrawiam – z nadzieją, że przyszłość przyniesie panu nowe pomysły na wyrażenie siebie i świata; i nie mam na myśli tylko tego wewnętrznego.
KM